A ja się lubię "bojać". Kartki z pamiętniczka fanki horrorów

Redakcyjne koleżanki wspominały już o literaturze i filmach, które lubią i do których wracają. Postanowiłam nie być gorsza i podzielę się z Wami częścią swoich fascynacji. Nie będzie to ogólny przegląd tego co lubię, ale właśnie taki "z dreszczykiem". Może kiedyś napiszę o innych książkach i filmach, żebyście nie myśleli sobie, że nie znam np. "Przeminęło z wiatrem", czy "Martwych dusz". No dobra, ale to będzie kiedyś, a teraz to, co tygryski lubią najbardziej.

Kadr z filmu Dziecko RosemaryKadr z filmu Dziecko Rosemary

Odkąd pamiętam nie za bardzo miałam babskie zainteresowania. Już w dzieciństwie wolałam bawić się żołnierzykami i samochodami. Pamiętam, że miałam resoraka-karetkę, w którym był nawet ludzik na noszach. Wojsko ustawiałam przeciwko sobie i prowadziłam wojny. Najukochańsze żołnierzyki, to była armia francuska z okresu Rewolucji Francuskiej. Często wojsko walczyło ze zwierzętami, no bo wiadomo, z kimś musieli.

Jak już opanowałam czytanie, to dziadek i tata kupowali mi Thorgala, Kajka i Kokosza oraz Pana Samochodzika. Był też Doktor Dolittle, ale przyznam szczerze, że mnie nudził. Z czasem zaczęłam czytać kryminały, które były dla mnie dużo bardziej interesujące, niż Ania z Zielonego Wzgórza czy Harlequiny.

Przyjemności z dreszczykiemPrzyjemności z dreszczykiem

Wiadomo, że nie tylko literaturą człowiek żyje. W okresie "mleka pod nosem" pozwalano mi na oglądanie seriali kryminalnych. Ale umówmy się, nie było to C.S.I, czy inna Jordan, gdzie na dzień dobry masz sekcję zwłok, a trup się gęsto ściele. Moje ulubione seriale były w czwartek na TVP 1 i do nich należały - Dempsey i Makepeace, Gliniarz i Prokurator, Detektyw w sutannie, no i oczywiście wisienka na torcie, czyli Miami Vice. Och... no która z Was nie kochała się w Sonnym??? Ta marynarka z wywiniętymi rękawami, te mokasyny bez skarpet, no i jego zwierzątko, czyli aligator, którego trzymał na łodzi. Ja byłam urzeczona.

Początek lat 90-tych to już w ogóle był szał, gdyż pojawiła się telewizja kablowa. A wraz z nią mnóstwo "najlepszych" seriali wszech czasów. Seriali, które pamiętam do dziś i jak sobie o nich przypomnę to na mojej twarzy pojawia się wielki banan. Zdecydowanie moim faworytem był kanał telewizyjny Polonia 1, na którym to leciały takie cuda jak Magnum, Drużyna A, Detektyw Remington Steele, no i oczywiście MacGyver.

W pewnym momencie rach ciach i stałam się "dorosła", czyli byłam po prostu nastolatką. Do lamusa odstawiłam kryminały i zaczęła się ostra faza na horrory. Zaczytywałam się w Mastertonie, Kingu, Koontzu. Jeżeli chodzi o filmy, to oczywiście wszystkie Koszmary z ulicy Wiązów, Piątek Trzynastego, Omen, Noc Żywych Trupów (całe serie), ekranizacje książek Kinga.

Do klasyka, jakim jest Dziecko Rosemary Iry Levina, wracam do tej pory, tak samo jest z twórczością E.A Poe.

W pewnym okresie odkryłam horrory japońskie. I muszę powiedzieć, że to są chyba moje ulubione. Nie ma tutaj dużo krwi, nie ma TEJ MUZYKI. Minimalizm, to podstawa tych filmów, a naprawdę są przerażające, zwłaszcza jak ogląda się je po raz pierwszy. Część z tych filmów została później nakręcona w U.S.A, ale to już nie to samo. Nawet nie chciało mi się oglądać do końca. Z japońskich horrorów, jak dla mnie najlepszym na razie pozostaje The Ring - Krąg. Doczekał się kilku części, ale nie są one już takie dobre, w sumie mogłyby w ogóle nie powstawać. Muszę przyznać, że wysoko cenię również amerykanów i tutaj 10/10 dla pierwszej część Piły. I tu znowu powstały kolejne części, w których pomysł rozlazł się, jak stara guma w gaciach.

Na liście horrorów mam swoją perełkę, a jest nią Martwica Mózgu Petera Jacksona. Tego samego, który nakręcił później Władcę Pierścieni czy Hobbita. Martwica nie jest straszna, ten film jest niewiarygodnie durny i przerysowany, ale właśnie dlatego jest bardzo dobry. Postać Małposzczura Sumatrzańskiego, czy zombie-dziecka, to jest to! Można wręcz powiedzieć, że to jest film o miłości, gdzie zakochani muszą walczyć z przeciwnościami losu :))))

Nie pamiętam dokładnie kiedy, ale z czasem horrory trochę mi się przejadły i wróciłam do kryminałów. Mniej więcej wtedy właśnie odkryłam thrillery, które to czytam i oglądam do tej pory. W zasadzie cała moja biblioteczka, to właśnie takie książki. Pisarze amerykańscy, brytyjscy, francuscy i skandynawscy. Ci ostatni są naprawdę mocni również w filmie.

Pisarze

Tutaj kilku moich ulubionych pisarzy: Anne Holt, Ian Rankin, Maxime Chattam, Alex Kava, Thomas Harris, Jonathan Kellerman, Jeffrey Deaver, Camilla Lackberg, Jo Nesbo, Liza Marklund.

Pamiętam również o Stiegu Larsonie, którego saga Millenium doczekała się ekranizacji, zarówno skandynawskiej jak i amerykańskiej. I znowu dla mnie wygrywa kino skandynawskie.

Na wyróżnienie zasługuje też rosyjski pisarz Boris Akunin, u którego większość akcji kryminałów rozgrywa się w realiach Carskiej Rosji. Bardzo fajnie i lekko napisane kryminały o przygodach Fandorina.

Co do kina, to też mam swoje koniki. Blue Velvet, Milczenie Owiec, Czerwony Smok, Obywatel X, Elitarni i Elitarni ostatnie starcie.

Jeżeli chodzi o seriale, to po prostu u mnie leci 13th Street i AXN Crime. Nie ściągam seriali - tak po prostu mam. Oglądam tylko to, co jest w TV, więc pewnie wielu fajnych nie widziałam, ale jest jakaś tam szansa, że jeszcze się pojawią.

Założę się, że wśród Was też jest dużo osób, które lubią nieco mocniejsze emocje niż te w Ani z Zielonego Wzgórza. Jak macie jakieś swoje typy literackie lub filmowe to poproszę. Chętnie przeczytam i obejrzę.

Więcej o: