Przegląd tygodnia - zupa na gwoździu, czyli co oni powiedzieli [Odcinek trzeci]

Wiecie co, ten chaos przerósł nawet mnie, nigdy nie sądziłam, że to powiem. Może zatem będę się skupiać na tym, co ludzkość mówi. Nieustannie mnie tym zaskakując. Czynnika chaosu tu i tak nie zabraknie, spokojna głowa.

Kto walczy, nie jest niewolnikiem.

mówi Eugeniusz Hnat, inżynier budownictwa. Prościutka ta fraza ma szanse przejść do historii, pod takim bowiem hasłem pan Eugeniusz walczy z Zakładem Ubezpieczeń Społecznych.  Nie jest to pierwszy taki proces w Polsce, ale o tym usłyszałam, o poprzednich nie. Eugeniusz Hnat walczy o swoją, nie bójmy się tego słowa, wolność. Chce "wypisać się" z ZUS, życzy sobie również wiedzieć, jaką kwotę brutto zgromadził przez lata na swoim koncie. Uważa, że sam swoimi składkami zarządzałby lepiej i efektywniej, a pieniądze mogłyby odziedziczyć jego dzieci. Życzy więc sobie swoje składki dostać do ręki i dziękuje ZUS za współprace.

Szczerze mówiąc - nie wierzę w powodzenie tego planu. Uważam, że nic z tego nie będzie, a ZUS tradycyjnie, złoto i marmurowo pozostanie nie do ruszenia. Niemniej jednak gorąco, szczerze i z całej siły kibicuję panu Eugeniuszowi. I trochę zazdroszczę odwagi, chęci działania, wiary. A może się mylę, może to początek pięknej tradycji?

Wyszedłbym z szatni, w której jest gej. Albo zaproponowałbym mu, żeby przebierał się gdzie indziej

- tymi pięknymi, godnymi prawdziwego sportowca, nawiązującymi do ducha szlachetnej rywalizacji słowami pan Jan Tomaszewski skomentował publiczny pocałunek dwóch lekkoatletek.

Jan Tomaszewski. Sportowiec, polityk, autorytet.(fot. Sławomir Kamiński/AG)Jan Tomaszewski. Sportowiec, polityk, autorytet.(fot. Sławomir Kamiński/AG)

Dodam tylko, że wahałam się, czy poruszać w ogóle ten temat, komentować te słowa, bowiem lekko się brzydzę. Nie, nie pocałunku lekkoatletek dotyczy moje obrzydzenie, mam nadzieję, że to jasne. Uważam też, że niekiedy pewne zachowania i postawy najlepiej zatłuc pogardliwym milczeniem. To chyba jednak nie jest ten wypadek. Pan Tomaszewski zaznacza, że chciałby, aby w Polsce było takie prawo, jak w Rosji. Ja się przychylam do postulatu, aby pan Tomaszewski takiemu prawu podlegał. Najlepiej w Rosji. I w ogóle - niech się przebiera gdzie indziej.

Liczymy, że jak będzie naprawdę źle, to rząd polski stanie na wysokości zadania no i nas bezpiecznie stamtąd przetransportuje.

- rzekła pewna polska turystka wybierająca się do Egiptu, gdyż nastał ten czas roku, aby się do Egiptu wybrać. Zapowietrzywszy się nieco usłyszałam: "Ale o co ci chodzi, przecież rząd polski nie zakazał wyjazdów do Egiptu, apelował tylko, żeby z tych wyjazdów zrezygnować."

Polska turystkaPolska turystka

Faktycznie, o co mi w ogóle chodzi? Skoro nie zakazał, to niech ponosi konsekwencje traktowania ludzi jak istoty rozumne. A jeżeli te istoty rozumne dobrowolnie wlezą po szyję do dołu z wapnem i zechcą tam nurkować - należy czekać, aż zacznie się dobrze dymić i wtedy istotom rozumnym pospieszyć na pomoc. Nic nie rozumiem, ale życzę pani miłych wakacji. Ubogacających.

Weźmy choćby alkohol, który jest legalną substancją psychoaktywną. Alkohol bezpośrednio przyczynia się do 10 tys. zgonów rocznie. A ile mamy zgonów bezpośrednio po zażyciu marihuany? Zero.

- powiedział były minister zdrowia, Marek Balicki.  Zawiesiłam się nad tymi słowami i właściwie nie wiem, jak ugryźć.

UżywkiUżywki

A Wy? Swoje zdanie na temat karania za posiadanie trawki oczywiście mam. A w ogóle, to napiłabym się wina. I tyle.

Niech PiS bierze władzę, niech niepokorni przejmują media i ministerstwa, niech ich wyborcy poczują się trochę bardziej u siebie, a ciśnienie może, podkreślam: może, powoli zejdzie. Takie gigantyczne „Teraz Kurwa My” Anno Domini 2013.

mówi Marcin Meller i jest mi z tym o tyle ciężko dyskutować, że nie jestem obiektywna wobec tego, co Marcin Meller mówi, czy pisze. W osiągnięciu obiektywizmu przeszkadza mi bowiem sympatia i podziw, mocno i od lat ugruntowane. Zatem - gdyby to powiedział kto inny - może potrafiłabym wydobyć z siebie coś więcej, niż: Pan się nie boi? Bo ja, przyznam, trochę. Trochę bardzo.

I na koniec, dla rozluźnienia, dialog, w którym jedną ze stron była redaktor Sosin. Pozwolę sobie dosłownie zacytować.

Pani w banku wypełnia mój wniosek o kartę:

- Zawód wykonywany?

- Dziennikarz

- Ojezu, nieee, to fatalnie, jakiś inny pani poda.

- ???

- No inny jakiś, dziennikarz to zły zawód. Jakikolwiek.

- Nie wiem, tłumacz?

- (...) dobrze ja coś tam wpiszę. I jakby pani kredyt chciała to proszę się nie przyznawać.

Z serdecznymi pozdrowieniami dla wszystkich znajomych dziennikarzy i tłumaczy (oraz z nadzieją, że wychowam dzieci na - nie wiem, hydraulicy chyba nieźle koszą kasę?) - Wasza, nieustająco, do następnego tygodnia. Buzi.

 

Redaktor Sosin kamufluje się w celu uzyskania kredytuRedaktor Sosin kamufluje się w celu uzyskania kredytu

Więcej o: