Moi ulubieni telewizyjni mistrzowie dedukcji - top 10 serialowych detektywów

Muszę czymś zająć tę część mojej głowy, która zanurzona jest w popkulturze, aby nie myśleć obsesyjnie o Benie Afflecku w roli Batmana (Ben jest spoko, ale DLACZEGO świecie, DLACZEGO?!!). W samoobronnym odruchu zamieszczam tę uspokajającą wyliczankę - nie samymi superbohaterami człowiek żyje, jest jeszcze sporo dobra w popkulturze.

Słabość do kryminałów mam od zawsze - odkąd w dość wczesnej młodości zawarłam znajomość z Agathą Christie, Conan Doyle'm i Chandlerem, wielbię błyskotliwych, twardych i nieustępliwych w dążeniu do prawdy bohaterów kryminalnych opowiastek. To powiedziawszy zaznaczę, że poniższe zestawienie nie zawiera klasycznych postaci - nie znajdziecie tu Sherlocka Holmesa (no, na pewno nie to ostatnie wcielenie z Benedictem Cumberbatchem, brrrr), Herkulesa Poirota ani Philipa Marlowe'a (czy jest jakiś dobry serial z nim w ogóle?). Jako serialowy skrytożerca skupię się na trzeciej fali detekywizmu telewizyjnego. No dobrze, trochę żartuje z tą trzecią falą, ale tylko trochę. Bo zchowałam elegancki parytet: 50% moich typów to kobiety!

1. Veronika Mars

Moja ukochana detektywka jest zaprzeczeniem wszystkich wyznaczników stylu noir: jest blondynką, nastolatką i nie ma nałogów. Poza tym jest zabójczo inteligentna, złośliwa, twarda, urocza i ma fajnego chłopaka (Logana kocham na równi z Veroniką). Połączenie high-school drama z motywami rodem z czarnego kryminału okazało się bardzo strawne, zwłaszcza, że znawcy klasyki kryminalnego gatunku odnajdą tu mnóstwo smaczków, małych hołdów i odniesień, a i fabuła dostarczy frajdy. Trzy sezony wciąga się nosem na jednym tchu zaś wierni fani (ja, ja, ja!) doczekali się wreszcie po wielu latach repety: właśnie zakończono zdjęcia do filmowej wersji VM. Czekam!

2. Luther

To pewien paradoks - uwielbiam postać graną przez Idrisa Elbę choć scenariusze tego serialu niepomiernie mnie irytują. Wielki, wiecznie wkurzony, pogrążający się we własnym mroku policjant przemawia do mojej wyobraźni (zwłaszcza w tej przystojnej czarnoskórej powłoce), natomiast nielogiczności fabuły doprowadzają mnie do szału. Nie umiem się jednak oprzeć - Luther jest stylowy, brutalny i boski w... dedukcji. Poza tym jest fanem Davida Bowie, więc uznajmy że przez kumoterstwo znalazł się na tej liście.

3. Sarah Lund

Duński serial "The Killing" ("Forbrydelsen") to jedna z pereł gatunku: mocny, trzymający w prawdziwym napięciu, realistyczny, z dobrze zarysowanym tłem społecznym i psychologiczną głębią. Całe dobro ze skandynawskiego kryminału plus ONA: skoncentrowana na śledztwie do granic obsesji, wyczulona na niuanse, słuchająca intuicji komisarz Sarah Lund. No i ten sweter, który stał się ikoną już chyba na równi z łysiną Kojaka i prochowcem porucznika Columbo.

4. Monk

Nie przepadam za serialami kryminalnymi z obowiązkowym "morderstwem tygodnia" ale "Monk" to jeszcze serialowa stara szkoła, a przy tym postać samego detektywa jest tak zabawna i oryginalna (nerwica natręctw jako zarówno siła napędowa jak i przeszkoda w pracy śledczej), że wybaczam mu wszelkie niedoskonałości. Mam słabość do dziwaków i lubię, gdy kryminał na w sobie ładunek humoru!

5. Stella Gibson

Brytyjski serial "The Fall" to jedna z najlepszych rzeczy, jakie widziałam ostatnio. Jak również najbardziej przerażających, choć nie epatuje efektowną masakrą jak "Hannibal". Inspektor Stella Gibson (w tej roli powraca w pełnej glorii Gillian Anderson - fani agentki Scully po prostu muszą to obejrzeć!) prowadzi śledztwo w sprawie seryjnego mordercy niezależnych (w sensie zawodowym i finansowym) kobiet, sama zaś jest trochę facetem w spódnicy. Nie to, że brakuje jej kobiecości: wręcz przeciwnie, ale zachowuje się jak facet sypiając z kim chce i jak chce, czym zresztą mocno drażni kolegów policjantów. Czekam w napięciu na kontynuacje tej serii bo pojedynek między policjantka a mordercą wciąż trwa.

6. Remington Steele i Laura Holt

Tu znów wygrywa czynnik humorystyczny - koncepcja wymyślonego detektywa (a w rzeczywistości oszusta) zawsze wydawała mi się urzekająca. Poza tym feministyczna nuta: mózgiem detektywistycznej agencji jest Laura, Remington to uroczy (Pierce Brosnan!) łajdak i figurant, który ma mydlić oczy klientom, przekonanym, że kobieta nie może być dobrym detektywem (też coś!). A oni się tak dobrze uzupełniają i pięknie kochają. A on ma pięć paszportów, każdy na inne nazwisko bohatera granego przez Humpreya Bogarta. No i kapka nostalgii - oglądałam "Remingtona" na początku lat 90. na kanale Polonia1. Czy ktoś to jeszcze pamięta?

7. Saga Norén

"Most nad Sundem" to jeszcze lepszy skandynawski kryminał niż "Forbrydelsen": skomplikowana intryga, niebanalny punkt widzenia, umiejętnie dawkowana groza - ciary gwarantowane. Z kolei szwedzka policjantka, cierpiąca na zespół Aspergera hoża blondyna, ma w sobie z jednej strony dziecięcą niewinność i prostotę z drugiej zaś sprawia wrażenie pozbawionej emocji kosmitki. Do tego jest nieustępliwa, rąbie prawdę między oczy (chyba zacznę się zasłaniać jakimś syndromem, czy zespołem, gdy znów mnie pokusi by być nadmiernie szczerą), nie waha się gdy trzeba działać. Twarda baba, a jednak budzi, we mnie przynajmniej, odruch opiekuńczy. Lubię takie niejednoznaczności. Zaś amerykański remake z Diane Kruger zupełnie się nie umywa.

8. Richard Castle

Znów sentyment bierze górę nad rozsądkiem i trzeźwym osądem (kiepski byłby ze mnie detektyw), bo 90% uroku zarówno serialu jak i postaci bierze się stąd, że odtwórcą roli pisarza i detektywa-amatora jest Nathan Fillion (Once a Browncoat, always a Browncoat - kto wie o co chodzi, ten wie). Richard Castle ma w sobie zresztą sporo z Remingtona Steele'a: jest uroczy, błyskotliwy, zawsze rzuci jakąś celną pointą - jak widać od 20 lat nabieram się na te same numery.

9. Mike Torello

Jeszcze jedna porcja klasyki w tym misz-maszu. "Crime Story" to spadek lat 80. (choć akcja rozgrywa się dwie dekady wcześniej) - dla mnie osobiście ważniejszy niż "Policjanci z Miami". Zaś zawsze stylowy i po męsku niewzruszony Mike Torello w swoich mrocznych rozgrywkach z mafią Chicago zrobił na mnie swojego czasu niezapomniane wrażenie, znacznie większe niż Don Johnson i jego podwinięte mankiety. Niedawną wiadomość o śmierci Dennisa Fariny przyjęłam z dużym smutkiem, zwłaszcza że ostatnio tak ucieszył me oko w serialu "Luck", gdzie partnerował Dustinowi Hoffmanowi. Łezka.

10. Raylan Givens

Timothy Olyphant świetnie wygląda w stetsonie - i na tym mogłabym właściwie zakończyć swoje uzasadnienie. Ale byłoby to bardzo niesprawiedliwe w stosunku do serialu "Justified". Bo to znakomita rzecz. Współczesny western na podstawie powieści mistrza gatunku Elmore'a Leonarda (autora m.in. opowiadania "15:10 do Yumy" oraz książki "Rum Punch", którą pod tytułem "Jackie Brown" sfilmował niejaki Quentin Tarantino) z wyrazistą postacią charakternego szeryfa to jest coś co tygrysy lubią najbardziej... Właściwie sama się tym entuzjastycznym opisem przekonałam, że powinnam nadrobić te sezony, których jeszcze z jakiegoś niejasnego powodu nie widziałam.

Więcej o: