Myślisz lub piszesz o sobie, że jesteś stara? Pewnie masz rację

Jeśli jeszcze choć raz przeczytam albo usłyszę od kobiety w wieku lat trzydziestu z hakiem, czy nawet czterdziestu z hakiem, że jest stara - zacznę ubliżać na czym świat stoi. Na pewno nie będę im zaprzeczać. Jeśli ktoś tak o sobie pisze, to prawdopodobnie też tak myśli. I jest stary. A to jest bardziej niż niepokojące. Wyjaśniam dlaczego.

Stara czułam się siedem lat temu. Mówiłam o sobie żartobliwie per „ciocia dobra rada”. Nie było to wielkim nadużyciem, bo taki też miałam styl. W tym to właśnie czasie poleciałam z przyjaciółką do Paryża. Dziś te zdjęcia, poprawiają mi humor, ale wtedy nie było mi wcale do śmiechu.

Tuż po ukończeniu 30. roku życia uznałam bowiem, że na rynku damsko-męskim jestem przeterminowanym towarem. Truchłem. Nie tylko dla Romana Polańskiego. Kariera? Wolne żarty. Byłam sfrustrowanym, cynicznym koszmarem. Jakby tego było mało, w pracy przeniesiono mnie do działu, w którym nie chciałam za nic pracować. Pamiętam, jak dziś, że następnego dnia po zmianie obowiązków dostałam koszmarnego bólu głowy i zniknęłam na dwa miesiące. Zachorowałam. Ale nie, że katarek, brzuszek czy zatoczki. Dramatyczne diagnozy, wizja niepełnosprawności, paranoje. Po miesiącu było oczywiście znacznie lepiej, bo skomplikowane badania wykluczyły najgorsze opcje. Ale swoje przeszłam. Dotarło do mnie z całą ostrością, że nie chcę żyć tak, jak żyłam wcześniej. Mimo to, do zmian dojrzewałam długo. Ale wreszcie zmieniłam pracę. Zaryzykowałam i odżyłam. Zmiany są dobre. Nigdy żadnej rewolucji w moim życiu nie żałowałam. No może raz, gdy rozjaśniłam sobie za mocno włosy.

Naprawdę czujesz się stara?Naprawdę czujesz się stara?

Wcześniej uważałam też, że to takie quasi-kokieteryjne mówienie o swojej starości (bo, a nuż ktoś zaprzeczy i będzie miło) jest drażniące dla kobiet po 50. roku życia albo 60. Ale bywa różnie. Moja 54-letnia przyjaciółka ma to w głębokim poważaniu. - Widać są stare - skwitowała niedawno moje pytania, co myśli o 30-latkach mówiących o sobie per „stara”. Ona żyje pełnią życia. Wychowała cztery córki, wykłada na Uniwersytecie Warszawskim, jest piękna i czarująca. A jak zaczyna tańczyć, nie jestem w stanie jej dorównać. Dba o swoje ciało, buzię, ale przede wszystkim umie cieszyć się życiem. Gdy zaczyna się śmiać, zaraża wszystkich. Zanim przeczytam zarzut, że pewnie ma cudowne i usłane różami życie, od razu wyjaśnię, że nie. Tyle że nie ma w nim najwyraźniej niczego, co by ją postarzało. Albo odwrotnie - potrafi sobie z tym radzić.

Ale już 65-letnia mama mojego przyjaciela nazywa to brakiem kultury. - To impertynencja wynikająca z braku klasy i infantylności - mówi ostro. Po czym łagodnieje i dodaje. - Gdy coś takiego słyszę z ust młodszych kobiet, zaczynam się zastanawiać, czy ja przypadkiem nie stoję już nad grobem.

Niedawno przeprowadzałam wywiad z jedną z najpiękniejszych Polek - Anetą Kreglicką. Ma 48 lat, na twarzy ani śladu po botoksie czy hialuronowych wypełniaczach. Ma zmarszczki i nie odejmuje jej to wdzięku. Oczywiście, wątek starzenia się pojawia się w naszej rozmowie. Rozmowa schodzi w końcu na plotkowanie o ulubionych zabiegach kosmetycznych. Ona zachwala mezoterapię, której ja nie cierpię oraz ćwiczenia fizyczne, które mnie akurat interesują mało. I nagle słyszę coś takiego.

Wiesz, ja wiem, że powinnam myśleć o sobie, że jestem dojrzałą kobietą. Bo niby jak inaczej. Za 2 lata kończę 50 lat. Ale powiem ci, że w myślach i czasem, gdy się zapomnę w rozmowie z innymi, nazywam się dziewczyną!

I tak sobie patrzę na nią z zazdrością. Wiem, że w jej urodzie dużą zasługę mają geny. I że ja nigdy taka nie będę, choćby nie wiem co. Ale mogę chyba też myśleć o sobie, jak o dziewczynie. Nie wiem, czy pomoże, ale na pewno nie zaszkodzi.

Drugie to amerykańska artystka malująca murale. Jaką ma życiową zasadę? - Pieprzyć zasady!Amerykańska artystka malująca murale. Jaką ma życiową zasadę? - Pieprzyć zasady!

Oczywiście, jest i jeszcze jedna ważna sprawa. Być może przymiotnik "stara" nie niesie tych znaczeń, a to tylko ja przypisuję mu wyolbrzymione konotacje. Może to świadczy jedynie o olbrzymim dystansie, którego mnie brakuje? Jestem ciekawa waszych opinii.

[Zdjęcia pochodzą ze wspaniałego facebookowego fanpage'a Humans Of New York]

Więcej o: