Bieda to stan umysłu, a nie konta - obejrzałam pierwszy odcinek "Miłości na bogato"

Ostatnio pisałam Wam, jak lubię jeść i jak mnie dobijają zdjęcia jedzenia. Kilka dni temu podzieliłam się z Wami swoimi przemyśleniami na temat jesiennej ramówki telewizyjnej. Red. Połajewska wszystko to skrzętnie notowała i wyskoczyła z szatańskim pomysłem. Powiedziała, że jak obejrzę pierwszy odcinek ?Miłości na bogato? i napiszę recenzję, to kupi mi jedzonko. Tak, jestem łakoma i łatwo mnie podejść dobrym hamburgerem. Wstydzę się tego co robię, ale zrozumcie HAMBURGER, MIĘSOOOO.

Mam jeszcze dziesięć minut do tego wydarzenia i już się bojam. No bo wiecie, a jeżeli to będzie fajne... i będę musiała odszczekać w internetach to, co wcześniej powiedziałam. Poprosiłam o wsparcie w oglądaniu, ale OSOBA się nie zgodziła. M. stwierdził, że to dla niego za bogato. I tutaj znowu pojawiła się znienacka Agatka i przekupiła M. hamburgerem.

Postanowiliśmy z M. nigdy więcej o tym nie rozmawiać, wiecie są pewne tematy, których nie należy sobie przypominać i zaczęliśmy oglądać. Proszę Państwa, to, co ujrzeliśmy przerosło nas, zryło nam głowę i odebrało cenne minuty życia. Zanim zacytuję M., który doskonale to podsumował, opowiem pokrótce o czym to było.

znalezione na nieoficjalnym fanpage serialuZnalezione na nieoficjalnym fanpage'u serialu

Do Warszawy przyjeżdża dziewczyna, która chce zostać modelką. Wprowadza się do swojej kuzynki - także modelki. Super modelka ma chłopaka, który jest właścicielem modnego warszawskiego klubu, gdzie bywają znani ludzie. I tutaj poznajemy Candy Girl - piosenkarkę, która powiedziała z dwa zdania. Nawet jeżeli nie wiemy, że to Candy Girl, to możemy przeczytać to na pasku. Zresztą wszystkie osoby mają takie paski. Nie wiem jak to się nazywa - takie coś mają np.: w Pamiętnikach z Wakacji. Mamy też podany konkretny czas akcji. Normalnie jak w Archiwum X.

W klubie kuzynki wpadają na byłą dziewczynę właściciela klubu. Nie jestem pewna, ale to chyba ta pani, która ostatnio miała problem z bielizną na jakiejś oficjalnej gali... Do tego poznajemy jeszcze Izę - utalentowaną tancerkę - tak jest napisane na pasku. I są jeszcze jakieś dwie osoby - chłopak i dziewczyna. Wiecie, akcja była tak porywająca, że nie zapamiętałam ich imion, a że mam problemy z pamięcią krótkotrwałą to sorry, sami sobie poszukajcie jak jesteście ciekawi. W klubie gruba impreza, piękni ludzie i w ogóle och i ach. Szał ciał normalnie.

Miłość na Bogato/Viva-tv.plMiłość na bogato/Viva-tv.pl

Następnego dnia po imprezie Justyna - ta co przyjechała do Warszawy - idzie na casting. I tam spotyka drugą modelkę, która opowiada jej o tym, że pracowała dla Łukasza Jemioła i że była w Mediolanie. Tak więc wysokie progi dla biednej dziewczyny. No, ale co ma nie spróbować swoich sił na castingu, skoro już przyszła. Najpierw musi się przejść jak na wybiegu, a później ma powiedzieć - BARDZO LUBIĘ JABŁKA. Ma to powiedzieć tak, jakby mówiła do ukochanego. Widocznie jej się to udało, bo pan, który ją przesłuchiwał, postanowił się do niej dobrać! No masz ci los, co za przykrość ją spotkała. Ale dziewczyna jest waleczna i ucieka ratując swoją cnotę. Oczywiście, jak możecie się domyślać, pan powiedział, że jest skończona w branży modelingu.

KONIEC.

Znaczy, mamy jeszcze zapowiedź kolejnego odcinka, ale nie ma takiej siły, żebym zgodziła się go obejrzeć. Nawet gdyby podawano mi trufle, to odmówię.

A teraz kilka szczegółów:

- gra aktorska - wolę tę z "Pamiętników z Wakacji". I tu, i tu grają ludzie z przypadku, a jednak tam jest lepiej. Nie wiem, może osoby występujące w "Miłości na bogato" jeszcze się wyrobią i nie będą tacy sztywni i sztuczni. Podjęli się trudnego zadania, wierzą w siebie i wierzą w to, co robią, więc może się uda. Specjalnie nie używam pojęcia aktor. Dla mnie aktor to osoba z warsztatem, tutaj tego po prostu nie ma. Ładna buzia się po prostu nie broni.

- dialogi

13:30 to pora na szampana. Człowiek zawsze ma czas na szampana. Nauczę Cię tego.

Smakują Ci te chrupki. Jadłam lepsze. Jak chcesz być modelką, to musisz uważać na to, co jesz.

(być może coś poprzekręcałam, ale mniej więcej tak to brzmiało)

- muzyka - i tutaj na plus, było kilka fajnych momentów.

Nigdy nie sądziłam, że to powiem, ale ucieszyłam się na blok reklamowy. To było cudowne, pozwoliło na odetchnięcie i na powrót do żywych. M. przyznał mi się, że poziom jego zażenowania osiągnął max już po pierwszych 20 sekundach serialu, a reszta to czysty masochizm. Nie mogłam się z nim nie zgodzić. To było naprawdę mocne przeżycie. Mam parę pytań: Po co? Dlaczego? Dla kogo? Kto to zrobił? Kto za to płaci? Oraz najważniejsze: Quo vadis świecie!?

Więcej o: