Niech was cholera, forumowe mamuśki

Jak w tytule, podtrzymuję Wysoki Sądzie. Wiem, brzydko i ostro. Mam to gdzieś. Co z wami? Rozładowujecie kompleksy, robicie nowicjuszkom falę? Leczycie stare rany? Jak wam kiedyś, tak wy teraz? Czy tak sobie, dla czystej uciechy?

Może roboczo podciągnę sobie pod określenie "forumowe mamuśki" wszystkie uczynne Ciocie Dobre Rady, także te istniejące poza siecią. Kompletnie obce przyszłej, lub świeżej matce. Kompletnie, w gruncie rzeczy, nie zainteresowane jej losem. Kompletnie mające gdzieś jej dobro, również dobro jej dziecka, mimo gorących deklaracji, jakoby było dokładnie odwrotnie.

Niechętnie, lecz rozumiem te spokrewnione. Lub inaczej blisko związane - nie wiem, przyjaźnią, pracą, znajomością, spotykające się codziennie, lub często, dzielące problemy, przeżywające fakt, że oto delikwentka jest w ciąży, oto urodziła, oto szczeniakowi stuknął już roczek. Są w gruncie rzeczy życzliwe, na pewno zaangażowane, nie mogą się powstrzymać od dobrych rad, bo zwyczajnie, pełne dobrych intencji - chcą podzielić się wiedzą, doświadczeniem, pozwolić się uczyć na własnych błędach. Nie zawsze to wychodzi dobrze, ale rozumiem, serio.

Nie rozumiem natomiast mątw, których udział i zaangażowanie sprowadza się do bycia wredną, jątrzącą mątwą. Nie, nie żądam od nich współuczestniczenia w poczęciu, porodzie i wychowaniu. Żądam, żeby się raz wreszcie zamknęły.

Zdrowy organizm wypiera takie rzeczy, więc o kilku akcjach sprzed ładnych paru lat pozwoliłam sobie zapomnieć. Wróciły do mnie ze słowami koleżanki, świeżo upieczonej matki która rzekła mi coś w rodzaju: "Mówiłaś mi, że codziennie będzie lepiej i łatwiej i to mi naprawdę dużo dało". I wtedy przypomniałam sobie, jak jest powszechnie uznawana norma i obyczaj w tych kwestiach.

Czasem będziesz chciała ryknąć. Ale dasz radę. (Fot. Uri Golman)Czasem będziesz chciała ryknąć. Ale dasz radę. (Fot. Uri Golman)

Otóż przyszłą i świeżą matkę się straszy. Na wszystkie możliwe sposoby. Oto niektóre z nich.

- Bliźniaki? Ooo, stara, to teraz nie pożyjesz. Sorry, masz przechlapane.

(Doprawdy? Złudzenie życia w całej jego pełni jest zatem dość silne.)

- Bliźniaki? Biedna, już nigdy nie wrócisz do figury, szkoda.

(Chciałabyś, suko. Wróciłam, załatwiła mnie dopiero choroba. Ale to też przeskoczę.)

- No, to teraz będziesz chyba musiała rzucić pracę? Dwójka dzieci na raz.

(Nie rzuciłam. Do pisania za kasę przystąpiłam ponownie trzy tygodnie po urodzeniu dzieci. Nie polecam, to inna sprawa. Ale nie, NIE MUSIAŁAM rzucić pracy.)

- Ech, to skończyło się czytanie książek, życie towarzyskie i rozkminy, co? Zapomnij o tym.

(Nie wnikając, co autorka miała na myśli przez "rozkminy", o ile pamiętam chodziło o skłonność i możliwość myślenia, analizowania i zastanawiania się - nie, nie skończyło się. Nic się nie skończyło. Pewnych rzeczy jest więcej i w lepszej jakości.)

 

Czasem ci odpysknie. Ale dasz radę. Czasem ci odpysknie. Ale dasz radę.

Że niby tylko matki bliźniaków budzą takie instynkty? Otóż nie. Znam bardzo niewiele (chyba ani jednej, żeby być uczciwą) matek, które nie usłyszały czegoś z puli:

- Wyśpij się na zapas, bo koniec ze snem na parę lat.

- Najgorszy jest pierwszy rok, to będzie straszne.

- Jak skończy rok, to dopiero zobaczysz, jaki to koszmar.

- Nie będzie jadło. Nic. Nigdy. Ani trochę. A potem będzie grube.

- Będzie chorowało, non stop. Skończy jedną chorobę, zacznie drugą, lepiej od razu rzuć pracę (jeżeli nie rzuciłaś jej jeszcze w ciąży, profilaktycznie).

- Będzie wam przyłazić do łóżka, niszczyć wszystko, czego się dotknie, wpędzi w nerwicę kota i babcię, już nigdy nie będziecie uprawiać seksu (to w sumie doskonale, po co podejmować działania, które skutkują takim dramatem).

- Nie będziesz miała chwili oddechu, dopóki nie pójdzie do przedszkola.

- Ciesz się teraz, bo jak pójdzie do przedszkola, to będziesz się chciała zabić.

- Nie ma nic gorszego, niż pierwszoklasista.

- Bunt dwulatka cię załatwi.

- Bunt czterolatka cię zniszczy.

- Bunt sześciolatka, oooooo, to cię dopiero zakopie sześć stóp pod ziemią.

Czasem się nachodzisz. Ale dasz radę. Czasem się nachodzisz. Ale dasz radę.

Odnogą opisanego wyżej trendu są interesujące skądinąd zjawiska, jak: polowanie na lamblie, przelewanie jajka i odrabianie lekcji z dzieckiem przez sześć godzin dziennie, codziennie.

Nie zrozumcie mnie źle. Nie jestem zwolenniczką lania lukrem bez opamiętania na zjawisko rodzicielstwa. Więce - zbiera mi się na mdłości, kiedy czytam o fasolkach, mierzeniu tempki, owockach miłości, którym oczywiście będziesz dawać piersiątko (autentyk) do siódmego roku życia i całej tej tęczowej, womitalnej fali. Ale czy naprawdę nie ma złotego środka między "twoje życie zmieni się w koszmar", a "moje maleństwo jest całym moim życiem, pozdrawiam wszystkie mamunie, Mama Jonaszka"? Czy straszenie, dobijanie i kopanie po kostkach ma na celu cokolwiek sensownego, poza tym, żeby strasząca poczuła się Lepsza, Bardziej Doświadczona i wreszcie - Nie Osamotniona w swoich (wyimaginowanych, lub nie) traumach?

Nie lubię was, straszące. Myślę, że jesteście głupio złośliwe, wrednie głupie i złośliwie wredne. Myślę, wet za wet, pięknym za nadobne, że coś wam cholernie nie wyszło i teraz próbujecie same siebie przekonać, że to norma, bo wszyscy tak mają, a jak nie mają - to będą mieli i niech tylko poczekają. A przyszłym i świeżym matkom chcę powiedzieć że:

- z każdym dniem będzie lżej i łatwiej. Będziesz coraz mądrzejsza, spokojniejsza, bardziej doświadczona. Dasz radę.

- są dzieci, które śpią i jedzą jak złoto. Nie widzę powodu, żeby nie trafił Ci się taki właśnie egzemplarz. A jak się nie trafi  - to wypracujesz. Dasz radę.

- jasne, wszyscy chorują. Takie życie. Są tacy, którzy są wyjątkowo odporni. To nie będzie takie straszne. Dasz radę.

- czasem będzie trudno. Wszystko jest czasem trudne. Od jeżdżenia na rowerze poczynając, na planowaniu budżetu kończąc. Dasz radę.

-  twoje życie nie kończy się wraz z rozpoczęciem się życia twojego dziecka. Nie wierz, że już nigdy nie będziesz czytać, wychodzić, wyjeżdżać, wyglądać, pracować, bawić się, żyć. Dasz radę.

- nie słuchaj straszących cię. Niezależnie od tego, co nimi kieruje. Ty jesteś matką, wiesz lepiej. A poza tym - DASZ RADĘ.

Czasem będzie trudno ogarnąć. Ale dasz radę. Czasem będzie trudno ogarnąć. Ale dasz radę.

Natknęłam się ostatnio na kompletnie mi obcą matkę bliźniaków. Dzieci, na oko, nie miały nawet miesiąca. Dziewczyna była ewidentnie niewyspana, umęczona i udręczona. Miałam ochotę podejść, poklepać ją po ramieniu i powiedzieć, że będzie lepiej, już za tydzień, miesiąc, słowo, zobaczysz. Nie zrobiłam tego, uznając, że to by było jednak jakieś naruszenie prywatności, osobistej przestrzeni. A może trzeba było?

Więcej o: