Podsrywacz. Element nieodzowny w pracy

Spotkaliście go? Może być bardzo miły. Uśmiecha się, pyta co u ciebie. Chętnie wysłucha twoich problemów, a jeszcze chętniej - twoich dobrych pomysłów. Interesuje się, daje dobre rady, pociesza. Kto taki? Podsrywacz albo podpierdalacz.

Może też nie być miły. Może cię po prostu nie lubić i chcieć się ciebie pozbyć ze swojego otoczenia, bo nie rozumie, że nawet z tymi, których się nie lubi, można normalnie pracować. Praca to praca, nikt nam nie każe się przyjaźnić, bez przesady. To jednak wymaga pewnej tolerancji, a może po prostu dojrzałości?

Czasami (a nawet często) to tak zwana "menda charytatywna”. Czyli nie ma żadnego interesu w tym, żeby zrobić ci koło dupy. Nie dostanie przez to podwyżki ani awansu, nie będzie bardziej lubiany. Ale ponieważ dzień bez podsrywania to dzień stracony, musi to zrobić. Może dzięki temu po prostu lepiej się poczuje? Może to napędza go do życia? Taki człowiek zło, raczej bez szans na to, żeby się zmienić.

Częściej za takim podsrywaniem kryje się chęć awansu lub zysku. Bo tak jakoś dziwnie się składa, że im wyższe zarobki, tym więcej podsrywaczy w ekipie. Ciekawe, czy istnieją takie miejsca pracy, gdzie ekipa składa się z samych podsrywaczy? I co wtedy? Takie plotki krążą o wszelkiej maści telewizjach. Że to kłębowisko żmij i kiedy się chodzi po korytarzach, trzeba pilnować tyłów, żeby ktoś z ukrycia cię nie zaatakował. Nie wiem, nie pracowałam tam, może tylko obrażam tych, co są tam zatrudnieni.

W każdej z moich prac zawsze był jakiś podsrywacz. Jeden zbierał od ekipy pomysły, potem umawiał się z szefem na zebranie i przedstawiał jako swoje (na szczęście takiego działania nie da się długo ukryć). Drugi już pierwszego dnia po tym, kiedy do pracy przyszedł nowy szef, był u niego na dywaniku i opowiadał, co kto potrafi. A raczej czego nie potrafi i z czym gorzej sobie radzi. Że ten jest alkoholikiem, a tamten się rozwodzi, a tamten tamten to strasznie się opierdala (na szczęście szef szybko się na mendzie poznał i zwolnił w trybie natychmiastowym). Trzeci podsrywacz snuł wielopiętrowe intrygi, w których pod koniec sam się już zagubił. I też źle się to dla niego skończyło.

kwejk.pl

Ale niestety. Bardzo często podsrywaczom dobrze się wiedzie. To chyba jakiś specjalny rodzaj inteligencji - jak jej nie masz, trudno ci sobie z kimś takim poradzić. To jest coś w rodzaju walki, bo podsrywacz ostatecznie chce cię zniszczyć, ale żeby wygrać z kimś takim, musisz wejść w jego grę, w jego buty. A ta gra jest brudna, nie ma zasad, zżera energię i na pewno dusza robi się od niej czarna. Walka prawdą, z otwartą przyłbicą, niestety, najczęściej nie przynosi skutku. Nie wiem dlaczego, ale na ogół tak jest. Na ogół. Może dlatego, że podpierdalacz swoją grę przez jakiś czas prowadzi podstępnie? On ten swój jad tak delikatnie sączy do ucha tego, kto tylko chce słuchać. Zanim się zorientujesz, wokół ciebie niebezpiecznie bulgocze już bagienko kłamstw i intryg, a twoja prawda wydaje się po prostu śmieszna.

Zastanawiam się, jak skończyć ten tekst, żeby było jakoś tak bardziej optymistycznie. I szczerze mówiąc nic mi nie przychodzi do głowy oprócz tego, że podpierdalacz podpierdalaczem zostanie i jeśli poznacie kogoś, kto ma taką właśnie historię, radziłabym uważać. Wydaje mi się też, że to chyba ktoś głęboko nieszczęśliwy / zakompleksiony / z problemami. Tylko co z tego?

Więcej o: