Członek w punkcie G, czyli praca stymuluje!

Zbliża się jesień i długie zimne wieczory, które trzeba jakoś zagospodarować i spożytkować. Najlepiej spędzić je pod kołdrą w miłym towarzystwie. Ale przed wieczorem jest jeszcze dzień, który się zazwyczaj spędza w pracy, gdzie tradycyjnie kołder nie ma. Dlatego dziś poruszę temat który ewidentnie mnie rozgrzewa w biurze.

W dobie powszechnej depilacji i daleko posuniętej higieny hasło kudłate i brudne myśli jest trochę nie na miejscu. Dlatego pozostanę przy myślach zboczonych - tj. zbaczających od głównego nurtu merytorycznego w meandry swawoli. A na TE rewiry naprowadzają mnie powszechnie używane słowa.

foch.plTak mi się coś kojarzy

Dajmy na to słowo CZŁONEK, normalne prawda? "No to powitajmy teraz grupę CZŁONKÓW stowarzyszenia przyjaciele i obywatele" (i co? w mojej głowie widzę już las penisów). Witam z uśmiechem zacną grupę i próbuję zachować normalny wyraz twarzy - wiedząc, że uścisnęłam ręce wiadomo komu - CZŁONKOM. Członków można by zastąpić na przykład przedstawicielami albo reprezentantami, ale nie zawsze się da. Przecież nie powiem: "przedstawiciel lokalnej grupy działania", ponieważ on nie jest przedstawicielem tylko trwałym elementem czyli muszę posłużyć się członkiem. Po prostu dookoła same członki. Wielki zmasowany atak członków.

Punkt G pojawia się na wielu spotkaniach, przy prezentacjach czy przy omawianiu umów. Jest ich nieodłączną częścią i moją osobistą tragedią. Jak mam się opanować gdy słyszę: „a teraz przejdźmy do puntu G”, „skoncentrujmy się na punkcie G”, „wróćmy jeszcze do punktu G", „zwróćmy uwagę jak ważny jest nacisk na punkt G” (no wiadomo, że jest ważny ) itd. Próbuję w profesjonalny sposób zachować powagę, ale w końcu i tak zaczynam głupkowato chichotać, udając że to atak kaszlu. Najgorzej jest gdy na sali jest jeszcze jedna osoba, która ma takie same skojarzenia i nasze spojrzenie a się spotkają. Wtedy to już koniec i głupawka kompletna. Niby poważne spotkanie, a ja myślę tylko o tym, żeby nie rżeć jak osiołek. Szukam w głowie smutnych obrazów, myślę o ludzkich tragediach, o Korei Północnej i innych strasznych rzeczach. Czasem to pomaga.

Jest też wiele czasowników, które budzą mój seksualny entuzjazm a mózg momentalnie produkuje realistyczne wizje. Wciągać, wkładać, pchać, zapinać, polerować - to wszystko mi się kojarzy. Sama unikam tych słów w pracy, ponieważ nie potrafię dobrze zapanować nad mimiką twarzy. Ale kiedy mój kierownik pyta się koleżanki: „Czy masz jakąś wolną dziurkę, żebym mógł się podpiąć?” - chodzi oczywiście o wolny port USB, to jestem ugotowana. Oczywiście oni się z tego nie śmieją, ponieważ chyba nie uważają, że to coś dwuznacznego.

Mam u siebie w pracy jeszcze dwie koleżanki, które mają tak jak ja. Dla reszty członki są obojętne i nie budzą takich emocji. I właśnie z tymi dwiema najnudniejsze spotkanie może się stać elektryzującą przygodą.

foch.plWłochate myśli wyglądają tak

Podobno mężczyzna myśli o seksie około 20 razy na dobę A ja? Muszę policzyć, ale w dniu, w którym omawiamy punkty G jest o niebo lepiej.

No i oczywiście jestem ciekawa, czy którąś z Was jakieś zwykłe słowa sprowadzają na manowce.

Wasza (pobudzona) Korespondentka z Wydziału Odzyskiwania Zdrowego Rozsądku

Więcej o: