Kilka słów o trudnej sztuce dawania prezentów

Znasz to uczucie, prawda kolego? Wręczasz jej starannie zapakowane, z kokardą, brokacikiem, w punkcie pakowania prezentów spędziłeś irytujący kwadrans, jak żywcem z "Love Actually", no chyba że sam posłużyłeś się nożyczkami, taśmą i wstążką - będzie co prawda wyglądać jak praca z plastyki pierwszoklasisty, no ale masz punkty za rozczulającą samodzielność. I po co ci to było, ona i tak zachłannie rwie papier, targa wstążeczki, rozprawia się z kartonem, tak, jak kiedyś załatwi się  z twoim sercem i...

Zapakuj to jak Jaś Fasola.Zapakuj to jak Jaś Fasola

Nie, nie jestem seksistką. Ty też masz swoje za uszami, kochana. Uznałaś, że wiesz lepiej, w czym jemu będzie lepiej. Sweterek. Z łosiem albo widokiem na Kreml. Buty w odpowiednim fasonie. Koszula, w jakiej zawsze chciałaś go widzieć. Rzemykowa obróżka na szyję. Karnet na wizytę u optyka, nowe oprawki otworzą wam drogę do wspólnego szczęścia. I kupon na kurs robienia sushi, przecież lubi jeść i tak się doskonale bawiliście u znajomych, robiąc wspólnie. Już widzisz, jak w długie, jesienne wieczory będzie rolował, zawijał, kroił. Tylko dla ciebie.

Wszystkie przypadki wymienione niżej i wyżej miały miejsce w rzeczywistości, a podobieństwo do osób i zdarzeń nie jest bynajmniej przypadkowe. To taka próba postawienia tamy komentarzom typu: "Przecież nikt tak nie robi i nikomu się to nie zdarza, o czym ty piszesz w ogóle" - próba bezowocna, wiem.

Weź tu człowieku, bądź mądry i dobierz prezent idealnie, nawet, jeżeli dysponujesz najlepszymi chęciami, nawet jeżeli naprawdę ci zależy na radości obdarowywanego. Ba, czasem im bardziej się starasz - tym gorszy efekt końcowy. Ten gasnący uśmiech, pojawiający się wraz z rozpakowaniem i zidentyfikowaniem daru. To: "Śliczne, kochanie", plus oczy latające w poszukiwaniu skrytki, w której nowy nabytek można by upchnąć raz i na zawsze. To: "Zaraz przymierzę, tylko teraz cię przytulę, chodź". To: "Eeee, tak, wykorzystam, tylko muszę zaplanować wolny weekend". Znacie?

Mam nadzieję, że spodoba ci się to, na co wymienisz swój prezent.Mam nadzieję, że spodoba ci się to, na co wymienisz swój prezent

Za najgenialniejsze remedium uważam metodę stosowaną przez mojego znajomego. Otóż jak rok długi i szeroki on SŁUCHA swojej wybranki. Słucha i notuje, nie w pamięci, skąd, pamięć zawodna i ulotna. Notuje w specjalnie stworzonym pliczku te wszystkie: Jaka śliczna sukienka, chciałabym tę torebkę, tylko czerwoną, ooo, ta antologia, szkoda, że tyle kasy, wiertarka udarowa! Jaka fantastyczna, zawsze marzyłam, pięknie wydali tę trylogię, ale jaka cena, o mamo, zobacz, jaki świetny ten szpadel, idealnie pasuje mi do ręki, ładnie mi w tym kasku?

Przy kolejnej okazji znajomy pliczek otwiera i z satysfakcją czerpie korzyści z własnej zapobiegliwości. Nie kombinuje w panice, nie biega jak oszalały po sklepach, bezskutecznie szukając natchnienia. Zawsze trafia w punkt i dziesiątkę. Zazdrościcie?

Przyznaję, metoda to pracochłonna i wymagająca konsekwencji. Na litość, cały rok słuchać tej drugiej osoby? Ze zrozumieniem? Wyciągając wnioski? No nie wiem, może być ciężko.

Za całkiem niezłą (choć przez niektórych oskarżaną o brak romantyzmu) uważana jest metoda: "Tu sobie wyklikałam bransoletkę na urodziny, kochanie, zapłać". Że nie ma niespodzianki? Że zbyt merkantylne podejście? Romantyzm - romantyzmem, a biżu zostanie. W odpowiednim kolorze i z właściwym karatem. Są rzeczy ważne i ważniejsze.

Inny przesąd/zwyczaj zabrania obdarowywać sprzętami domowymi i codziennego użytku. A szkoda. Znam bowiem wiele pań, które marzą po nocach o sprytnym robocie kuchennym, upatrzonym z dawna stoliku, ba, znam panów, co chodzą tygodniami wokół idealnych noży, garnka do makaronu, talerzy do pasty. Ani mi w głowie wyśmiewać pragnienie samobieżnego odkurzacza, sama bym nie pogardziła, kot też. Zanim więc założysz, że ukochana osoba uzna taki prezent za dyshonor i obrazę - upewnij się. Sprytnie i dyskretnie, jeżeli już zależy ci na niespodziance. Może się zdziwisz.

Niespodzianka. Z serca. Niespodzianka. Z serca.

Czuję już, przeczuwam tę krwiożerczą watahę u mojego gardła z dyszącym: oż wy materialistki, podłe, wyrachowane, myślicie, że tylko biżut dla niej i gadżet dla niego mogą być wyrazem miłości? Kryzys jest, mątwy!

Ano jest. Spieszę jednak zapewnić, że nawet własnoręcznie udziergane rękawiczki, za małe o dwa numery, czy osobiście, w ramach niespodzianki, pomalowana (na bardzo niewłaściwy kolor) kuchnia będą jednak zgrzytem. W tle tego zgrzytu pobrzmiewać będzie chór dobrych chęci, ale czy jednak nie można było w upragnionym rozmiarze i kolorze? No, nie można?

Skoro więc nie mamy siły na całoroczne słuchanie i notowanie, skoro doskonały obyczaj robienia przez każdego chcę-list nie wypalił (ba, znam przypadki, w których chcę-lista była pojemna, zróżnicowana i zawierała przedmioty w cenach dostępnych dla każdego, a jej twórca i tak dostał myjkę parową, która, jako żywo, nawet mu się nie śniła) - co robić?

Poznać choć rozmiar ubrania i ulubiony/znienawidzony kolor/smak/autora. Naprawdę, jej to nie pochlebi, jeżeli ofiarujesz seksowną koszulkę w rozmiarze S, w którą ostatnio zmieściłaby się w podstawówce. Raczej wpędzi w doła. I nie, nie przekonasz go do lektury Colette, dając mu pięknie wydane dzieła zebrane. Podłoży pod kiwającą się kanapę i po co ci to. I może on wcale nie chce kursu strzelania, może ma uczulenie na kaszmir, ja bym się ucieszyła z zamszowych rękawiczek, ale jeżeli ona dwa tygodnie temu przeszła na ostry wegetarianizm, to masz przechlapane.

Idealny prezent dla kogoś, kto nie jest mną!Idealny prezent dla kogoś, kto nie jest mną!

Na powyższy temat popełniam błędy regularnie. Doskonale znam zjawisko gasnącego uśmiechu i nieszczerej radości. Drogi Święty Mikołaju, postaram się zmienić. I chciałabym dostać parę książek, proszę, tu jest lista...

Więcej o: