Naprawdę jesteśmy upośledzonym pokoleniem? Polemika z tekstem Czytelniczki

Pozwólcie, że wystąpię z całkiem innym, niż ten, punktem widzenia. I uwierzcie mi, mało w tym, co napiszę wrodzonej przekory. Jakieś 3%. Reszta to niezachwiana pewność, że możliwości i okazje są dla tych, którzy potrafią je dostrzec.

Nasza Czytelniczka z nostalgią wspomina czas, kiedy telefony mieli nieliczni, a kontakty były mocno utrudnione. I co, można było? A jak!

Biegałam tam z pięćdziesięciogroszówką żeby zadzwonić do przyjaciółki, która mieszkała w części miasta, gdzie telefonia już dotarła. Miałyśmy tylko trzy minuty rozmowy, bo potem trzeba było poświęcić kolejną monetę. Trzy minuty to oczywiście było strasznie mało i wystarczało na to tylko, by ustalić miejsce spotkania. Widziałyśmy się codziennie, a zawsze miałyśmy poczucie, ze mamy za mało czasu na rozmowę.

Są ludzie, z którymi widzę się raz na rok. Raz na pięć lat. Jestem cholernie wdzięczna Losowi za to, że żyję w czasach technologii, która umożliwia mi bycie z tymi ludźmi na bieżąco. Mimo odległości, mimo braku czasu, mimo przeciwności, które nie pozwalają i nie pozwolą nam się spotkać. Nie mam czasu i procesora na dwa tygodnie wolnego, w tym dwunastogodzinną podróż w jedną stronę. Ale kwadrans dziennie na rozmowę online? Znajdzie się zawsze, skoro nam zależy. Jasne, mogą mi przysłać zdjęcia swoich dzieci ładnie wydrukowane, pocztą lotniczą. I mogą zadzwonić raz do roku na telefon stacjonarny, którego już nie mamy. Halo, mówi się?

Dzisiaj obserwuję ludzi - znajomych, nieznajomych - i widzę, że trzy minuty to w większości maksymalna ilość czasu, jaką poświęcamy sobie nawzajem. I co gorsze, nie jest to ani rozmowa przy szybkiej kawie, ani rozmowa przez telefon, tylko w większości przypadków kilka szybkich słów przez internetowy komunikator, lub "zalajkowanie” statusu znajomego na fejsbuku.

Tak, oczywiście, można dostępną przestrzeń zapchać kontaktami z tymi, którym bez sieci mówilibyśmy co najwyżej "Cześć" w osiedlowym warzywniaku. Można jednakże starannie dobrać sobie znajomych. Spośród tych, których znamy i lubimy w rzeczywistości, spośród tych, których nigdy nie spotkaliśmy, lecz cenimy, czytamy, ciekawią nas ich poglądy i dokonania. Mnie kręci, że mogę być bliżej ludzi, o których parę dekad temu mogłabym sobie najwyżej poczytać z trzeciej ręki. I czy ktoś mi może wytłumaczyć, czym płaski lajk zdjęcia na fb różni się od płaskiego: "fajna sukienka" nad realną kawą? Czy pomoże, jeżeli w trakcie klikania będę piła kawę?

Prawdziwe życie, emocje, dramaty chowamy w domu za monitorami laptopów, smartfonów, tabletów. Tak skrupulatnie, że w pewnym momencie sami wierzymy w to, co mówią o nas puste obrazy i słowa. Dostęp do wszystkich nowości technicznych na pewno ułatwia nam życie. Ale czy jednocześnie nie upośledza kontaktów międzyludzkich?

Ty wybierasz co, komu i w jakiej formie przekazujesz. Tak samo jak wtedy, kiedy w szkolnej ławce zwierzałaś się jednej koleżance, starannie omijając drugą. Tak samo, kiedy chlipałaś w rękaw chłopakowi, a matce serwowałaś komunikat: "Wszystko w porządku, nic mi nie jest". My się nie zmieniamy, nie zmieniają się relacje. Zmienia się tylko ich kształt.

Dzięki naszym inteligentnym telefonom jesteśmy dostępni przez 24h, można do nas zadzwonić, wysłać nam mail lub sprawdzić, gdzie i co obecnie robimy.

Ty wybierasz kiedy, w jaki sposób i z kim kontaktujesz się przez maila, czy telefon. Tak, jak wybierałaś spotkania, na które pójdziesz i telefony, które odbierzesz oj, zaraz, mój błąd w przypadku telefonów nie miałaś WTEDY takiej możliwości. Masz ją teraz. Włącznie z wyłączeniem każdego urządzenia, prawda?

Jeśli ograniczamy dostęp do swojego życia i pokazujemy tylko zafałszowany obraz, nikt nie będzie miał szansy pomóc nam, jeśli będzie taka potrzeba. Kiedyś, przechodząc przypadkiem w okolicy domu znajomych, nie zastanawiałam się, po prostu pukałam i wpadałam na kawę.

Szczerze mówiąc na długo przed erą sieci nauczyłam ignorować dzwonki do drzwi, kiedy nie spodziewałam się umówionych gości. Kolejne ułatwienie życia, dla mnie. Dla Ciebie - kolejne rozczarowanie.

Przyzwyczajeni do powierzchownych, sporadycznych, pustych kontaktów, nie radzimy sobie w kontaktach prawdziwych. Jesteśmy wśród bliskich nam osób, a czujemy dyskomfort.

Są ludzie, w towarzystwie których czuję się niekomfortowo. Ograniczam - w miarę możliwości - kontakty z nimi. Sama wybieram sobie towarzystwo, takie, w którym czuję się swobodnie, zachowuję, jak chcę i dobrze bawię, lub przynajmniej czegoś uczę. Co to ma wspólnego z istnieniem - lub nie - internetu? Jeżeli nie radzisz sobie "w kontaktach" - to sobie zwyczajnie nie radzisz. Nie wińmy za to technologii, wińmy siebie, bo tylko w ten sposób możemy coś zmienić. Oczywiście, jeżeli chcemy.

Gramy swoje role i w pewnym momencie jesteśmy zmęczeni udawaniem i marzymy o tym, żeby spotkanie jak najszybciej się skończyło. Mówimy dużo i nerwowo, niejednokrotnie w tym samym czasie, wyrzucamy z prędkością karabinu maszynowego bezsensowne zdania. Mówimy dużo, ale nie rozmawiamy. I zdecydowanie nie potrafimy słuchać. Jesteśmy społeczeństwem, które jest upośledzone i nie potrafi prowadzić dialogu.

Naucz się słuchać, naucz się mówić i milczeć, naucz się współegzystować. Naucz się funkcjonować z innymi, a także niezależnie od innych. Mów co myślisz w taki sposób, aby cię wysłuchano, jeżeli ci na tym zależy. Tego też możesz się nauczyć. Rozmawiaj, skoro tego chcesz, czy potrzebujesz. To nie społeczeństwo nie potrafi prowadzić dialogu. To jednostki. Nie zwalaj swojej bezradności i nieprzystosowania na postęp, bo w ten sposób uciekasz od problemu i jego rozwiązania, robiąc dokładnie to, co zarzucasz mitycznemu "społeczeństwu". To Ty masz problem. Znajdź jego źródło, znajdź rozwiązanie.

Jeśli tak wiele zmieniło się w przeciągu piętnastu lat, jak za kilkanaście lat będą wyglądać relacje społeczne mojego obecnie trzyletniego dziecka? Czy nasze dzieci skazane są już tylko na przyjaźń w cyberprzestrzeni?

Nie mam pojęcia, jak będzie wyglądało życie Twojego dziecka. Myślę, że to w dużej mierze zależy od Ciebie. Moje  - obecnie czterolatki - będą miały dostęp do wiedzy i informacji, o których ja w ich wieku mogłam tylko pomarzyć. Będzie im dane poznanie i możliwości, które ich dziadkom wydawały się bajką i utopią. Z tego samego tytułu, który Ty potępiasz i który obwiniasz o rozkład więzi międzyludzkich - z racji dostępu do sieci, funkcjonowania w cyberprzestrzeni. Moje dzieci nie będą skazane na koleżankę z ławki, czy kumpla z podwórka - wybiorą sobie znajomych wedle upodobań, łącząc się z nimi poglądami, zainteresowaniami, czy zwykłą ciekawością. Same zadecydują jak i kiedy te kontakty zacieśniać, czy i jak z nich rezygnować. A zwolennicy starego i dobrego będą mogli napisać na fb (używając do tego telefonu): "Tęsknię za czasami, kiedy nie było komórek i netu."

Więcej o: