Trzydzieści to nowe dwadzieścia - tylko jeszcze lepsze

Na samym początku gdy ruszałyśmy z Fochem, Kasia napisała o tym, że dobrze czuje się jako trzydziestolatka. Ba! Ona czuje się nawet lepiej teraz niż kiedy miała dwadzieścia lat. I ja to rozumiem, ja to szanuję.

Mam dokładnie tak samo, jak Kasia. Oczywiście miewam chwile zwątpienia i widmo nadchodzącej demencji starczej. Ale to widmo miałam również w wieku osiemnastu lat. Ciekawe jest tylko to, że z wiekiem przesuwam kreskę na linii ku demencji. Mając osiemnastkę, byłam święcie przekonana, że trzydziestolatkowie to zgredy w garniturach i zapleśniałe baby. Dezerter o tym śpiewał, ale u niego młodzież ta miała czterdzieści lat. U mnie trzydzieści było wówczas schyłkową życia. W chwili obecnej myślę, że osiemdziesiątka to ten moment, kiedy mogę poczuć się babulką. Wcześniej nie ma mowy.

Patrzę na moich rodziców, którzy mają ponad sześćdziesiąt lat i są jak zwariowane nastolatki. Wszędzie ich pełno: imprezują, jeżdżą na urlopy od emerytury, czytają książki, oglądają najnowsze seriale, olewają politykę i serfują w internecie. Czasami nawet się upijają. Więc rozumiecie sami, że mam najlepsze wzorce bycia uśmiechniętą panią w średnim wieku.

Jak wcześniej wspomniałam, nie zawsze było tak śmiesznie. Pamiętam pewnego sylwestra kilka lat temu, miałam z dwadzieścia cztery lata. Na imprezie większość ludzi była bliżej trzydziestki, albo już po. W pewnym momencie zobaczyłam dwie znajome, które siedziały w kącie, upijały się winem i płakały, że w nowym roku skończą trzydzieści lat. One naprawdę były tym przerażone. A ja popatrzyłam na nie jak NA STARE BABY, których życie się właśnie skończyło. Tak było. To było wredne, ale umówmy się, miałam wtedy w głowie same kiepy i zapałki. Ja serio nie wierzyłam w to, że po trzydziestce może wydarzyć się jeszcze coś fajnego. Byłam przekonana, że to już tylko praca, dzieciory, kredyt i wakacje raz w roku. Nie ma mowy o rozrywkach większych niż rozwiązywanie krzyżówek i oglądanie Familiady. To, że będę się śmiała z dowcipów Pana Karola było pewne jak to, że ziemia jest okrągła.

tempo 30, 30, berlin, uspokojenie ruchuJakie ograniczenie?

 

Jakie szczęście, że okazało się to nieprawdą. Jakie szczęście, że po trzydziestce życie nabiera jeszcze większych smaczków. Człowiek otwiera się na wiele różnych rzeczy. Przestaje przejmować się tym, co ludzie o nim myślą, łazi po imprezach (ja nawet więcej, niż mając dwadzieścia lat), cieszy się każdą chwilą, a nie użala się nad sobą jak emo nastolatka. No dobra, czasami jesteśmy emo dziećmi - ale przecież możemy. Nie musimy być idealni. Osiągamy jakiś tam poziom stabilizacji, ale nie umieramy. Prawdą jest też, że część z nas nie ma siły na nic więcej, niż spłata kredytu i podanie obiadu swoim dzieciom. Nie oceniam czy to dobrze, czy źle. Nie jestem na miejscu takich osób, więc nie będę się mądrzyć. Twoje życie w Twoich rękach.

Mogę powiedzieć to, co wiem o sobie. A mianowicie: jestem pewna swojej kobiecości, czuję się bardziej atrakcyjna fizycznie, sięgnęłam po sport, sięgnęłam po lektury, których wcześniej bym nawet nie zauważyła na półce z książkami. Cieszę się z pracy, którą wykonuję, mam w nosie czy mam na sobie dres czy sukienkę - PO PROSTU LUBIE SIĘ TAKĄ JAKĄ JESTEM. Czuję się kobietą spełnioną. Nie mam dzieci i nie wiem czy będę je miała, ale nie spędza mi to snu z powiek. Wszystkich z dobrymi radami dotyczącymi mojego życia osobistego kopnęłam w dupę. To ja sama przeżyję to życie. Dziękuję za wszelkie rady, aluzje i inne pierdoły.

 

foch.plTaka właśnie jestem

Całkiem niedawno zrozumiałam, że nie ma znaczenia, ile lat masz na liczniku. Niby to banał, ale serio wcześniej inaczej o tym myślałam. Zrozumiałam to dopiero dzięki pewnej osobie. Dziękuję Ci za to OSOBO.

Wspomniałam wcześniej o otwartości, której nabieramy po trzydziestce. I mam na myśli również strefę seksualną. Po trzydziestce mamy ochotę na większe eksperymenty, przestajemy blokować się, czerpiemy przyjemność z seksu większą, niż kiedy mieliśmy dwadzieścia lat. Bardziej rozumiemy swoje ciało i ciało partnera. Seks dwudziestolatków też jest fajny, ale właśnie po trzydziestce kobieta rozkwita. Te z pań, które są przed trzydziestką - poczekajcie, a potwierdzicie moje słowa. Kiedy rozmawiam z panami w swoim wieku, to też przyznają, że po trzydziestce jest fajniej. Jako młodzi mężczyźni mogli częściej ale teraz mają JAKOŚĆ. Za kilka lat dobiję do czterdziestki. I tak sobie po cichu myślę, że wtedy to będzie się działo! Może mniej spontanicznych zbliżeń, ale i tak będą one wspaniałe. Jeśli ktoś z państwa ma już takie doświadczenie, to niech pisze. Niech pokaże mi, że wcale się nie mylę i że mam cieszyć się na czterdziestkę, bo będzie po prostu pięknie.

Więcej o: