Więcej niż czterdzieści krwawych opowieści dla dorosłych

25.09.2013 16:33
Tylko nie słuchaj tego z dziećmi - przestrzegał wydawca, gdy zamawiałam sobie płytę "Mniej niż 40 opowieści". Ten przemiły, młody człowiek znał bowiem dobrze moje zapędy do puszczania przy potomstwie najróżniejszych albumów. Tym razem jednak brałam płytę wyłącznie dla siebie. Po prostu lubię baśnie i legendy przeznaczone dla dorosłego odbiorcy i lubię dziwną muzykę.

Och, już widzę te dwuznaczne spojrzenia, że niby o pornografię pod przykrywką bajdurzenia chodzi. Otóż nie, nie zawsze. Znacznie częściej przypowieści bywają dla dzieci zwyczajnie niezrozumiałe, przede wszystkim zaś są zbyt krwawe i brutalne. To historie okrutne, w których dzieci bywają zjadane przez rodziców, siostry okaleczane przez braci, żony mordowane przez mężów. Nie mogę więc z czystym sumieniem powiedzieć: "Tak! To wspaniałe  historie, koniecznie musicie je poznać!". A jednak, jest w nich coś, co z magnetyczną siłą potrafi przyciągać.

Kiedy się to zaczęło? Trudno powiedzieć. Może wtedy, gdy wiedziona ciekawością dotarłam do źródła naszych dziecięcych bajek, czyli do opowieści spisanych przez Braci Grimm, te zaś okazały się na tyle złe i mroczne, że późniejsze wizyty w okolicach Kassel cóż, miały zupełnie inne znaczenie. Dość powiedzieć, że wzbudzały lekki, bo wreszcie irracjonalny, niepokój. Jesteście już dużymi dziewczynkami i chłopcami, więc pewnie słyszeliście nie raz o tym, że babcia Czerwonego Kapturka została przez wilka nie tyle połknięta, co poćwiartowana, a dziewczynki nie uratował wcale leśniczy. Tak, w oryginale szczęśliwego zakończenia zabrakło. W wielu historiach przewijają się wątki kanibalistyczne i kazirodcze. Cóż, raz przyswojone dwutomowe wydanie odłożyłam na górną półkę i nie wracam do niego. Także dlatego, że pewne sceny mocno utkwiły mi w głowie. Kiedy więc kilkanaście dni temu Sebastian Frąckiewicz, krytyk komiksowy i miłośnik opowieści obrazkowych podrzucił na Facebooku pewną dość mroczną ilustrację autorstwa Lorenzo Mattotiego, nie sposób było nie zauważyć, że jest graficzną odpowiedzią na fragmenty historii o Jasiu i Małgosi. Co więcej, znaleźć można całą książkę z jego obrazami. Coraz częściej bowiem na rynku pojawiają się nie tylko osłodzone i wygładzone wersje zebranych po wsiach przez dwójkę braci legend i przypowieści, ale też oryginały.

Dwustronne baśnie Braci Karpanow. Mniam, pycha!Dwustronne baśnie Braci Karpanow. Mniam, pycha!

Ale nie samymi Braćmi Grimm zaczął człowiek żyć. Z czasem domową bibliotekę zasilać zaczęły baśnie perskie i japońskie. Malutkie, wydawane najczęściej przez oficyny działające przy uniwersytetach książeczki zawierały treści zdecydowanie nie przeznaczone dla młodego odbiorcy. Prawdziwie przełomowy i urodzajny okazał się jednak rok 2007. Najpierw na moje biurko trafiła publikacja, w której zakochałam się po uszy i do dziś odkochać nie mogę - "Baśnie Narodów Byłych Republik Radzieckich" autorstwa postrzelonych ukraińskich performerów Braci Karpanow. Rzecz jak najbardziej współczesna, bliższa miejskim legendom, tym smaczniejsza. Oto bowiem spotykamy rusałki, które mieszkają w blokach i szyją koszule, a wiedźmy mogą istnieć w tym samym świecie, w którym ludzie wysyłają w kosmos statki kosmiczne. Znacie to aż za dobrze? Rosyjska literatura ma takich przysmaków wiele, od Braci Strugackich po Łukjanienkę albo i dalej - porzućmy tę ścieżkę bo odejdziemy za daleko. W tym samym roku premierę miało japońskie anime "Księżniczka Mononoke", rzecz oczywiście przygotowana przez Hayao Miyazakiego. Rzuciliśmy się głodni wrażeń, oczekując czegoś magicznego i pięknego, bliższego innym filmom kierowanym do dzieci, dostaliśmy rzecz, która wpisuje się w japońską tradycję snucia dość krwawych opowieści. Urocze obrazki z leśnymi duchami zderzone z kadrami, w których z odrąbanych kończyn spektakularnie tryska krew tak... eeee... może nie pokazujmy tego naszemu synkowi. OBEJRZYJMY TO SAMI. Wam tez radzę spławić wrażliwych małoletnich i delektować się w gronie dojrzalszym.

Baśnie, bajki, bajeczki, Flaki, trupy, ćwiarteczki.Baśnie, bajki, bajeczki, Flaki, trupy, ćwiarteczki.

A potem, w jednym momencie pod naszą strzechę trafił komiks o Lovecrafcie (czyż nie kochamy wszyscy Przedwiecznego? Czyż nazwisko Lovecraft nie działa prawie tak silnie, jak wymawiane niczym mroczne zaklęcie Edgar Allan Poe?) i pierwszy tom "Baśni" Billa Willinghama. Początkowo komiksowa seria, traktująca klasyczne przypowieści w dość postmodernistyczny sposób, traktowana była przeze mnie po macoszemu - wszystko przez to, że miała łagodzić żal wynikający z finału komiksowego "Sandmana" do scenariuszy Neila Gaimana, a chyba nie muszę tłumaczyć, że "stary" Neil Gaiman, to mój ukochany Neil Gaiman - z czasem zaskarbiła sobie mą sympatię. Ze złej macochy, która chętnie wyszarpałaby flaki z niechcianego podrzutka, stałam się adoratorką. Niestety nie mogę dodać "wierną", bo w połowie serii uciekłam hen, daleko. Ze świata przeróbek i wariacji w temacie, zwiałam do mrocznych korzeni i tu właśnie tkwię. Jaram się też jak dziecko, bo ledwie kilka dni temu w mojej skrzynce pocztowej wylądowała wspominana już na samym początku płyta "Mniej niż 40 opowieści"(wyd. BDTA/ Wschodzący Białystok). Cóż to takiego? Wspólny projekt Mateusza Wysockiego, znanego w światku muzyki elektronicznej jako Fischerle oraz poety tatarskiego Musy Czachorowskiego.

Mononoke, Cthulhu i... tatarskie bajdurzenieMononoke, Cthulhu i... tatarskie bajdurzenie

Czachorowski wybrał kilka tradycyjnych tatarskich  przypowieści - brutalnych, krwawych, ale też przesyconych realizmem magicznym i sporą dawką mądrości. Jego opowieści o leniwych siostrach, wrednych macochach, zazdrosnych kobietach i sprytnych bajarzach zostały zaś opatrzone piękną ścieżką dźwiękową. Między odrealnionymi dubowymi pogłosami i elektronicznym trzaskiem jest też miejsce na nagrania terenowe, czyli dźwięki z naszego świata. Wyszła z tego audycja. Słuchana fragmentami rozbudziła moją ciekawość. Puszczona po raz pierwszy z płyty - uśpiła po chwili. Nie dlatego, że to nudne historie, po prostu całość jest na tyle nieinwazyjna dźwiękowo, że ukoiła moje skołatane nerwy. Sami sprawdźcie, jak ciepły i miły głos ma Musa Czachorowski, wreszcie cały album jest do odsłuchania za darmo na bandcampie. Można go też znaleźć w różnych kulturalnych miejscach w kraju (również darmowo), a 29 września w Białymstoku wszystko będzie można usłyszeć na żywo. Smacznego!

Zobacz także
Skomentuj:
Więcej niż czterdzieści krwawych opowieści dla dorosłych
Zaloguj się

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX