Łóżkowy surfing, czyli rzecz o sypianiu z dziećmi

"Spanie z dzieckiem to ZAWSZE jest poważny problem" - tak powiedziała pani autorytarnym tonem. Oczywiście. Zawsze. Bo dzieci się przyzwyczajają do rodziców, nie uczą się samodzielności, rodzice są sfrustrowani.  Słucham, przeglądam książki poświęcone rozwojowi dzieci, czytam wywiady z psychologami i bardzo, bardzo się cieszę, że nie ma łóżkowej policji, bo już dawno bylibyśmy w więzieniu.

Owszem, strażnicy łóżkowego separatyzmu nie śpią. Kiedy zanosiłam wszystkie potrzebne oświadczenia, orzeczenia i potwierdzenia do szkolnego sekretariatu, przemiła i skądinąd bardzo pomocna i życzliwa sekretarka patrząc na wózek z ledwie wówczas trzytygodniową Młodszą spytała: "Ale chyba nie sypiacie razem z nią w jednym łóżku?". Burknęłam coś wymijającego pod nosem, jak to ja, nie będę wchodzić w spory z ludźmi, którzy już na początku wiedzą lepiej. Bo oni przecież i tak wiedzą lepiej. Dyskusja jest wyłącznie moją stratą czasu i energii. W tym miejscu informacja dla wszystkich, którzy wiedzą lepiej - nie przekonacie mnie, za późno, stało się.

Zaczęliśmy ambitnie i na miarę naszych skromnych możliwości lokalowych - skoro i tak mamy dla siebie jeden pokój, to siłą rzeczy łóżeczko i tak będzie stało obok naszego łoża. Mamusia kładzie się u siebie, a dzidziusia zostawiamy za kratkami. Mhm, "Goodbye my Love, Goodbye!" można byłoby zaśpiewać moim marzeniom. Potomek był nerwowy i nieswój, płochliwy jak trusia a czujny jakoby ten laserowy czujniczek przy sejfach z amerykańskich filmów, niby go można oszukać na sekundę, ale po chwili i tak włączą się syreny alarmowe, właśnie gdy człowiek ucieka do wanny brać trzysekundowy prysznic.

Za to w łożu rodziców - dziecka nie ma. Znaczy jest, ale śpi jak kamień, jak niedźwiedź w gawrze, choć to może nie najlepsze porównanie, bo ponoć niedźwiedzie się budzą, a ten przesypia noc. Kiedy chciał jeść - jadł, wreszcie jako zdeklarowany antyfan butelek i smoczków preferował piersi, a tych nie trzeba podgrzewać, wsypywać, mieszać i tak dalej. W pierwszych miesiącach życia najszczęśliwszy był zasypiając na mojej klacie z rączkami wciśniętymi w rękawy, najlepiej jeszcze niech matka pieje w niebogłosy jakieś utwory, na ten przykład kolędy, wreszcie dziecko wigilijne. Szerzyło się więc pełne zepsucie. W zamian otrzymałam dla siebie przespane noce.

Gdy syn skończył trzy lata zdobyliśmy drugi pokój, wyprowadziliśmy tam potomka, wciąż jednak wieczorny czas okazywał się dla nas najlepszym czasem na spokojną pogadankę o tym i o owym. Wciąż bywało, że w nocy się wybudzał i nawoływał "Mamoooo! Sam jestem!".  Gdy przyszła na świat Młodsza, pomyślałam, że jako posiadacze ledwie dwóch pokoi nie będziemy bezlitośnie wstawiać łóżeczka do węższej klitki syna, tylko znów rozstawimy sobie przy naszej kanapie jej łóżeczko. Dość szybko znudziło nam się jednak wstawanie, wyławianie żądającego nocna porą dostępu do piersi dziewczęcia. Jak przystało więc na wyrodnych, leniwych i niezdyscyplinowanych rodziców zwyczajnie spaliśmy z nią.

 spanie z dziećmi, takie niehigieniczne, takie niepoprawneSpanie z dziećmi, takie niehigieniczne, takie niepoprawne

Teraz pora wyznać największe wyrodnomatczyne grzechy. Nie wyganiałam dzieci nawet, gdy zaczęły wpadać do naszego łóżka we dwójkę. Zdarzało mi się też nie raz uprawiać łóżkowy surfing, zasypiając we własnym wyrze (co poprzedził sukces w postaci zdobycia trzeciego pokoju na własność) zbudzona nawoływaniem dziatwy wędrowałam w półśnie do pokoju jednego z nich, rano zaś budziłam się niczym zombie w łóżku tego drugiego.

Będąc kilka lat temu na wyprawie po dróżkach i bezdrożach północnej Afryki, trafiliśmy z trzyletnim wówczas synem do namiotu w saharyjskiej oazie. Namiot na skraju, wokół nas pusto, poza sezonem turystów niemal brak. Nawet nie zdajecie sobie sprawy jak głucha jest cisza i jak głęboka jest ciemność w takich miejscach. Gdy o północy wyłączono generator prądu zaczęłam popadać w paranoję. Oczy mam zamknięte, czy otwarte, skąd taka cisza? Moi chłopcy śpią na pozostałych kocach, czy ich nie ma? Obsesja, która mówi matce, że będąc tuż obok dziecka ochroni je przed nawet najbardziej abstrakcyjnymi zagrożeniami zmusiła mnie do wstania z posłania i podczołgania się po omacku do miejsca, w którym smacznie spały chłopaki, czyli trzyletni syn i małżonek. Dopiero czując w dłoni tę malutką, wiotką rączkę jednego i słysząc spokojny oddech drugiego sama padłam w objęcia Morfeusza.

Czyli to współspanie - wiadomo - to dla matek jest, nie dla dzieci,  sprawa zdemaskowana, moje potrzeby zaspokojone. A nie, przepraszam, kolega spytał "Ale jak to, a co z waszym pożyciem intymnym". Cóż, jak widać mimo jednego dziecka mamy też drugie, młodsze. Nie narzekamy raczej na okazje,  ale może o tym innym razem. A co z zagrożeniem życia? Niestety, spanie z dzieckiem w jednym łóżku nie sprawi, że w prosty i skuteczny sposób pozbawicie je życia. Zwolennicy i przeciwnicy od lat potrafią wytaczać przeciwko sobie te same działa, z czego ulubioną bronią jest argument o występowaniu Zespołu Nagłej Śmierci Łóżeczkowej. Problem z tym zespołem jest jednak taki, że żaden neonatolog i pediatra jeszcze nie wyjaśnił oficjalnie jakie są przyczyny, więc spokojnie można żonglować danymi i fechtować tym wspaniałym argumentem zarówno w opcji za spaniem razem, jak i przeciw niemu.

dzieci, ale ja jeszcze śpię, czyli wesołe porankiDzieci, ale ja jeszcze śpię, czyli wesołe poranki

A inne sprawy? Niezależność, samodzielność, dyscyplina? Tracy Hogg wystawiłaby nam pewnie dwóję na szynach, co zrobić. Za to nasze dzieci we własnym rytmie oswoiły się ze swoimi pokojami i własnymi łóżkami (tak, tak, czasem wzajemnie się odwiedzamy). Wiem za to doskonale, że lada chwila będą się buntować przeciw jakiejkolwiek obecności rodziców w domu, a potem się wyprowadzą i pewnie znów raz na jakiś czas, lub też regularnie będą sypiały u boku drugiej osoby. I pewnie nawet przyjdzie taki moment, że nawet pocztówki na święta nam nie przyślą, bo będą skakać na bungee po drugiej stronie świata. Takie życie.

Więcej o: