Chcesz mieć idealnego mężczyznę? To go sobie urodź i wychowaj!

Takie hasło wpadło mi w oko dawno, dawno temu, w odległej, bezdzietnej galaktyce. Uśmiechnęłam się do niego ironicznie, cedząc w myślach: no też coś, bzduhhra! Kiedy przyszedł na świat mój syn, uśmiechnęłam się do tego hasła po dwakroć: z ironią i z politowaniem. Czas jednak pokazał, że to wcale nie takie głupstwo.

Nie dalej, jak dwa tygodnie temu mój niemal dziewięcioletni potomek został w domu chorować. Normalna sprawa - jesień, deszcz, zatoki. Pojechałam odstawić Młodszą do żłobka i co zastałam powróciwszy? Pranie nastawione, śniadanie przygotowane oraz: "Mamo, mamo, patrz! Pomyślałem, że może lepiej jak posprzątam wszystkie klocki z podłogi. W KAŻDYM pokoju. I nawet wydłubałem je spod swojego łóżka"... Wszystko to zrobił raptem w godzinę. Oczom nie wierzyłam, uszom i innym zmysłom też nie. Szaleństwo, ale czyż nie jest ono pożądane przez matki dzieciom? Żeby tak same, bez namawiania, gróźb, próśb i maglowania, żeby one, te nasze potomki, córki i syny, żeby one się brały za prace domowe, gdy nie ma w domu rodziców?

Wow, uszanowanko, rodzicielstwo takie nieprawdopodobne. Postanowiłam nie chwalić dnia przed zachodem słońca, wreszcie ile już razy słyszałam "A czemu ja? Czemu nie młodsza siostra? Co z tego, że ma trzy latka!", no cóż, niektórzy w naszym domu chcieliby być całe życie mierzeni miarą trzyletniego dziecka. Ja się zadowalam mentalną szesnastką. Rodząc dzieci nie miałam rozpisanego planu tresu i wychowania, nie było ani karnych jeżyków, ani róbta co chceta. Mozolne rzeźbienie albo, jak kto woli - czerpanie papieru. Z przerwą na wrzaski, czkawki i inne takie.

Z synem dobrze wychodzi się nie tylko na zdjęciu.Z synem dobrze wychodzi się nie tylko na zdjęciu.

Na pewno moim podstawowym celem nie było wychowanie idealnego mężczyzny DLA MNIE. Nie zamierzam spędzać z nim pod dachem całego życia, wiem, każda włoska matka mówi to samo, a kończy się sami wiecie jak. A może nie wiecie, ale to nie czas na anegdoty o moich włoskich znajomych. Nie wychowywałam też syna na domowego lokaja: przynieś, podaj, pozamiataj. Ani na ciepłe kluchy w typie: "Siedź tu i masz to, przyjdę za pięć godzin". Marzeniem wciąż pozostaje wychowanie kogoś, kto będzie zwyczajnie przyzwoitym człowiekiem.

Czy też tego doświadczacie? Nieustannej walki o ułożenie w hierarchii dziecka tego, co ważniejsze, tłumaczenie przy szlochach i ochach, że praca domowa odrobiona zaraz po szkole jest lepsza niż praca domowa odkładana na 19:30, po zabawie, spacerze i innych takich? Trudna sztuka odkładania przedmiotów na ich miejsce? Do dziś nikt z domowników nie opanował tego w 100%. Nikt. Ale żeby chociaż wstawiał naczynia do zmywarki. Jeśli myślicie, że mam gotowe recepty, cóż, jedyna, jaką mogę wam pokazać to taka, która zaleca nieustanne wyprzedzanie myślą tego, co w głowie mojego dzieciaka siedzi. Żaden wrzask nie działa tak, jak byśmy chcieli, to jest ściema, choć wiadomo, sfrustrowani rodzice wrzeszczą głośno. Głównie dla siebie, nie dla efektów. Żadne trucie dupy, zanudzanie, mędzenie i jojczenie też nie, szkoda waszej energii.

Niby uszy to niedoskonały, bo niewyłączalny instrument, A JEDNAK dzieci potrafią. Niby też jakoś tak kulturowo mamy wdrukowane, by od chłopców wymagać mniej niż od dziewczynek, żeby jednak może nie zmywał, nie prał, nie sprzątał. Mimo to, jakoś się udało. Kluczem do sukcesu jest namolna cierpliwość i pewna forma partnerstwa. Uwielbiam towarzystwo swojego syna, nie zawsze i nie przez cały czas, ale... Lubię z nim poznawać świat, czytać wspólnie książki, przeglądać mapy, chodzić do muzeów, galerii, wychodzić na szlak, jechać na wycieczkę, wreszcie siedzieć w kuchni i rozładowywać tę cholerną, leniwą zmywarkę. Kiedy nie chce mi się czegoś robić - nie ściemniam, kiedy mam gorszy nastrój, nie udaję wesołej debilki, kiedy jestem zła, ostrzegawczo syczę, żeby lepiej nie próbował na mnie swoich fochów. I tak po niemal dziewięciu latach współistnienia mam obok siebie człowieka, którego mogę poprosić, żeby powiesił pranie, bo jak to zrobi w czasie, kiedy ja pracuję - szybciej wyjdziemy z domu na wspólny spacer, obiad, albo żeby odebrać siostrę ze żłobka. Mogę rzucić "Wstaw mi wodę na kawę" i w zamian usłyszeć, że nie "Zaraz", "Dobra", "Co? Zapomniałem", ale że od razu nasypał tyle, ile lubię. A to pranie, które sam zrobił po raz pierwszy od A do Z (wcześniej tylko asystował)? Cóż, teoretycznie białe nie lubi siedzieć i moknąc w bębnie z czarnym i czerwonym, a jednak wszystkie ubrania zachowały swoją osobowość i kolor.

Czy ja mam taki raj codziennie? Cholera, jasne że nie! Każdy z nas jest tylko człowiekiem, czasem słyszę, że ja go wcale nie rozumiem, wtedy on biegnie do swojego pokoju i puszcza na cały regulator "Nie będę do pana telefonował!" Lao Che. A czasem, tak jak dzisiaj, słyszę jedno z tych słynnych Pytań. "Po co mam się dobrze zachowywać? Co mnie obchodzą ludzie? Czy ludzkość i jej grzeczności nie mogłyby po prostu iść gdzieś indziej?". Masz babo coś chciała. Indywidualistę.

Więcej o: