Foch! i Och! Co fajnego i co fujowego było w tym tygodniu na blogach?

Jak zapowiedziałam w ubiegłą niedzielę, będę co tydzień robić małą przelotkę po blogach i wyciągać z tej przepastnej otchłani rzeczy budzące westchnienie podziwu albo wręcz przeciwnie - natychmiastową chęć strzelenia (na przykład focha). Och! Foch!

Moje świetne pomysły mają zazwyczaj tę mroczną stronę, że muszę je potem realizować. A dziś jest jeszcze ciężej niż zwykle, bo gorączka, antybiotyk i ogólna niemoc. Czytanie blogów wydaje się dotkliwą karą w tej sytuacji. Ale trudno: kobyłka u płota, rednacz zaprzężona, niech orze.

I już-już miałam z ciężkim sercem i jeszcze cięższym westchnieniem (kaszelek rzężący) zabrać się za realizację planu (tj. zademonstrowania jednego wpisu monstrualnego i jednego bardzo inspirującego), gdy kątem oka dostrzegłam na Facebooku link wrzucony przez Aleksandrę. I cały plan - furda, za okno. Może jeszcze do niego wrócę, ale tymczasem poszłam za świeżym tropem jak rasowy posokowiec.

Bo link poprowadził mnie do bardzo szacownego bloga A kocica papierosa, który podglądam od jakiegoś czasu - nieregularnie, ale zawsze z dużą przyjemnością. Autorka sprawia wrażenie pokrewnej wariatki, więc łatwo zrozumieć sympatię. Pisze ze swadą, spojrzenie ma ostre, poczucie humoru kąśliwe, styl niedbały, lecz najeżony małymi diamencikami, których krawędzie tną, co ciąć powinny. Lubię, polecam - OCH! pełną gębą.

Ale wracając do głównego wątku, dzisiejsza notka Kocicy dziabnęła mnie prosto w oko. Bo porusza temat bliski mojemu czarnemu sercu: modę na blogi lajfstajlowe.

Trafiłam w sieci na blog lajfstajlowy. Znany wszem i wobec, ale ja jestem słaba z blogów, więc dopiero teraz dostałam ataku zazdrości i żółtej karnacji. Właścicielka - laska ani specjalnie piękna, ani druzgocąco zgrabna, żadna tam skinny bitch, ot, dziewczyna z sąsiedztwa - odpowiada na pytania stroskanych czytelników - czy da się zarobić na blogu 50 tysi miesięcznie - da się. I dopowiada jeszcze, że przyszłość blogów to lajfstajl - wszystkie - kulinarne, ubraniowe, mieszkaniowe - koniec końców przekształcą się w tę jedynie słuszną i lukratywną formę.

Niby powinno mnie to cieszyć, bo robię przecież lajfstajlowy serwis o blogowej strukturze, więc w oczekiwaniu na lecące zewsząd miliony monet powinnam raczej zacierać swoje pulchne rączki. Tylko, że mnie to zupełnie nie cieszy. I zjawisko blogowej prostytucji doprowadza mnie szału. A nie mogę niestety tak zupełnie tego wykpić, jak czyni to prężąca grzbiet Kocica (odsyłam raz jeszcze do tej smakowitej noteczki), bo jednak prowadzę działalność komercyjną i o kasę reklamodawców biję się z dziewczętami (i chłopcami), którzy napiszą wszystko o wszystkim.

Choć u Kocicy nazwa blogaska nie padła, to jednak ma się tę głowę nie od parady, a opis był wielce trafny, więc już pierwszy strzał w ciemno okazał się w dziesiątkę: to Fashionelka! I tak, to jeden z tych blogów, które budzą we mnie strzeleckie tęsknoty. Ani forma, ani treść, ani styl, ani NIC nie usprawiedliwia ich popularności. FOCH! Przychodzi w takiej sytuacji łatwo i naturalnie. A kiedy czytam jeszcze:

Kiedyś w jakimś wywiadzie z tobą czytałam, że na blogu można zarobić od kilkunastu do kilkudziesięciu tysięcy złotych miesięcznie. To duża rozbieżność, od czego zależy?
To zależy przede wszystkim od blogera i od tego ile kampanii reklamowych miesięcznie przeprowadza. Wiadomo, można przyjąć niezliczoną ilość propozycji i dużo zarobić. Tylko co z tego skoro, czytelnicy się zrażą i zrezygnują z odwiedzania bloga, który jest słupem ogłoszeniowym.

to foch zmienia się w shurikena. Bo ten blog to czystej wody SŁUP OGŁOSZENIOWY. Po odsączeniu wątków sprzedażowych treści zostaje tyle co kot (a może to była Kocica?) napłakał. I teraz nie wiem, czy to ja jestem niepoprawną romantyczką, która swojego osobistego blogusia pisała przez prawie 10 lat (nie pobierając opłat), czy to tylko rzecz gustu, który każe mi szukać na blogach czegoś innego niż ekspozycji marek. Serio, wierzę, że da się zarabiać, nie robiąc z odbiorcy idioty. Chyba, ze nie rozumiem założeń.

P.S. Ponieważ jak wiecie bardzo lubię się wymądrzać, to w najbliższy wtorek będę uczestniczyć w dyskusji o blogach w Teatrze Starym w Lublinie. Temat "Bitwa o literaturę. Między blogiem a kowadłem" brzmi bardzo ambitnie. Troszkę się stresuję, ale zapraszam!

Więcej o: