Przegląd tygodnia - zupa na gwoździu, czyli co oni powiedzieli [Odcinek jedenasty]

Chciałabym móc Wam powiedzieć, że jestem wycofana, jak prosiątko z Makro, bo to modne, wiecie. Tak podkreślać, że nie wiemy, nie kojarzymy, nie słyszeliśmy, że może i faktycznie żyjemy w kotle informacji, lecz mentalnie przebywamy otóż na heeej, połoninie. Serio, znam człowieka mediów, który uczynił swoim znakiem rozpoznawczym: "yesooo, nie wiem o co kaman i nie chcę wiedzieć", na wszelki wypadek informując o tym obficie i powszechnie, coby nikt nie przegapił. Do eleganckiej i zdystansowanej tej postawy mogę tylko tęsknie wzdychać, gdyż ja osobiście nałogowo patrzę, węszę, słucham, grzebię łapą w kuwecie informacji. Macie, wygrzebałam i Wam.

Wróćmy do naszych prosiaczków, wszyscy już chyba wiedzą, o co chodzi. O komentarz do prosiaczka pokusił się nawet profesor Hartman, mówiąc:

Jestem etycznie zaszokowany widokiem prosięcia sprzedawanego w całości.

Zanim zdążyłam się solidnie zapowietrzyć - doczytałam, że profesor na szczęście dodał:

Ale przecież taka jest prawda.

No, jest. W imię tej prawdy zamierzam pikietować pod Makro tak długo, dopóki nie zostanie wycofana sucha krakowska w plasterkach. Ktoś ze mną? Zrobimy sobie ognisko z kiełbaskami.

Och, Prosiaczku. Och, Prosiaczku.

Narobiłam apetytu? Doskonale. Teraz trochę o diecie. Sto lat temu to się ALE umieli zabawić. Jestem zachwycona poradami dotyczącymi odchudzania:

First and most important, drink very little, as little as possible, and only red or white wine, preferably Burgundy, or tea or coffee slightly alcoholized.

Doprawdy, wchodzę w to gładko, jak gorący nóż w krem na torcie orzechowym. Tylko niech ktoś mi otworzy butelkę.

Teraz wiadomość, która rozjaśniła mi ten tydzień, mam nadzieję, że Wam też rozjaśni. Jestem najgorętszą fanką sędziego, który bydłu, wyrykującemu na meczu antysemickie hasła, kazał w ramach pokuty oglądać film "Cud purymowy".
Obawiam się, co prawda, że pan sędzia, jak większość dobrych, mądrych, prawych ludzi wykazuje się zbytnim optymizmem, uzasadniając wyrok słowami:

Obejrzenie filmu zapobiegnie popełnieniu przez oskarżonych ponownie podobnego przestępstwa

- ale w niczym nie umniejsza to mojej radości. Kocham pana, panie sędzio.

Panie sędzio, wyrazy szacunku i uznania. (kadr z filmu)Panie sędzio, wyrazy szacunku i uznania. (kadr z filmu "Cud purymowy"

To jeszcze trochę o radościach, dobrze? Otóż Sir Anthony Hopkins zapragnął obejrzeć serial Breaking Bad. I obejrzał. Ciurkiem. Wszystkie sezony w dwa tygodnie. Następnie napisał do odtwórcy głównej roli list, w którym między innymi mówi:

I have never watched anything like it. Brilliant! Your performance as Walter White was the best acting I have seen - ever.

Wyobrażacie sobie minę Bryana Cranstona, kiedy to przeczytał? Bo mnie trochę zawodzi wyobraźnia. Ale wzruszam się jak wtedy, kiedy pokazują mi dzielnych strażaków ratujących małe kotki. Czy ten świat nie bywa miejscami MIŁY?

Słuchajcie, jest taka sprawa, że trzeba się szybko zorganizować i zrobić zrzutkę. Na sprzedaż jest Enigma. Tak, TA Enigma. Mówią, że nadal działa. Jazda, wszyscy wielbiciele "Cryptonomiconu", mamy jeszcze trochę czasu. Tylko nie pytajcie mnie, co z nią zrobimy, ja osobiście chciałabym ją głaskać i czasem powąchać, może być?

Ślicznotka.  (Fot. Łukasz Cynalewski / Agencja Gazeta)Ślicznotka. (Fot. Łukasz Cynalewski / Agencja Gazeta)

Dosyć tych radosnych newsów, żeby Wam się w głowach nie przewróciło. Z innej beczki - Sandra Borowiecka wróciła! Jest z nami znowu, ba, zdążyła rzucić pracę w telewizji i mówi:

Trzeba robić swoje i robić to dobrze. Wybierać to, co jest dla nas optymalne. I nie pozwalać, żeby inni kopali cię w tyłek.

Tęskniłam. Nadal, co prawda, uważam, że dziewczyna nie istnieje, a postać i historia to odważny projekt społeczny. Będę śledzić i kibicować.

Jeżeli chodzi o kopanie w tyłek, to chętnie przyjęłabym taki gest, gdyby tylko nadał mi odpowiednią trajektorię. Wciąż jej nie znalazłam. Na razie żegnam się z tym światem w drama stylu Damy Kameliowej, gdyż od miesiąca nie opuszcza mnie wredne przeziębienie. Z tej okazji i na do widzenia chcę Wam ofiarować czerstwy suchar, który w mistrzowskim wykonaniu zyskuje świeżość ciepłej bułeczki. Buzi.

Więcej o: