Życie ssie, a ty? Refleksje o lodziku

Linda Lovelace
30.10.2013 19:33
A A A
mistrzyni

mistrzyni (mistrzyni)

Od małego (ha!) wkładają nam do głowy, że nie wolno za dużo do buzi pakować, bo brzydko i nieestetycznie, a już na pewno dziewczynce nie przystoi. Aż przychodzi taki dzień, gdy trzeba dużego do buzi włożyć i zasłużyć tym sobie na wielką wdzięczność, miłość, a nawet... zmywanie. Czas na głębsze przemyślenia o głębokim gardle.

Ruchanie piękna rzecz, ale czasem przyjemnie popłynąć w rejs nr 69 (ta metafora jest tak niesprośna, że aż mi się podoba!) lub po prostu z czystego altruizmu zrobić czy dać sobie zrobić dobrze. Dziś klęknijmy zatem przed tematem loda. Nie ma ponoć na świecie faceta, co nie lubi oralnych igraszek (prawda ci to czy mit?), są za to kobiety, które z różnych względów niekoniecznie marzą o kontakcie penis-migdałki.

mistrzyniuDo poczytania przed (snem)

Faceci uwielbiają, są koneserami i znawcami, „dupą wciągają prześcieradło” z zachwytu, i bije od nich poświata wdzięczności. A może im wszystko jedno, byle było i to  z połykiem? Dziewczyna może być średniej urody, ale za to jak ona ciągnie, starrrry... Kobiety nieśmiało kręcą loczkiem na paluszku i udają niewinne, a potem klękają i ssą z mocą elektroluxa i entuzjazmem yorka. Ale są i takie, co mówią głośno i wyraźnie: uwielbiam robić gałę, ale wypluwają skrzętnie w rączkę efekty uboczne i krzywią się z niesmakiem na myśl, że już miesiąc minął od ostatniej, to chyba dziś wypada... Jak to jest z tą gałą i czy trzeba ją celebrować z oddaniem, żeby w związku było pięknie?

Generalnie w seksie robimy to, co lubimy, owszem eksperymentujemy, ale nie przekraczamy na siłę granic, które nam się jawią jako nieciekawe czy bolesne. Jeśli więc nie lubimy, pachnie nam nie tak, drażni w podniebienie i walczymy z odruchem wymiotnym, to nie ma co się nadwyrężać. Historia zna przypadki absolutnej niechęci przy partnerach X, Y, Z, a potem pojawia się feromonem właściwy okaz i przekonana o swej dotychczasowej niechęci i niemocy królewna nagle odkrywa w sobie mistrzowskie umiejętności.

Usłyszałam kiedyś na imprezie zdanie wypowiedziane z samczą pogardą, okraszone komentarzem „bo wy dziewczyny to jesteście takie głupie”. Kontekst nieważny, fraza jak motto miesiąca z kalendarza z gołą panią przy saniach: "bo każda dziewczyna to myśli, że jest mistrzynią lodzika". A nie jest?! Jeśli się lubi i się słucha partnera, reaguje na jego ręczne sugestie (szarpanie za włosy i dociskanie dla efektu - ależ proszę bardzo!) i czyta wicie jego lędźwi, to chyba nie można tego spartolić? Choć z drugiej strony, że tak odwrócę sobie aktorów tego spektaklu, najbardziej zaangażowani w lizanie panowie nie osiągają nieraz spektakularnych efektów, a czasem się trafi taki, co ledwie muśnie i jest orbita, i wycie, i dzwony, i hejnał... Zważmy jednak, że efekty lub ich braki w lodach są zawsze widoczne i odczuwalne, czasem czujemy je wręcz NAOCZNIE.

Internet dostarcza odpowiedzi i służy inspiracją. Paniom na serwisach dla dorosłych i odpornych załzawione gały wychodzą na wierzch, a na potylicy robi się uwypuklenie, ale dzielnie walczą z naturalnym odruchem (myślę, że nie jedzą długo przed nagraniem, tak na wszelki). A co jeśli walczyć z tym nie sposób? Chyba nie ma co się silić na cuda na kiju, a raczej właśnie o innych cudach trzeba pomyśleć. Skubać, muskać, lizać można bez pornowsadu do nasady płuc, a ręcami w tym czasie działać aktywnie i ambitnie. Co zdolniejsze panie korzystają z biustu jako materiału pocieralnego. No i międlą jajka i rejony dalsze, ale to osobny temat.

Kluczem do SUCKcesu jest ślina. Pewna panienka z dobrego domu zwierzyła się, że dla niej to było największym problemem - nie potrafiła pluć, a co za tym idzie generować właściwych plujowych ilości. To dopiero była bariera trudna do przełamania, a nie jakieś tam wkładanie siusiaka do buzi!

Uporczywe rozmyślanie (zwłaszcza w trakcie!) czy na pewno robimy to dobrze do niczego nie prowadzi. Choć niech rzuci kamieniem ta, która nigdy nie myślała podczas, że musi wstawić pranie, kupić wreszcie ten samochodzik, o którym synek marzy, oddzwonić do kuzynki, czy czymś równie erotycznym i w danej chwili GŁĘBOKO istotnym.

Jeśli nie mówimy o automatycznym spełnianiu obowiązku (kochanie, jest środa!) lub transakcji wiązanej (jak pozmywasz, to ci possę) to raczej szczere zaangażowanie i przyjemność, którą czerpiemy, tak tak!, z patrzenia jak naszemu partnerowi jaja wirują z radości powinny nas wbić na poziom przedmistrzowski. A wyżej to już chyba tylko praktyka i poszukiwania własne. Plus rozmowy z koleżankami przy alko - tyle wskazówek, ile można zebrać, żadne warsztaty robienia gały nie dadzą. Tak, są takie.

Finiszując powoli (choć spotkałam się z opiniami, że tu akurat lepiej szybko i konkretnie) skupmy się na tym, co w męskim odbiorze dzieli lodziary na te lepsze i gorsze. Połykanie. Badania terenowe są bezlitosne: jeśli ma być tipMEGAtop, musi być z połykiem. Internet kipi od dobrych porad i przestróg, łącznie z teorią o świętości spermy i symbolicznym znaczeniu akceptacji całego mężczyzny przez jeden głupi łyk. Może i tak. Jeśli jednak nie lubisz, nie chcesz i kropka - proste: nie łykaj. W relacjach trwałych i opartych (też) na rozmowie można zwyczajnie wyjaśnić, skąd to się bierze (że za dużo, że nie smakuje, że potem swędzą zęby, że mamy zgagę). Inna sprawa, że w relacjach takich często nie ma problemu z połykiem (badania terenowe - „kocham go, to połknę, co mi szkodzi, a on się tak cieszy”).

Dziewczyny, jest misja!Jest misja!

Na koniec pytanie fundamentalne: czy lodzik to zdrada? Znany mi jest przypadek pana, co wmawiał swojej pani, że absolutnie nie, bo przecież to nie stosunek żaden, nie był w środku innej pani (czyżby?) i o co w ogóle cały ten zgiełk i bicie piany?

Z lodami jak z innymi słodyczami. Jedni lubią, inni nie przepadają. Czasem może zemdlić, czasem chcemy jeszcze, jeszcze... Ważne, by się nie zmuszać, bo lodzik na odwal się, jest gorszy od zjełczałych czekoladek.

Tagi:

Zobacz także

ZOBACZ TEŻ WIDEO

Skomentuj:
Zaloguj się

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX