Praca z domu? Świetny pomysł, ale proszę przyjdź do redakcji. Z pamiętnika szefowej wirtualnego zespołu

Zainspirował mnie tekst o tym, że Yahoo zabrania swoim pracownikom tele-pracy. Jako osoba, która kieruje wirtualną redakcją doskonale rozumiem, co mogło ich do tego skłonić. Wypłaczę się Wam, starając się nie wylać przy okazji nikogo. A już zwłaszcza dziecka z kąpielą.

Zacznijmy od tego, że praca z domu jest super. Po pierwsze można siedzieć w dresie/piżamie przed komputerem. Po drugie nie trzeba wychodzić na zimno i deszcz, ani marnować czasu na dojazd. Po trzecie można elastycznie zarządzać swoim czasem zamiast tkwić osiem godzin w korpie. Po czwarte można robić (w domyśle także zarabiać) więcej - kto powiedział, że wolno mieć tylko jedną tele-pracę? Doba ma 24 godziny - da się! Po piąte technologia jest po naszej stronie - w domu, kawiarni, parku, dzielonym z przyjaciółmi quasi-biurze, czy gdzie tam akurat jesteśmy z naszym komputerem, tabletem czy telefonem, jesteśmy tak samo dostępni i osiągalni dla szefa i współpracowników. Wystarczy mail, telefon, sms, wiadomość na fejsie i już - wszystko gra. Szybka piłka.

Wszystko prawda. Sama lubię raz na jakiś czas skorzystać z przywilejów home-office. Nie iść do roboty, gdzie szatan puszcza e-maile. Tylko komputer do torby i w jakieś miłe, inspirujące miejsce (choć częściej: w domu wśród chorych i marudnych dzieci). Jaka ja się od razu robię wtedy produktywna, jak mi się dobrze pracuje! Nikt mi nie truje nad uchem, nikt nie przychodzi z trzema setkami spraw, którymi w ogóle nie ma ochoty się zajmować, o a tego maila to po prostu zignoruję, hahaha. Oczywiście, nigdy nie ignoruje maili, skądże znowu - tylko te od szatana.

foch.plKolegium redakcyjne, czyli jeden z rzadkich momentów, gdy Foch spotyka się na żywo

Dlaczego więc coraz częściej marzę o tym, by moja redakcja nie była wirtualna? Abym z resztą zespołu mogła spędzać czas w naszej miłej korpie, jak z Agatą, Magdą i Gosią? Przecież dziewuchy spełniają wszystkie me prośby i oczekiwania - ba, wyprzedzają je nawet. Teksty piszą świetne i na czas, karne są jak wojsko, a jakie pomysłowe i kreatywne przy tym? I w kontakcie też jesteśmy bez przerwy. Właściwie nasza wielowątkowa, wielokanałowa (maile, grupa na Facebooku, indywidualne i zbiorowe wiadomości, smsy, telefony) trwa 24 godziny na dobę.

I tu jest pies pogrzebany. Bo zawsze jest jakiś wąteczek, jakieś pytanko, jakaś prośbeczka. Moja albo ich. Bo spraw jest wiele - tych dużych i tych najdrobniejszych. I to, co w normalnej biurowej komunikacji trwałoby 10 sekund podczas przerwy na papierosa, to w wirtualnym zespole wymaga osobnego wątku i osobnej komunikacji. I JA muszę te wszystkie wiadomości pisać, odpisywać, komentować, sprawdzać powiadomienia, uczestniczyć. Być wszędzie i uczestniczyć we wszystkim. ZARAZ MNIE SZLAG TRAFI!

Z wirtualnym zespołem jest trudniej. Po prostu. O wiele trudniej się porozumiewać. Tak, tak techno niby wszystko ułatwia, ale wiele niuansów ginie między słowami, a i umówmy się - nic nie zastąpi dobrej burzy mózgów i kontaktu na żywo. Trudniej też taką wirtualną gromadkę motywować, uprawiać team-building i inne wyczerpujące ćwiczenia. Choć wirtualne protezy też niekiedy dają rade - nasza grupa robocza bywa płaszczyzną bardzo ożywionej wymiany zdań i każda z nas wówczas rży w głos przed swym kompem. Jak jeden mąż.

Cała prawda o pracy zdalnej sprowadza się do tego, że szef ma więcej roboty. Pełne ręce robota ma. Zarządzanie nieobecnym zespołem wymaga o wiele więcej czasu i zaangażowania. Więc nic dziwnego, że kierownictwo Yahoo powiedziało sobie dość. Ja nie powiem. Między innymi dlatego, że tylko dzięki telepracy mogę niektóre dziewczyny w ogóle mieć - cóż z tego, że nie na własność? Że nie przez cały czas? Ja ten czas, który mam, cenię. I staram się go jak najlepiej wykorzystywać.

A twarzą w twarz spotkamy się prywatnie. Przy winie. Bo wiecie: my się na domiar złego po prostu lubimy. I to jest jak się okazuje całkiem niezły napęd oraz motywacja. Dziwne, że wielkie korporacje jeszcze na to  nie wpadły.

[Od Redakcji: tematem listopada jest MOTYWACJA, bo to miesiąc, w którym wielu z nas zwyczajnie przestaje się chcieć. Jak zrobić, żeby się chciało? Jak nastroić się pozytywnie i wziąć do galopu? Jak nie odpuszczać? Jeśli znacie odpowiedzi piszcie do nas na foch@agora.pl]

Więcej o: