Przegląd tygodnia - zupa na gwoździu, czyli co oni powiedzieli [Odcinek piętnasty]

W ubiegłym tygodniu troszkę zwariowałam i próbowałam uraczyć Was wyłącznie dobrymi, albo choć częściowo pozytywnymi wiadomościami. Już mi lepiej, już mi przeszło, już jestem Waszym starą, dobrą, irytującą córką Pana Kłapouchego i Panny Grumpy Cat. A teraz wyobrażamy sobie, jak wyglądało poczęcie. Już?

Nie dam się dziś ponieść fali miłości do świata, bowiem pracuję na laptopie, który nie dość, że jest w wieku mojego małżeństwa, to jeszcze jest na nim Windows Vista. Pracowaliście kiedyś z wymuszoną przerwą na zwiechę co kwadrans? Trochę nienawidzę dziś wszystkich i wszystkiego, a mój wewnętrzny potwór podnosi ohydny łeb. Całe szczęście, że w oczach mojej małej córeczki nadal jestem promiennie uśmiechniętą, odważnie wystylizowaną istota, unoszoną na rudych włosach wprost w życzliwe niebo. Całe szczęście, że nie widzi jeszcze prawdy.

To ty jesteś, mamusiu!To ty jesteś, mamusiu!

Zastanawiam się, idąc drogą analogii - na czym pracuje poseł Girzyński? Sądząc po poziomie jadu i nienawiści do świata - nie jest to siedmioletni laptop. Raczej liczydło z drutu kolczastego i materiałów toksycznych.

Jeśli homoseksualista pomaga drugiemu człowiekowi, zawsze musi mieć w tym jakiś ukryty cel. Gej na pewno nie może przecież wykazać się ludzkim odruchem.

skwitował pan poseł fakt, iż Robert Biedroń oddał krew dla kolegi z partii pana posła. Ciężko chorego kolegi. Którego szanse na powrót do zdrowia pan poseł również pozwolił sobie ocenić. Podobnie, jak intencje Biedronia. Ciekawe, czy doszliśmy do granic podłości? Znaczy, chciałam powiedzieć, panu posłowi wymknął się lapsus językowy. Współczuję. Jak tu się golić bez patrzenia w lustro. Swoją drogą - ktoś wie, czy pan poseł G. również oddał krew dla kolegi?

A weźcie, szkoda gadać. Jak pisałam tu -  kiedy świat puszcza poręcz - ja oddalam się w przeszłość, która nie była ani lepsza, ani ładniejsza, ale co z tego, skoro z perspektywy taka właśnie się wydaje.

Emily (Brontë) świetnie malowała, ale nie pisała; nawet listów. Zajmowała się domem, nie utrzymując niemal żadnych stosunków ze światem. Nie było jej to potrzebne, była doskonałym introwertykiem. Starczało jej towarzystwo domowników - wśród nich miała poczucie bezpieczeństwa.

mówi w bardzo ciekawym wywiadzie autor książki na którą jestem zawstydzająco napalona. Oczekuję czegoś lepszego nawet od Na plebanii w Haworth i wywiad mi mówi, że się nie zawiodę. Chcę wiedzieć, kto naprawdę napisał Wichrowe wzgórza!

Obrodziło tymi książkami, chyba odejmę dzieciom od ust, bo naprawdę.

Jakie to smutne! Jakie to smutne, proszę pani. Wszyscy jesteśmy szwagrami, o, ten tu, przedtem był z tamtą, ona z tym drugim, ale po nim z tym, co tańczy, a on właśnie tańczy z żoną tamtego, co to też z tą, ale już dawno. Widzi pani, to nieuniknione. Za małe kółko, za mały ten krąg znajomych, wszyscy muszą tak ze wszystkimi...

mówi Holoubek we wspomnieniach pewnej tancerki. Kupiłam, nie wytrzymałam, trzęsie się we mnie z radości brzydki podglądacz, co mi zrobicie, tak, lecę na temat i ujęcie. Seks, alkohol, PRL. Uwielbiam. I również węszę sukces.

Młody twórco, a Ty pewnie jesteś spragniony sukcesu i niecierpliwie go wyglądasz? Luzik, najwięksi też nie mieli łatwo i odbijali się od ściany. Oto dowód:

Wzruszyłam się!Wzruszyłam się!

Czternastoletni Stephen King nie znalazł uznania u wydawcy, do którego wysłał ten ujmujący list. Jego opowiadanie nie zostało opublikowane. Mógł się poddać i zająć kopaniem rowów. Ciekawe, czy czasem żałuje.

Na koniec news, który opłakałam łzami uciechy.

Niych wos siyła kludzi

mówi student z Bytomia, który opracował śląską wersję dialogów do „Gwiezdnych Wojen”. Jest moc, chłopaku.

Kosmoszify ed rebelijantow atakujom ze skrytyj bazy i piyrszy roz wygrały prociw złymu Galaktycznymu Imperium.

Jak to czytam, to trochę mniej nie lubię świata. Czego i Wam życzę. Buzi.

Więcej o: