Rób mi dobrze po troszeczku czyli o drobnych męskich gestach, które uwielbiamy

Zakochujemy się i z motylami w brzuchu robimy setki różnych rzeczy, których celem jest sprawienie przyjemności ukochanej osobie. A potem przychodzi życie, rutyna, codzienność, pośpiech i brudne skarpety na podłodze. I zapominamy jakoś tak w tym wszystkim, że drobnymi gestami można motyla reanimować, by sobie choć trochę, od czasu do czasu, pofruwał.

Zainspirowana artykułem znalezionym na portalu kierowanym do mężczyzn, który podpowiada panom, jakie drobne przyjemności mogą zafundować kobietom i tym samym je rozbroić i uszczęśliwić (nie, to nie był polski portal - smutny śmiech, buhahaa), postanowiłam zgłębić problem.

Skoro Ludzie z Zachodu piszą na ten temat poradniki, sprawa musi być cywilizacyjnie istotna. Przeprowadziłam więc wywiad środowiskowy, by nie opierać się jedynie na swoich wizjach i oczekiwaniach. Od razu uprzedzam wszystkich, dla których moje dane będą niewystarczająco reprezentatywne ilościowo, że chodzi o jakość, a nie ilość! Badania prowadzone były na grupie określonej i monolitycznej - same świetne dziewczyny. Bynajmniej jednak nie świadczy to przeciwko memu riserczowi. Wręcz odwrotnie: takie świetne dziewczyny ciężko zadowolić byle czym, więc podane przez nie przykłady, na które się powołuję, bez wątpienia mają porażającą skuteczność ogólnie i generalnie.

Level 1: prościzna nad prościzny

Lubimy czuć się zadbane i otoczone opieką, nie jakąś nachalną, ale taką męską-dżentelmeńską. To są nieraz straszliwie proste gesty, dla niektórych panów oczywiste jak oddychanie, ale zawsze znajdą się tacy, którzy nie pomyślą (jednorazową zgapkę można wybaczyć, ale jeśli to norma - wstyd!) i drzwiami przytrzasną, albo pozwolą by płaszcz sfrunął nam z ramion na ziemię...

Otwieranie drzwi (też tych do auta - nie zawsze, ale choć czasem, dla podkreślenia, że akurat ta wyprawa autem jest jakaś taka bardziej) jest zawsze w cenie. Podobnie jak otwieranie słoików i butelek wina. Nie mówię, że facet ma łazić za swoją kobietą i tropić moment, w którym ona sięgnie po coś z zakrętką lub korkiem, ale jeśli np. siedzimy razem przy stole lub wspólnie gotujemy - nie mam nic przeciwko temu, by wyjął mi z rąk niebezpieczne narzędzia i zciśnieniowane słoiczki i rach, ciach! - otwarte!

Taka sytuacja...Taka sytuacja...

Miłe i łatwe jest także podawanie płaszcza. Są sytuacje towarzyskie, zwłaszcza te wymagające od nas wysztafirowania, gdy zdejmowanie i zakładanie płaszcza nie jest prostą czynnością. Są też zupełnie zwykłe sytuacje, w których podanie lub zabranie płaszcza jest po prostu miłym gestem. I zalecanym! Nie ma też przeciwwskazań, by (w sytuacji, gdy podającym płaszcz jest osoba bliska sercu naszemu, żeby nie było, że zachęcam do tego przypadkowego dżentelmena z foyer teatralnego!) musnąć całuskiem szyję. Mmmm...

Podczas spaceru czy zwykłej nawet przechadzki ulicą miło jest być odgrodzoną od zła tego świata. Lubimy, gdy od ulicy z pędzącymi pojazdami lub podpitych panów pod „24h alkohole” osłania nas nasz męski towarzysz.

A gdy rano wstajemy wcześniej, gdy on może sobie pospać do południa, bo nigdzie się nie śpieszy, a jednak wstaje... I robi kawę. I siedzi sobie patrząc jak ją pijemy i miło rozmawia. Mmm... Błogo.

Zatankowałem do pełnaZatankowałem do pełna

Lubimy czuć się doceniane. I najczęściej wiemy, że jesteśmy, bo słyszymy pochwały i widzimy uznanie w oczach w sytuacjach, gdy coś nam świetnie poszło. Ale dodatkową przyjemność sprawia, gdy słyszymy, że jesteśmy chwalone albo wspominane za naszymi plecami. Albo w sytuacji towarzyskiej nasz luby zamiast przypisać sobie wszystkie zasługi (co czasem panowie robią bez złych intencji, po prostu dobry pomysł automatycznie zyskuje obok matki także ojca!) specjalnie podkreśla, że to ONA, MOJA kobieta na to wpadła. Uwielbiam słyszeć, jak w rozmowie mój mężczyzna powołuje się na mnie i na moją opinię, choć mógłby ten komunikat nadać bezosobowo albo powiedzieć „my”.

W ogóle mówienie do nas ma sens. Zauważanie nowej fryzury (level 1, choć słyszałam o panu, dla którego to był level hard - ta para nie jest już razem, to chyba oczywiste), sukienki (level 2), biżuterii czy makijażu (level hardcore bomba). Słuchanie komplementów chyba nigdy się nie nudzi, choć muszą być mądrze i rozsądnie dawkowane, by nie zatraciły swego smaku.

A już naj i superhiper i w ogóle zwalenie z nóg: gdy jesteśmy mokrą plamą, gdyż życie nas akurat jakoś okazjonalnie dojechało i słyszymy: „dla mnie zawsze jesteś piękna”. (Przerwa w pisaniu spowodowana wzruszeniem).

I dotyk. Przytulanie, głaskanie, przeczesywanie włosów. Nie każda kobieta może lubi wszystko z tej listy (warto więc zbadać delikatnie zanim się ją np. zagłaszcze na amen), ale zawsze znajdzie się to coś, co rozczula. Ja lubię, gdy w trzymaniu za rękę - takim już trochę rutynowym w niektórych sytuacjach - nagle pojawi się palec-głaskacz. Taki przypominacz, że nie zapomniałem, że trzymam cię za rękę.

Level 2: trochę trzeba ruszyć tyłek (lub głową)

O ile pierwszy level jest nieraz do ogarnięcia ot tak, po prostu - trzeba tylko pewnych nawyków (warto!), level kolejny wymaga już podjęcia działań z intencją. I tu bywa różnie. A to nie ma czasu, a to nie ma siły, zmęczenie i leń potrafią położyć najlepszych. I też, szczerze mówiąc, nie namawiam do robienia takich rzeczy codziennie. To by było na pewno super przyjemne być codziennie masowaną i zarzucaną kwieciem, ale my kobiety jesteśmy już takie przewrotne, że apetyt będzie nam rósł i z czasem nam to wszystko tak spowszednieje, że będziemy chciały więcej i więcej. A level hard, opisany poniżej, to już nie jest totamto do robienia dzień w dzień.

Poza tym jest ryzyko jak w tej anegdocie o kobiecie, co dostawała kwiaty od męża codziennie i jak raz jej nie przyniósł (bo kwiaciarnia była zamknięta) to się z nim rozwiodła.

Urocze jest, gdy przy okazji zupełnie innych działań nasza postać gdzieś tam jednak zawieruszona pod powieką naszego ukochanego, skłoni go do zrobienia czegoś dla nas. Żadna czekoladka nie smakuje tak, jak ta kupiona z miłości do nas oczekujących w aucie, podczas gdy on wyskoczył zapłacić za tankowanie.

Bardzo miłym gestem jest ogarnięcie czegoś, na czego ogarnianie nie mamy siły, chęci lub schną nam paznokcie.

Nie wstydzę się, że lubię oddać auto, komputer i PIT-a w męskie ręce. OCZYWIŚCIE, że dałabym radę sama, ale po co, skoro nie mam do tego głowy i mnie to drażni, a z niezrozumiałych dla mnie powodów większość mężczyzn czerpie frajdę z rozkminiania dlaczego coś stuka w prawym kole lub nie mogę zapisywać plików w formacie X, bo się wiesza.

Przyniesienie nam do łóżka kawy z kawiarni za rogiem, którą lubimy najbardziej na świecie. Jeden samotny, miły kwiatek bez okazji. Wielki, rozbuchany bukiet też bez okazji („bo cię kocham”). Podsyłanie linków, które mogą nas zainteresować. Książki, artykuły, muzyka - wszystko, co jest dowodem na to, że nas zna (a przynajmniej się stara, hahaha...).

Nie pogardzę kwiatkiem w towarzystwie innych kwiatkówNie pogardzę kwiatkiem w towarzystwie innych kwiatków

Zasadniczo robienie różnych zwykłych i przyziemnych rzeczy BEZ PROSZENIA jest cudowne, właśnie dlatego, że jest dowodem na to, że nie żyjemy z patriarchalnym snobem, który uważa, by kupienie mleka lub chleba w drodze do domu uwłaczało jego męskości.

No i niespodzianki, najlepiej takie, które wymagały jednak pewnego przygotowania, bo to świadczy o tym, że „ON POMYŚLAŁ”, a to nas dość kręci, co tu kryć. Jedna z pań z mej grupy badawczej uwielbia, gdy podczas nieobecności męża przychodzą smsy z informacją, gdzie poukrywał dla niej słodkości.

Skoro już przy smsach jesteśmy: informacje wysłane pocztą elektroniczną informujące, hmm, o pożądaniu, chęci - najlepiej zawierające choć drobne informacje, co by zrobił, jak, ile by to zajęło... - bardzo wskazane.

I jeszcze ad jedzenia: większość panów nie znosi, gdy im się grzebie w talerzu lub podaje przez pół stołu w knajpie „kąseczki dla misiaczka”. Tym bardziej rozczulające jest, gdy podczas spożywania czegoś pysznego ON nie może się jednak powstrzymać, by nie dać nam spróbować - bo takie dobre!

A na deser masaż, choćby małego paluszka u lewej stopy.

Level 3: hard

Ha! Wszyscy czytający to panowie brnąc pierwsze dwa poziomy myśleli „kurczę, to się da zrobić” (choć zakładam, jako że czytają nas przecież dżentelmeni, po prostu odhaczali w głowie, że zrobione) i ze zgrzytaniem zębów czekali na to, co spadnie na nich w trójce? Nie będzie prostych receptur, właśnie dlatego jest to najtrudniejszy poziom.

Tu już jest tylko spełnianie marzeń. Ale wbrew pozorom nie jest to wcale takie skomplikowane. Wystarczy nas słuchać, ponieważ większość z nas artykułuje w mniej lub bardziej przystępnej formie, czego by chciała, co by jej sprawiło czystą przyjemność. Mniejszość, która nie artykułuje ma prawdopodobnie przyjaciółkę, którą można podpytać.

Upolowałem kolacjęUpolowałem kolację

I co jest pozytywne niezwykle w powyższej relacji ze zgłębiania problemu? Otóż okazuje się, że każda z nas może sypnąć jak z rękawa przykładami na to, jakie fajne rzeczy robią partnerzy, mężowie, kochankowie, koledzy czy nawet bracia. Czyli nie są takie złe te wszystkie facety, tylko nasz może foch czasem nie pozwala nam dostrzec pewnych drobiazgów.

Jest ryzyko!Jest ryzyko!

Więcej o: