Daj mi klapsa, czyli jak twój szef motywuje cię do pracy?

Dawno, dawno temu za siedmioma górami, za siedmioma lasami było sobie biuro, w którym kompetentni urzędnicy skrupulatnie dziobali w papierach, Układali je równo w stosikach i wkładali zgrabnie do segregatorów, byli pilni i solidni. Kierownik łagodnie się uśmiechał i głaskał po głowach. Praca paliła się urzędnikom w rękach, petenci z uśmiechem i pieśnią na ustach wychodzili z błyskawicznie załatwionymi sprawami. I wszyscy żyli długo i szczęśliwie. Ale to tylko nudna bajka, w życiu bez odpowiedniej motywacji (czytaj: bez kopa) czasem trudno się zabrać do pracy.

Zwykłe poczucie obowiązku nie wystarcza. I ten biedny szef musi nieustannie zachęcać swoich żołnierzy do walki, bo inaczej to bida z nędzą i pracownicy rozleźliby się jak robactwo, popadli w marazm, nieróbstwo i uzależnienie od Facebooka.

Dobry szef wie, że jeśli chodzi o pozafinansowe środki motywacji ma do dyspozycji pradawną metodę zrównoważonego kija i marchewki. Dawkowanie w odpowiednich proporcjach obu substancji gwarantuje pożądany efekt w postaci wykonanego zadania (zakładając optymistycznie i wbrew listopadowej pogodzie, że zadanie zostało wykonane co najmniej poprawnie).

Z szufladki z napisem „kij” szef może wyciągnąć zwykły opierdziel w cztery oczy, który działa na większość niesubordynowanych biurkowników. Ale zdarzają się jednostki odporne na krytykę i wiedzę, tacy, którzy bez klapsa nie zalogują się do komputera. Dlatego niektórzy zdesperowani kierownicy stosują hard formę w stylu japońskiego porno (rym użyty nieprzypadkowo) czyli publiczne postawienie delikwenta pod pręgierzem łajania przed całym zespołem. Jeśli twój szef to robi regularnie i z zamiłowaniem do upokarzania to uciekaj od psychopaty, jeśli stosuję tę metodę incydentalnie, to pewnie z poczucia bezsilności i braku innych pomysłów. I mogłabym powiedzieć, że bardzo mu współczuję, że takim biednym jest kotkiem moknącym na deszczu, ale nic takiego nie powiem, bo listopad nie jest miesiącem, w którym się pochylam nad nieszczęściem przełożonych porażonych bezradnością.

 

foch.pl

 

Motywacja strachem i szantaż emocjonalny to też świetny pomysł na biznes. I niektórzy to robią. Wszyscy lubimy teksty o bezrobociu, o tym, że nikt cię tu przecież na siłę nie trzyma, że jak nie chcesz znów zostać w pracy do 22 to oczywiście twój wybór, ale umowy mogą ci już nie przedłużyć.

Inną formą motywacji negatywnej, a jednak skutecznej, jest porównanie do niedoścignionego wzorca, tak, właśnie tego którego nienawidzisz. Działa na osoby ambitne i wrażliwe. Technika doskonale znana nam z dzieciństwa. Pamiętacie to zdanie, które mamusia z czułością wypowiadała przy obiedzie: „Zobacz: Ania zjadła już dokładkę, a ty co, nadal modlisz się nad tym talerzem” lub takie sympatyczne: „Ale ta Marysia pięknie śpiewa, no szkoda, że ty tak nie potrafisz”. No i w takiej sytuacji, ten ambitny pracownik będzie za wszelką ceną starał się udowodnić, że on potrafi lepiej, szybciej i na medal. A pracownik z ambicjami na poziomie gry polskiej reprezentacji w piłkę nożną i tak położy na takie socjotechniki przysłowiową laskę i będzie tylko myślał o tym jak fajnie jest grzać ławę.

Ciekawą i stosowaną podstępnie metodą jest utrzymywanie w niedosycie finansowym z jednoczesnymi aluzjami do potencjalnej podwyżki. Efekt końcowy identyczny jak przy zbyt długiej grze wstępnej - ofiara zabiegów zapomina o zaangażowaniu i zasypia z nudów.

Zrobiło się trochę nieprzyjemnie, więc żeby nie zostawić Was w poniedziałek w gównianym nastroju, to teraz trochę o tym jak szef może miło zmotywować. Na początek wyobraźmy sobie, że jest przystojny i przynosi nam kawę. O, za takie coś, to normalnie byśmy mu super makro w Excelu trzasnęli, ale nie ma kawy to nie ma zajebistej tabelki.

 

foch.pl

 

Taką przysłowiową marchewką może być oczywiście służbowy telefon, samochód i inne atrakcyjne dobra materialne, ale obudźmy się pracuję w urzędzie, tu nie ma miejsca na takie fanaberie. Więc jak nie gadżety i nie kasa (kryzys, pamiętajmy, że wciąż mamy kryzys), to pozostają szkolenia, pochwały i mentalne głaskanie. Och tak, karm mnie dobrym słowem panie kierowniku, chwal mnie, wyślij mnie na edukacyjną ścieżkę, bo mój głodny mózg domaga się wiedzy, a stanę się wtedy doskonałym trybikiem w biurokracyjnej maszynie.

Wasza (zmotywowana kawą) Korespondentka z Wydziału Odzyskiwania Zdrowego Rozsądku

P.S. Każdy pracownik doskonale wie, że i tak najlepszym narzędziem motywacyjnym jest premia, nagroda czy inna podwyżka, ale teraz to sobie tylko pomarzyć można lub złotą koroną z papieru zrobić.

[Od Redakcji: tematem listopada jest MOTYWACJA, bo to miesiąc, w którym wielu z nas zwyczajnie przestaje się chcieć. Jak zrobić, żeby się chciało? Jak nastroić się pozytywnie i wziąć do galopu? Jak nie odpuszczać? Jeśli znacie odpowiedzi piszcie do nas na foch@agora.pl]

Więcej o: