Jesteś lekiem na całe zło? Rzecz o wszechpotężnym kolagenie

To on odpowiada za wiotczenie skóry. Dokładniej rzecz ujmując jego malejąca z wiekiem obecność w tkance łącznej. Już od około 26-30 roku naszego życia produkujemy go coraz mniej i coraz wolniej. A szkoda. Od zawartości tego aktywnego białka zależy bowiem funkcjonowanie całego organizmu. I tu żarty się kończą. Na szczęście nie brakuje żartownisiów w kolagenowym biznesie.

O tym, jak ważne jest to białko, niech zaświadczy muzyczna inwokacja. Zupełnie poważnie chciałabym zadedykować kolagenowi piosenkę bardzo przeze mnie szanowanej Krystyny Prońko.

Bo rolę kolagenu trudno przecenić. Dzięki niemu dobrze działają nam stawy i chrząstki, a narządy wewnętrzne mieszczą się tam, gdzie powinny. To, że od niego zależy jędrność skóry i jakość naszych włosów jest w gruncie rzeczy najmniej poważną zaletą. Oczywiście, wiem - jak dla kogo. Kolagen ma rzesze fanek i fanów na całym świcie. Jest bohaterem gorących dyskusji, w których producenci kosmetyków z kolagenem, ale również i ich użytkownicy, obrażają się jak mogą. Podłoże sporu jest zazwyczaj jedno - czy dostarczany z zewnątrz kolagen działa? Kłótnie o to, który z producentów jest złodziejem, a który ma żydowskie korzenie - pomijam.

Kup kolagen i zjedz. Test na naiwność?

Wizja odmłodzenia jest tak kusząca, że nabywców znajduje niemal wszystko, co zawiera kolagen. Ciasteczka z kolagenem, wszelkiego rodzaju suplementy diety i oczywiście kosmetyki. Nietrudno jednak o rozczarowanie produktami jeśli ma się nierealne oczekiwania. Kto wierzy w odmładzające działanie ciasteczek albo batoników z kolagenem? I dlaczego?

Umiłowana czytelniczko, naprawdę wierzysz w to, że kolagen nie ulega destrukcji podczas wypiekania ciast w wysokiej temperaturze, czy w trakcie taśmowego produkowania wysokokalorycznych batonów? Naprawdę wierzysz w to, że potem w żołądku opiera się działaniu kwasów i niewzruszenie przenika do warstw wewnętrznych skóry i czyni ją młodszą, silniejszą, piękniejszą?

Ciasteczko

Przyznam, że sama wierzę w różne rzeczy. W Joe Pesci wierzę. W znaki jakie przesyła mi Wszechświat i w karmę. Ale w to nie. Rozumiem jednak, że czasem, kiedy koniecznie chce się zjeść coś słodkiego, mityczna zawartość kolagenu i rzekome upiększające działanie, mogą zmniejszyć wyrzuty sumienia.

Jak działają upiększające suplementy diety z kolagenem?

Korci mnie, żeby odpowiedzieć sobie samej, że działają drenująco. Na kieszeń. Wiele zależy od producenta, składu i przede wszystkim prowadzonego przez ciebie trybu życia. Daleko jestem od euforii i podzielam zdanie tych lekarzy, którzy twierdzą, że jeśli nie zaaplikuje się suplementów diety głęboko do nosa czy ucha, a zgodnie z zaleceniami producenta połknie - to nie powinny one nam zaszkodzić. Wciąż bowiem najsłabszym punktem „upiększających tabletek” jest niska przyswajalność zawartej w nich urody. Nie inaczej jest z kolagenem, który jakby tego było mało, wymaga towarzystwa witamin - C, A, E. Właśnie to trio odpowiada za to, czy kolagen, czyli białko zostanie przyswojone. Jeśli więc w twoim codziennym menu tych witamin nie ma, równie dobrze możesz tabletkę z kolagenem włożyć w miejsce inne niż usta.

Kosmetyki z kolagenem - zeznania umiarkowanej entuzjastki

Bardziej wiarygodne i skuteczne jest już używanie kosmetyków z kolagenem. Oczywiście, ich stosowanie obwarowane jest kilkoma zasadami. Należy jeść pełnowartościowe posiłki, wysypiać się, unikać słońca (bo trwale niszczy kolagen w skórze) i w odpowiedni sposób te kosmetyki aplikować. Najlepiej na lekko wilgotną skórę. A wmasowywać je należy zawsze z wyczuciem, w stronę przeciwną do działania grawitacji i przy zachowaniu wszelkich zasad higieny - a więc wyłącznie na dokładnie oczyszczoną skórę. I choć po głowie krąży mi myśl, że przy tak zdrowym trybie życia i tylu obwarowaniach, każdy kosmetyk działałby cudownie, nie znajduję merytorycznych argumentów, które obnażyłyby niską skuteczność tych produktów. Chyba że któraś z was przeżyła absolutne rozczarowanie kosmetykami z kolagenem? Będę wdzięczna za ostrzeżenie. Myślę, że nie ja jedna.

Dlaczego warto czasem stracić twarz i oddać ją profesjonalistom?

Najbezpieczniejsze i najskuteczniejsze z przeglądu kolagenowych atrakcji wydają się profesjonalne zabiegi kosmetyczne. Takie, które pobudzają skórę do produkcji kolagenu. O tym jak naprawdę działają kremy, a jak zabiegi, mówił w bardzo ciekawym wywiadzie dla Wysokich Obcasów dr. n. med. Bartłomiej Kwiek. Polecam go lekturze tym wszystkim, którzy chcą wiedzieć więcej o kremach. Które składniki i dlaczego działają? Jakich efektów i kiedy możemy się spodziewać? Uprzedzę jednak od razu, że specjalista nie upiększa rzeczywistości i mówi wprost, że aby ocenić działanie kremu przeciwzmarszczkowego trzeba około 30 lat. Jeśli nie jesteś aż tak cierpliwa, pomyśl o bardziej inwazyjnych metodach. Niedawno pisałam o jesiennych zabiegach. Przede mną dwie kolejne interesujące propozycje. Derma FUSION Pen i Karboksyterapia. Pod tymi skomplikowanymi nieco nazwami kryją się zabiegi, których głównym celem jest pobudzenie skóry do zintensyfikowanej produkcji kolagenu. Uprzedzam od razu, że dopiero się na te zabiegi wybieram, więc przedstawiam wam na razie opis wyłącznie teoretyczny.

Derma FUSION Pen to nowocześniejsza wersja mezoterapii. Zamiast wałka są tutaj zastosowane wymienne kartridże z pozłacanymi igłami, które docierają wszędzie. Jak wynika z opisu przysłanego mi przez salon, igły aktywizują skórę - nakłuwając ją i dostarczają aktywnych substancji odżywczych wprost do tkanki łącznej. Zgodnie z opisem gabinetu, zabieg ma nie tylko poprawiać owal twarzy (tak, po 35. roku życia - można już o tym porozmawiać), minimalizować zmarszczki, ale także zmniejszać worki pod oczami. Pielęgnacja okolic oczu to bardzo trudne zadanie, więc jeśli tak ten zabieg podziała, będę bić pokłony. Interesujące jest też i to, że zabieg ten może zastosować na całe ciało oraz na skórę głowy. Jeśli masz kłopot z wypadającymi włosami, to może być dobre rozwiązanie. Oczywiście, chwilowe, bo jeśli łysiejesz z powodów zaburzeń hormonalnych - pomoże ci tylko endokrynolog.

Karboksyterapia ma także pielęgnować i odmładzać skórę, tyle że dzięki dwutlenkowi węgla. Metoda polega na wprowadzeniu podskórnie kontrolowanej ilości CO2. Skąd taki pomysł? Jak zwykle jest to dzieło przypadku. W latach 30. podawano CO2 chorującym na miażdżycę i owrzodzenia pocukrzycowe. Nie dość, że zabieg ten działał, to również znacząco poprawiał wygląd skóry.

Mnie to przypomina historię kropli na jaskrę, które przy okazji leczenia choroby pobudzają wzrost rzęs, ale już wracam do tematu podstawowego.

Zasada działania karboksyterapii jest bardzo logiczna, bo opiera się na małym oszustwie. Po wszczepieniu pod skórę niewielkiej ilości CO2 organizm odczytuje to jako niedotlenienie i wysyła w sukurs krew. Po kilku sesjach z dwutlenkiem węgla, powstają nowe naczynia krwionośne, skóra nabiera gładkości i koloru. Wraz z krwią do kolagenu docierają wszystkie niezbędne składniki odżywcze.

Salon i opisy zabiegów obiecują dużo. Nawet bardzo dużo. Ale nie uwierzę dopóki nie spróbuję. I wtedy zdam relację. Bez niepotrzebnych upiększeń.

Więcej o: