Rewolta na różowej wyspie, czyli dziewczynki z narzędziami do boju!

Rzadko oglądam reklamy, ale ta jest genialna: trzy małe dziewczyny pokazują, że wynalazki, konstrukcje, mechanizmy i eksperymenty to nie tylko męska domena. Że w świecie techniki jest miejsce dla kobiet, ich wrażliwości i wyobraźni. I to jest super!

"Moja korona jest ładniejsza niż Twoja!”, słyszę wykrzyczane pełnym niezgody głosem. Zaraz dołącza drugi "Ale ja mam skrzydła, a Ty nie, dlatego jestem lepszą wróżką księżniczką!”, wreszcie wchodzi trzeci wokal: "A ja mam złote włosy aż do pasa, dlatego jestem z was najpiękniejsza! O!”. To się zdarzyło naprawdę i cholernie mnie przygnębiło. Z drugiej strony odetchnęłam z ulgą, bo wtedy byłam wyłącznie szczęśliwą matką jednego syna, żyjącą w błogiej izolacji od propagandy różu, piękności, laleczek, słodkich bajeczek oraz konwenansów w stylu "Marysiu, zachowuj się, dziewczynkom nie wypada tak robić, zejdź z tego płota i natychmiast odłóż te narzędzia”.

Ponieważ dorastałam pod okiem dwojga inżynierów, sama niespecjalnie doświadczałam na sobie takich ograniczeń. Miałam cały zestaw lalek, które ubierałam i przebierałam, miałam mnóstwo klocków, którymi bawiłam się godzinami, potrafiłam też spędzić dowolną ilość czasu bawiąc się miernikiem i podpatrując ojca dolutowującego kolejne piękne, kolorowe kondensatory do magicznych, przypominających mikromiasta z własnym układem ulic układów scalonych. Na kolanach mam blizny po rowerowych szaleństwach na kamienistej drodze, mam blizny pamiątki po czołganiu się pod drutem kolczastym, a nawet niemal już niewidoczną bliznę po tym, jak z kolegami z przedszkola siedząc na drzewie, no wiecie, zrobiliśmy sobie takie nacięcia znalezionym na podwórku kawałkiem szkła, coś jak więzy krwi.

Tak, nie narzekałam na to, że jestem dziewczynką i czegoś mi nie wypada, w zasadzie przez wiele lat nie zdawałam sobie sprawy, że spece od wychowania, zatrudniania i ci trzeci, szatani od marketingu, tak ładnie to wszystko posegregowali na Marsy i Wenusy. Układają ten świat właśnie tak, żeby pasowało. Nie wierzycie? Wejdźcie do dowolnego dużego sklepu z zabawkami. Dlaczego dużego? Bo w małym zawsze panuje taki pierdolnik, że trudno cokolwiek wyłowić z tej psychodelicznej feerii barw. A w dużym: po prawej macie świat granatowo-szaro-czarno-zielony. Świat samochodów, mechanizmów, klocków, świat zestawów z narzędziami, śrubkami, młotkami. Po lewej jest za to różowa kraina lukru. Zamki, księżniczki, lustereczka, zestawy do czesania lalek, zestawy do karmienia dzidziusiów, zestawy do składania naszyjników i malowania paznokci. Po prawej dźwig i betoniarka, po lewej pralka i żelazko. Uogólniam? Owszem, są miłe, najczęściej robione przez statecznych i wszystko dobrze kalkulujących Niemców albo tych stukniętych na punkcie równouprawnienia wszystkich i wszystkiego Szwedów zabawki aseksualne. Mamy je w domu, bardzo lubimy, z tym, że są cholernie drogie. Drewniane klocki, rynny, lejki, drewniane tory i kolejki, drewniane autka do skręcania wedle instrukcji. Na pudełkach zdjęcia chłopców i dziewczynek współpracujących ze sobą. A jednak jest pewien detal... Kochani rodzice, sami powiedzcie, jak to zwykle bywa? Czy wchodząc do dużego sklepu i szukając zabawki dla dziewczynki większość z waszych znajomych, drodzy rodzice, wybierze - klocki dla chłopca, a dla dziewczynki, no nie wiem, słodkie zwierzątko? Laleczkę? Może tego kucyka w zestawie z cukierkami i szczoteczką do czesania mu grzywy?

"Lubisz kupować nam różowe zabawki, a wszystko inne jest dla chłopców. Dla nas zawsze dobre są lalki i wyrastamy potem na nie. KŁAMSTWO! Przyszedł czas na zmianę, zasługujemy, by mieć wybór, bo wszystkie nasze zabawki wyglądają tak samo, a my chciałybyśmy używać naszych mózgów! Wszystkie jesteśmy kimś więcej niż tylko księżniczkami!” - śpiewają trzy energiczne dziewczynki z reklamy GoldieBlox. Wszystkie mają mniej niż 10 lat, a w filmiku wykorzystano pojazdy i mechanizmy, które same zrobiły z zestawów wspomnianej firmy. Całość ma niesamowitą moc.

Nie znam osoby, która po obejrzeniu tej reklamy nie miałaby ochoty wyściskać założycielki GoldieBlox. Sama prawie już do niej napisałam z propozycja wywiadu (wreszcie to bardzo ciekawa postać, wnuczka jednej z najlepszych rysowniczek Disneya, absolwentka wydziału inżynierii na Stanfordzie). Debbie Stering zakładając GoldieBlox zrobiła jedna, bardzo prostą, ale genialną rzecz. Zagrała na nosie stereotypom i wykorzystała potężną niszę. Jej firma oferuje kreatywne zabawki konstrukcyjne dla dziewczyn. Specjalnie dla nich. Po to, by zamiast po raz kolejny zaplatać swoim lalkom warkoczyki, mogły stworzyć jakiś fajny pojazd samobieżny albo huśtawkę dla plastikowych zwierząt. Mało? Debbie dołącza do zestawów książeczki, które pozwalają dziewczynkom nie tyle działać według ustalonego schematu, co podsunąć pewne pomysły, uczą o prawach fizyki, coś o grawitacji, coś z innych działów mechaniki. Czekam, aż ktoś wytknie w komentarzach, że to wszystko jest takie pastelowe, słodkie i czy na serio dziewczynki potrzebują takiego "dosłodzenia”? One może nie, ale dorośli już jak najbardziej tak. Teoretycznie wszyscy wiemy, że dziewczynki też mogą bawić się tymi wszystkimi autami, zabawkowymi młotkami, wiertarkami i śrubokrętami. My, rodzice, którzy mamy nieco wywalone na stereotypy, wiemy o tym doskonale, ale wszyscy inni? Wciąż wpychają dziewczyny w świat, w którym najważniejszy jest brokat, piękna fryzura, suknia księżniczki, skrzydełka, różdżki, niańczenie kucyków i tulenie misiaczków. Podobno zaś czasu nie jest zbyt dużo. Już w wieku ośmiu lat faszerowane propagandą powierzchowności księżniczki, znaczy dziewczyny, tracą zainteresowanie zdolnościami technicznymi. Dziwicie się, że jest tak mało kobiet naukowców, wynalazców, techników? Pozwólcie najpierw dziewczynkom na coś więcej niż bycie sumą "pięknie dzisiaj wyglądasz”, "prawdziwa z ciebie księżniczka”, "ale się ładnie uśmiechasz”, "jakie masz śliczne włosy”, "wspaniała suknia”, "a gdzie twoja lalka?”.

Wiadomo, że każda z nas jest inna. Jedne kręci Szwed czy Francuz, a inne szwed i francuz. Wszystko jak zwykle rozbija się o to, by stworzyć szansę na wybór, a nie pozamykać połowę drzwi przedwcześnie, bo były tam, sami rozumiecie, śrubki, lutownice, suwmiarki i inne takie kreatywne zabawki.

[Od Redakcji: starsze dziewczynki, które też pociąga inżynieria, mogą wziąć udział w Warsztatach majsterkowania dla Pań "We Can Do It".]

Więcej o: