Dlaczego zdrada zawsze jest kobietą?

Albo ukradnie drugiej męża, albo podstępnie uwiedzie niewinnego pana, albo - zdradzi i wtedy to wiadomo. Tylko gdzie w tym wszystkim mężczyźni?

Media anglojęzyczne sporo ostatnio pisały o stronie She's a Homewrecker (Homewrecker za wiktionary.org: osoba, która rozpoczyna romans z osobą będącą w związku z zamiarem rozbicia tego związku) - miejscu, gdzie kobiety, które "ukradły” lub próbowały ukraść mężów innym, są przez skrzywdzone żony wystawiane na publiczne potępienie. Wygląda to strasznie - zdjęcie "złodziejki” (bywa, że w negliżu) i krótki opis historii wraz z imieniem, nazwiskiem, często adresem. Kolejnych danych często dostarczają inne użytkowniczki. A, mają też stronę na Facebooku, którą śledzi ponad 268 tysięcy osób.

No jest. I co w związku z tym?No jest. I co w związku z tym?

Zrobiło mi się słabo z wielu względów. Po pierwsze, nie lubię upokarzania kogokolwiek, czy w internecie, czy gdziekolwiek indziej. Takie sprawy powinny być załatwiane w cywilizowany sposób i na pewno nie na forum publicznym. Po drugie, zaskakującym jest dla mnie fakt, że coś takiego jest w ogóle możliwe i legalne! Nietrudno sobie wyobrazić, do jak wielu nadużyć może prowadzić możliwość wrzucenia do internetu czyjegoś zdjęcia z soczystym paszkwilem na jego, przepraszam - jej - temat. Administrator zasłania się stwierdzeniem w regulaminie, że treści publikowane na stronie są prywatnymi opiniami użytkowników. A najbardziej w tym wszystkim obrzydza mnie agresywne atakowanie kobiet przez inne kobiety. A co z mężczyznami? Rozumiem, że ten biedny kochający mąż czy narzeczony przypadkiem spotkał podstępną jędzę w bibliotece, po czym niefortunnie przewrócił się na nią wielokrotnie, a jego ubranie w międzyczasie w magiczny sposób wyparowało?

Ok, też uważam, że historie o rozbitych małżeństwach wielokrotnie świadczą o co najmniej wątpliwej moralności zaangażowanych pań. Swego czasu na przykład media plotkowały o polskim trójkącie dziennikarskim, w którym przyjaciółka domu i świadkowa odbiła męża przyjaciółce. Tak, uważam, że trzeba mieć nie po kolei w głowie, żeby robić takie rzeczy przyjaciołom. Ale znów - media głównie rozpisywały się o rozpaczy jednej i szczwaności drugiej, nie pochylając się specjalnie nad winą pana. Podobnie jest w przypadku najbardziej chyba znanego na świecie trójkąta romantycznego Jolie-Pitt-Aniston. Media od tylu lat (dokładnie: ośmiu!) piszą głównie o tym, jak to panie się szczerze nienawidzą, jak Angelina zniszczyła taką piękną rodzinę itd. Niechby była najbardziej podstępną żmiją i uwodzicielką - nadal nie widać jakoś bardzo w tej układance Brada. Znów panuje chyba ogólne nastawienie, że "przecież to facet, a każdy facet zdradza”. Koniec, kropka, nie ma się nad czym zastanawiać. To jej wina! On, nieszczęsny, nie miał przecież wyboru jak mu diablica drogę zastąpiła i na srebrnej tacy się podała.

Kto co komu?Kto co komu?

Nie sugeruję, że niewierność jest w porządku, wręcz przeciwnie. Nie uważam też, by mężczyźni byli zawsze traktowani w takich przypadkach fair. Wystarczy nadmienić, że gdy pada hasło o zdradzie czy rozwodzie, to częściej facet jest podejrzewany o to, że "coś wywinął” i musi odpowiadać na niemiłe pytania.

Na zdradę składa się szereg czynników. Osobowość, nieumiejętność tworzenia głębokich więzi, najróżniejsze problemy, których publiczne pranie brudów na pewno nie załatwi. Tak samo, jak szukanie winy w trzeciej stronie zamiast poszukanie jej w kimś, kto obiecywał miłość po grób i owej obietnicy nie dotrzymał.

P.S. Pod wpływem popularności serwisu ktoś założył bliźniaczy - piętnujący niewiernych mężczyzn. W dniu pisania artykułu było ich tam dwudziestu pięciu.

P.S.2. Żeby nie było aż tak strasznie poważnie zakończę akcentem humorystycznym pod postacią rysunku mazola z maszin.blogspot.com. Kochajcie się i nie zdradzajcie!

 

Lepiej uważaj!Lepiej uważaj!

Więcej o: