"Padasz na pysk, a pan leży, czeka na koszulę, obiad, majtki, gazetkę, papucie". Błędy, których nie chcesz popełnić w małżeństwie

28.06.2017 19:43
Błędy małżeńskie

Błędy małżeńskie (Fot. iStock)

Być może wyjdzie z tego coś w rodzaju poradnika. Być może któraś z nas będzie potem chciała go uzupełnić. Być może zrobicie to wy w swoich komentarzach (mam nadzieję). Oczywiście to poradnik osobisty. Ale nie dotyczy tylko mojego życia. To zbiór tego, o czym przez lata rozmawiałam z koleżankami. Wychodzi, że samemu nie jest łatwo, ale razem - jeszcze trudniej. Mówię to ja, kobieta zamężna od 15 już lat.

1. Zawsze razem, wszędzie razem

Boże, jak my się kochamy! My się tak kochamy, że nie możemy bez siebie wytrzymać nawet w kiblu. Nawet w pracy. Nawet z matką na zakupach (a może właśnie tam najbardziej). My się tak kochamy, że świat wokół mógłby nie istnieć, mógłby zniknąć, jest nieważny, niech oni wszyscy spadają. Nie potrzebujemy przyjaciół, nie potrzebujemy znajomych. Rodzina? Sami dla siebie jesteśmy najlepszą rodziną. Ok, to piękna miłość. Ale ona, niestety, bardzo mi przykro, nie będzie trwała wiecznie. Na pewno nie w tym stanie, nie w tej intensywności, bo by człowiek po prostu zwariował. Tak się nie da. I jak już to szaleństwo minie (a w końcu minie, i to na pewno szybciej, niż się wam wydaje), to nagle się okaże, że nikogo wokół nie ma. Nie ma ani wspólnych znajomych, ani tym bardziej tych osobistych. Rodzina nie chce nas widzieć, bo przecież jesteśmy nie do zniesienia. I nagle się okaże, że jesteśmy na siebie skazani. A wcale już byśmy tego nie chcieli.

SZUKASZ SPOSOBU, BY NAPRAWIĆ SWÓJ ZWIĄZEK? TEN TEST POMOŻE ZDIAGNOZOWAĆ WASZĄ RELACJĘ>>>

2. Kochanie, ja to za ciebie zrobię

Boże, jak ja cię kocham! Ja cię tak kocham, że zaraz ugotuję ci obiad z pięciu dań i zrobię ci creme brulee na deser (kupiłam specjalny palnik nawet, w promocji, w sklepie Tchibo), a potem ci uprasuję wszystkie koszule, wypiorę majtki, zaceruję skarpetki, ogolę cię, wymasuję, laseczkę taką zrobię, że umrzesz z rozkoszy. No wszystko i zawsze, bo jesteś najważniejszy, najwspanialszy, najkochańszy, najmądrzejszy, naj, naj, naj...!  Aha. A za 5 lat padasz na pysk, pan leży, czeka na koszulę, obiad, majtki, laseczkę, gazetkę, papucie. I bardzo trudno będzie go od tego odzwyczaić. Albo nawet niemożliwe. (Oczywiście to działa w dwie strony. Pani w ten sposób obskakiwanej też będzie trudno zmierzyć się z normalnością).

Cukru? A, poproszęCukru? A, poproszę

3. Kochanie, ja to lepiej zrobię

Trochę się wiąże z powyższym, ale nie do końca. Sedno sprawy często dotyczy dziecka. Rodzi się i nie dajesz mu tego dziecka przewinąć, wykąpać, nie każesz wstawać w nocy, nie zostawiasz sam na sam. Wydaje ci się, że tylko ty umiesz się nim zająć, on na pewno uszkodzi, zepsuje, z rąk mu wypadnie, krzywo zapnie pieluchę. I się mężczyzna nie uczy (albo kobieta, ale rzadziej). Nie uczy się, to nie umie. A potem padasz na pysk, a dziecko tylko mama, mama, u ojca na rękach w ryk. On ma dwie lewe ręce, boi się, wkurza na wycie. Sorry, troszeczkę mu w tym pomogłaś?

4. Jestem zmęczona, nie idę z tobą do łóżka

Jeden dzień, drugi, trzeci. Mija tydzień, drugi, trzeci. Mija miesiąc, drugi, trzeci. Bez seksu. Bez przytulania. Bo jesteś zmęczona(y), masz kolejną fuszkę, bo wychodzisz z koleżankami, bo okres, bo migrena, bo się przejadłaś, bo musisz poćwiczyć z Chodakowską. Tłumaczysz sobie, że seks jest przereklamowany, że już się w życiu nakochałaś, że niech teraz inni. Ty masz dojrzały związek, ty masz dziecko, nie musisz. Srsly? Naprawdę ci się wydaje, że twój koleś też tak myśli? Naprawdę? Żebyś się kiedyś nie zdziwiła.

5. Niech będzie, nie mam siły się bić o pierdoły

Wolisz niebieskie kafelki? Niech będą. To nic, że niebieski to dla mnie najgorszy kolor świata. Wolisz w góry niż nad morze? Oczywiście. Kochanie, to nie ma znaczenia, że mam problem z kolanami i nie mogę chodzić po górach. Moje zdanie nie ma znaczenia. Ja chcę dla ciebie dobrze i najlepiej. Mi najbardziej na tobie zależy. Ustępujemy, bo nie chcemy się kłócić. Bo wydaje nam się, że to nie ma sensu, szkoda energii. Czasem rzeczywiście szkoda. Ale kiedy niebieska ściana, na którą patrzymy codziennie po przebudzeniu wzbudza u nas odruch wymiotny, to może jednak warto? I czy nie będzie nam przykro, kiedy po jakimś czasie w ogóle przestaną nas pytać o zdanie? Bo przecież i tak zawsze zgodzimy się na wszystko "dla dobra sprawy"?

SZUKASZ SPOSOBU, BY NAPRAWIĆ SWÓJ ZWIĄZEK? TEN TEST POMOŻE ZDIAGNOZOWAĆ WASZĄ RELACJĘ>>>

6. Sam się domyśl

Boże, jak on nic nie rozumie. No nic. Ja bym na przykład chciała dostać kwiaty czasem, ale jemu to nigdy do głowy nie wpadnie. Albo chciałabym, żeby zabrał mnie na wycieczkę - niespodziankę do Rzymu. Albo chciałabym kochać się zupełnie inaczej. Albo wysyłam mu smsa, z buziaczkiem, a on nic. Nic zupełnie. To się obraziłam, bo dlaczego nie? Spektakularnie milczę, niech się martwi. A on udaje, że nie wie, o co mi chodzi. Jak on może tego nie wiedzieć? Przecież znamy się nie od dziś! Akurat. Pewnie. Siedzi w twojej głowie i śledzi wszystkie pokręcone myśli. Chcesz czegoś - powiedz. Albo nie rób scen.

Sprawdź, w ilu językach potrafisz wyznać miłość [QUIZ]
1/11Wybierz, czy te zdania są prawdziwe, czy fałszywe.
Hiszpan do swojej wybranki powie ''Ta amo''.
Zobacz także
Komentarze (11)
"Padasz na pysk, a pan leży, czeka na koszulę, obiad, majtki, gazetkę, papucie". Błędy, których nie chcesz popełnić w małżeństwie
Zaloguj się
  • pamejudd

    Oceniono 30 razy 20

    No dobra, przeczytałem ten modny bełkot. Gdzie mam się zgłosić po wypłatę nagrody?

  • pct3

    Oceniono 8 razy 4

    w sumie prawda. Bo prawda jest najczęściej trywialna i oczywista, tylko że najczęściej widziana po fakcie, z dystansu.
    Powiem jeszcze inaczej; cenne rany ale i tak o du.pę rozbić, bowiem człowiek jest słaby i generalnie któryś z powyższych powodów zaistnieje, choćby się starać. A jeśli nie zaistnieje, to związek i tak się rozpadnie. Niestety. Po prostu. Sorry. Z definicji.
    Ludzie się wyzwolili i dotarła do nich jedna prawda: jesteśmy monogamiczni (od pewnego etapu życia i w większości), ale....seryjnie.
    Nic nie powstrzyma procesu.
    Moje małżeństwo nie było wzorcowe, ale nie było zdrad, nie było przemocy, nie było nałogów. Była ciężka praca dla domu, brak trosk materialnych, wspólne pasje, zainteresowania, wyjazdy, rozmowy, książki. Ale początkowy żar wygasł szybko. Trwało to 20 lat, bo jakoś ona (bo oczywiście że teraz to one odchodzą) chyba podświadomie czekała na dorastanie dzieci, gdy przyszedł "ten" moment, gdy czuła że to przeżyją jakoś bez większych wstrząsów, po prostu odeszła. W dość cywilizowany sposób jak na tą sytuację. Nie dało się już niczego ratować, choć próbowaliśmy poniekąd, prawie rok. Ale to było tylko upewnienie się że się nie da. Dla niejasnej przyszłości porzuciła: dozgonnie kochającego faceta, przynoszącego do domu jakieś 4 średnie krajowe, który nigdy jej nie zdradził, z którym nadal (!) dzieli jakieś tam nasze resztkowe wspólne pasje, rozbiła stabilny układ rodzinny, podryfowała sama w niejasną przyszłość, wyłącznie w imię poszukiwania NOWEGO, poszukiwania ZMIANY.
    Którą znalazła oczywiście (jest nadal atrakcyjną 43- latką), znalazła CHWILOWE spełnienie, nie znalazła tego bazalnego, gruntownego szczęścia którego szuka od wczesnej młodości i chyba już nie znajdzie.......W
    Wszystkie powyższe punkty widzieliśmy, zauważaliśmy u nas, na kolejnych etapach.
    To prawda. Ale co innego widzieć, a co innego móc, potrafić naprawić. Co innego: wiedzieć jak to zrobić. I jeszcze co innego: osiągnąć w tej naprawie sukces......

    Chodzi mi o to, że wydaje się mi z mojej obecnej perspektywy, że SKUTECZNE uchronienie się przed wymienionymi w artykule ryzykami - wszystkimi, jest zadaniem ponad możliwości człowieka. Herkulesowym, rzekłbym. Tylko ja wiem ile zainwestowałem, ile kosztowało i jak bardzo było to o du.pę rozbić. Bo one odchodzą. Od czegoś w miarę dobrego, znanego itd.
    Dla samej ZMIANY. To się po prostu ot tak pojawia. A stara miłość wygasa. Nieprawdopodobnie trudno to podtrzymać, zwłaszcza np po - jak u mnie - 19 latach razem......

  • racjonalniewprost

    Oceniono 2 razy 2

    Bądźmy ze sobą szczerzy. Gdyby praca w domu była aktualnie równie cenna jak zawodowa to ludzie pchaliby się do tej "branży" drzwiami i oknami, ale jakoś tak się nie dzieje. Walczą o karierę zawodową. Zresztą dzisiaj są pralki, odkurzacze, kuchenki i mnóstwo innych gadżetów, które wyręczają w obowiązkach domowych w znacznym stopniu. Kiedyś było ciężko bo brakowało takich pomocy - wtedy gospodyni domowa to był Ktoś! Dzisiaj jest inaczej. Jeśli jakaś osoba czuje się niedoceniana, sfrustrowana i niezadowolona ze swojego zajęcia, zawsze może wziąć sprawy w swoje ręce i to zmienić zamiast wypisywać zgryźliwe, gorzkie lamenty jak ten w artykule. Są żłobki, przedszkola gdzie dzieci się socjalizują i krzywda im się nie dzieje, więc mamusia może względnie szybko iść spełniać się zawodowo, (może nawet doczeka się uznania choć nie jest to gwarantowane, bo rynek pracy nie jest łaskawy). Jeśli tak nie robi to pretensje może mieć za swoje położenie tylko do siebie. Także wówczas, gdy wyszła za mąż za egocentrycznego samoluba. Warto brać odpowiedzialność za swoje emocje i coś w życiu zmieniać, gdy nie pasuje, zamiast obwiniać innych za swoją frustrację czy poczucie niedocenienia.

  • franklyn777

    Oceniono 10 razy 2

    A ja nie przeczytałem....nie jestem w stanie. W jakim to jest języku napisane?

  • aberdeen

    Oceniono 7 razy 1

    Obiektywnie i bez złośliwości (by uniknąć modnego słowa "hejt"): językowo jest baaardzo słabo. No, ale skoro za to płacą...

  • hunkyyankee

    Oceniono 19 razy 1

    To raczej panie słyną z lenistwa i roszczeniowości. Patrz: wcześniejsza emerytura, parcie na rozpłód, L4 od pierwszej sekundy zbrzuchacenia...

  • Kt Szulc

    Oceniono 4 razy 0

    a potem noralne kobiety jak ja maja problemy

  • elika77

    Oceniono 10 razy 0

    Kobieta ryczy, obrażona na swego mężczyznę.
    - Co się stało, czemu beczysz?
    - Bo nie domyśliłeś się że chcę zimnego loda!

    Prawdziwe!

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX