Dwa końce świata - o dwóch książkach z różnych krańców półki

Czasami lektury układają się w nieoczekiwane wzory i z dwóch książek, których pozornie nic nie łączy, wyłania się wspólny mianownik. U mnie tak połączyły się "Bukareszt. Kurz i krew" Małgorzaty Rejmer i "Darlingowie" Cristiny Alger. Motyw przewodni: koniec świata.

Tym razem nie chodzi jednak o popkulturową apokalipsę tylko o rozpad jakiejś formy rzeczywistości. U Rejmer jest to upadek komunizmu w Rumunii, u Alger - trwający obecnie kryzys finansowy i kres elit Wall Street. Trudno sobie wyobrazić bardziej odległe realia, prawda? Znaczących różnic jest zresztą więcej: z jednej strony mamy literacki esej z ambicjami, po drugiej niezbyt wysokich lotów powieść typu czytadło; historyczną dokumentalistykę i zbeletryzowaną próbę łapania chwili na gorąco. Odmienność stylu, pisarskiego temperamentu czy skali talentu - to jeszcze inna sprawa. Zresztą: rzut oka na okładki i od razu wiemy, że jesteśmy w dwóch różnych, zupełnie sobie obcych i do siebie nieprzystających światach.

foch.plAlger/Rejmer

A jednak czytając te książki jednocześnie (taki nawyk, że czytam kilka rzeczy na raz) miałam poczucie ciągłości, bo obie traktują o czymś, co na własny użytek nazwałam końcem świata, choć nazwa oczywiście jet nieadekwatna i zbyt melodramatyczna. Żaden świat się jeszcze przecież nie skończył, tylko przemijają pewne formy i układy - choć niektóre wydawały się wieczne.

Wieczna wydawała się dyktatura Ceaușescu i stworzone przezeń państwo-więzienie, z niespotykanym nigdzie indziej (może tylko Korea Północna mogłaby tu konkurować) systemem donosicielstwa, inwigilacji i drastycznych kar więzienia za wszystko: od głośnego wyrażania niezadowolenia po usunięcie ciąży. Wieczna wydawała się zwłaszcza samemu dyktatorowi, który chciał być postrzegany jako Ojciec Narodu i władca na miarę faraona - wybudowała sobie zresztą pałac-mauzoleum, monstrualnej wielkości Dom Ludu. Aby postawić gigantyczne gmaszysko, które Rejmer nazywa poetycko "piramidą chciwości Ceaușescu" i "marmurową stodołą na cześć jego pychy i szaleństwa" trzeba było dekretem władcy wyburzyć całe połacie Bukaresztu. Domy (z których wysiedlano w ciągu kilku godzin), szpitale, szkoły oraz zabytkowe kościoły i cerkwie, w tym uchodzący za cud architektury monastyr Văcărești.

Oparta na ucisku, kontroli i cierpiąca niedobory Rumunia miała trwać niezmiennie - skończyła się nagle wraz ze śmiercią dyktatora, zastrzelonego pod murem po pospiesznym procesie. Chciwość i pycha zostały ukarane - ale nie ma tu happy-endu: wraz z końcem komunizmu nie nastał okres szczęśliwości, a nieprzepracowana traumatyczna przeszłość co i rusz daje znać o sobie. Rejmer w kolejnych teksach drąży rumuńską rzeczywistość, próbuje zrozumieć mentalność Rumunów, dotrzeć do źródeł ich rozmaitych nieszczęść. I jest to fascynująca, choć niekiedy nieprzyjemna, wyprawa.

Wieczna miała być też hossa i prosperity na Wall Street. Banki i fundusze hedgingowe w pogoni za zyskiem stworzyły oparty na iluzji system piramidy finansowej - bańka pękła wraz z tak zwaną aferą Madoffa. A potem zaczął się chaos, panika i bankructwa, których echem jest światowy kryzys, którego skutków doświadczamy podobno i my. Choć nie tak dramatycznie jak opisani przez Alger przedstawiciele świata finansjery, dla których świat się zawalił, a chciwość i pycha zostały ukarane. Fikcyjna rodzina Darlingów (niestety nie mają nic wspólnego z Darlingami z tego znakomitego serialu, ale i tak czytając o nestorze rodu Carterze miałam przed oczami szlachetną powierzchowność Donalda Sutherlanda) prowadzony przez nich styl życia oraz oparta na fikcji i oszustwie struktura finansowa ich biznesu do złudzenia przypomina zresztą piramidę Madoffa.

Trudno boleć nad upadkiem współczesnej klasy próżniaczej, ale pod publicystyczną otoczką "Darlingowie" opowiadają w gruncie rzeczy o rozpadzie rodziny, zaniku tych podstawowych więzi: miłości i zaufania, które łącza najbliższych sobie ludzi. Jako studium finansowego kryzysu jest to zbyt miałkie i powierzchowne (tu na razie palmę pierwszeństwa dzierży film "Chciwość", który znakomicie obnażył pewne mechanizmy i decyzje), ale jako powieść obyczajowa ma swój (posępny) urok.

Literacka wartość tych książek nie jest równa, ale cieszę się, że przeczytałam obie. Zysk jest niewątpliwy. A innego końca świata nie będzie.

Małgorzata Rejmer "Bukareszt. kurz i krew", Wydawnictwo Czarne

Cristina Alger "Darlingowie", Muza

Więcej o: