Kochany Święty Mikołaju!

Piszę do Ciebie, aby Ci powiedzieć, że byłam w tym roku bardzo grzeczną dziewczynką. Chciałabym w związku z tym, żebyś przyniósł mi pokój na świecie, ogólny dobrobyt i jajko na twardo dla każdego. Proszę?

Dobra, ty stary, nadęty draniu, z przerostem gruczołu osądu, oboje wiemy, że to nieprawda. Nie byłam grzeczna, nie żałuję i nie wierzę w pokój na świecie. Czy możemy porozmawiać poważnie?

Moja lista zachciejstw jest z każdym rokiem większa, powiedzmy, że tym samym odzwierciedla moje prawdziwe ja. Umówmy się, Mikołaju, ja od dawna wiem, że nie ma niczego za darmo i niczego w prezencie. Ja już się pogodziłam z tym, że wiele mi nie przyniesiesz, ba, raduje mnie nawet rózga, ale o tym, stary świętoszku, raczej nie pogadamy, co? Bądźmy konkretni. Ja sobie kupię, ty mi tylko znajdź, dobra?

Chciałabym, Mikołaju, płaszczyk. Mam ich z piętnaście, owszem, jestem bowiem mistrzynią taniego zakupu i nie gardzę allegrem oraz lumpeksem. Jak łatwo się domyślić - ilość zjadła jakość i wszystkim moim płaszczykom mam coś za złe. Albo wygląda, lecz ziębi tyłek, albo ma dekolt, którego żaden szal nie ogarnie, albo gryzie mnie w łabędzią szyję, albo jest funkcjonalny, lecz wyglądam w nim jak niedźwiedź z rosyjskiej tajgi. A czuję, że na taki wygląd mam jeszcze czas. Mikołaju, znajdź mi proszę płaszczyk lekki, ciepły, śliczny i bez metki opiewającej na milion monet. Może być futerko. Sztuczne. Bo wiesz, nosząc te norki myślałabym o tym, że one miały mamę, sam rozumiesz. O cenie norek nie wspominam, niech będzie, że mam wrażliwe eko-serce. Wskaż mi cel, ja zapłacę.

Mam, Mikołaju, takie pytanie. Czy oglądasz serial Masters of sex? Bo ja owszem, z króliczą fascynacją i niezdrowym podnieceniem. Nie będę może ci tego, staruszku, polecać, jeszcze byś się zapowietrzył z oburzenia i tajonej ochoty. Zwrócę jednakże twoją uwagę na kiecki, kiecki cię chyba nie kręcą? Otóż tak patrzę i doceniając warstwę fabularną - doceniam bardzo szczegóły odzieżowe. Ach, jak one się wspaniale ubierały. Te spódnice, sweterki, toczki, halki, płaszczyki. Komu to przeszkadzało? I widzisz, chciałabym taką sukienkę. Zimową. Ciepłą, żeby nie marzł mi wspomniany tyłek. Śliczną, żeby nie zgrzytały zęby, ja tak nie lubię worków. Kobiecą, uroczą i żeby nie kosztowała milionów monet. Co sądzisz, Mikołaju, dasz radę? Ponownie - wskaż mi cel. Zapłacę.

Wiesz, jak chcę zapłacić za te wszystkie dobra, nie, Mikołaju? Otóż pieniądzem. Własnym, niezależnym, zarobionym w pocie czoła. Wiesz, jak zarabiam, Mikołaju? Otóż na kanapie zarabiam. I nie ma się co szczerzyć obleśnie, stary paskudniku, możesz sobie schować swoją rózgę. Kanapa służy mi za biurko, spędzam na niej godziny z laptopem na kolanach, pracując, prokrastynując, przeklinając. W czynnościach tych stale towarzyszy mi kubek, szklanka lub kieliszek. Zawsze mam przy sobie herbatę, wino, sok, drineczka, ewentualnie wodę, ale woda nie jest tu problemem. Problem w tym, Mikołaju, że mam już dość oblewania kanapy zawartością naczyń. Pragnę solidnej, stabilnej podstawki, która utrzyma w ryzach i kubek, i szklankę, i kieliszek. Coś takiego, lecz do kupienia nieco bliżej Wisły, hm? Po raz trzeci, Mikołaju - wskaż mi cel, a ja zapłacę.

Tak sobie myślę, że Mikołaj, stary, ślepy i głuchy może mi w tym roku nawalić. Liczę więc na Waszą wiedzę, spostrzegawczość i doinformowanie. Ktokolwiek widział, ktokolwiek wie, ktokolwiek powie mi, gdzie mogę wydać (na powyższe marzenia) moje ciężko zarobione (na kanapie) pieniądze. Będę BARDZO zobowiązana.

Mam jeszcze jedno marzenie i trwa ono w niezmienionym kształcie, od czasów bloga, którego już nie ma. Mam jednak świadomość, że nie kupią mi go żadne pieniądze, tak wyszło. Może dlatego jest takie wymarzone, co? Pozwolę sobie przytoczyć to, co pisałam dawno temu.

Oczyma duszy widzę porządnie przewietrzony pokój, w którym znajduje się wyłącznie sporych rozmiarów łoże, powiedzmy 3 na 3 metry. Łoże wyposażone jest w pościel z satynowej bawełny, bawełnianej satyny czy jak tam się to nazywa, takie nie całkiem śliskie ale też nie płótno, coś pomiędzy, gładziutkie, pachnące płynem do płukania użytym przy praniu z podwójną hojnością. Komplet pościeli obejmuje podusię, jasieczek, prześcieradło bez jednej fałdki i ogromnych rozmiarów kołdrę, lekką i ciepłą.

Tak, tylko ciemno. (zdjęcie pochodzi z http://www.79ideas.org/ )Tak, tylko ciemno. (zdjęcie pochodzi z http://www.79ideas.org/ )

Pokój ma okna, ale szczelnie przysłonięte grubymi zasłonami, tak, żeby żaden promyk słońca nie dał mi o siódmej rano prosto w udręczone oczy. Jedno z okien jest uchylone i wychodzi na idealnie cichy świat. Świat ten z zasady pozbawiony jest drących ryje ptasząt, wyjących pod oknamy dzieci, pani spod piątki wołającej "Zenuś! Kartofli kup!", metalowej puszki długo i dźwięcznie spadającej po schodach od czwartego piętra aż po parter, strzelającego gaźnika i innych atrakcji. Jedynym dochodzącym mnie dźwiękiem jest szum liści, ewentualnie odgłos deszczu bębniącego po parapecie. Mogą być też grzmoty i wiatr, bardzo lubię. W tym to pomieszczeniu spędzam jakiś tydzień. Niekiedy drzemka bywa przerwana łagodnym przebudzeniem, po czym zostaje mi podany lekki i nie wymagający akrobacji posiłek, po którym bezstresowo myję zęby, oddaję się krótkiej lekturze "Targowiska Próżności" i ponownie zapadam w pozbawiony koszmarów sen. W tym czasie moja praca bynajmniej nie toczy się swoim torem beze mnie, o nie. Wszystko ulega efektownemu zamrożeniu w pół gestu, (jak na filmach, wiecie) czekając, aż po tygodniu wypoczęta, rumiana i wyspana jak nigdy podejmę przerwane obowiązki. Znalazłam nawet takie łóżko i pokój. Niestety, tylko na blogu - jednym z moich ulubionych.

A ty? O czym marzysz od lat? Napisz o tym do Mikołaja. Stary, tłusty drań oleje cię niechybnie. Ale tak sobie myślę, że czasem werbalizacja pragnień to pierwszy krok do ich realizacji. Czego Wam i sobie życzę.

Więcej o: