Trzy tygodnie do Bożego Narodzenia: wprowadzamy się w świąteczny nastrój

W sklepach trudno uniknąć świątecznych melodii, George Michael śni nam się po nocach w przebraniu Grincha. Trzeba zająć się budowaniem prawdziwie świątecznego nastroju. Pomoże w tym oczywiście odpowiednia muzyka (dorzućmy do tego także grzańca i czekoladę).

Dobrym sposobem jest też wyżeranie czekoladek z kalendarzy adwentowych - jeden kalendarz na wieczór. Można także przygotować sobie własny kalendarz - na przykład taki, jaki zaprezentowała Aleksandra. Ale najlepiej, jeżeli w tle brzdęka coś, co wprowadza nas w milutki i uprzejmy nastrój. Czy pieczemy piernik (dlaczego to jest, cholera, takie twarde), czy też usiłujemy sklecić kilka ozdób choinkowych, czy w pocie czoła wybieramy prezenty dla najmłodszego brata siostry wujka kuzyna - nastrój trzeba podnosić. Przedstawiamy zatem subiektywną playlistę świąteczną, licząc naturalnie na moc Waszych propozycji w komentarzach.

Orkiestra, tusz!

Zacznijmy od podstaw. Jeżeli nienawidzicie śniegu i zimy - koniecznie omińcie ten fragment, bo dotyczy radosnego wyglądania przez okno każdego poranka, w oczekiwaniu na śnieżeeeeeeeeeeeeeeeek! Ja tak mam, a sądząc po tym, że Natalia także uznała ten utwór za konieczny - nie tylko ja. Zatem czekamy!

Aleksandra zaczyna grudzień od piosenki uroczej i klimatycznej, ja ją zwykle wyprzedzam, bo nie mogę się oprzeć już w listopadzie. A przy pierwszym śniegu - obowiązkowo! Najlepiej brzmi wieczorem, gdy za oknem ślicznie sypie. Na te chwile polecamy zresztą całą płytę, można kupić ją oczywiście w postaci plików.

Klimatyczne wieczory lubi też Dominika, a choć sama nazwała siebie "ponurakiem", to przecież piosenka duetu Simon&Garfunkel ma w sobie sam urok i tylko troszkę (zupełnie magicznego) smuteczku.

Na szczęście koleżanka nam się rozczmuchała i dorzuciła także utwór z filmu, który obowiązkowo oglądam przed świętami - "Nightmare Before Christmas". Cały soundtrack "Revisited" budzi moje przyjemne skojarzenia, a ten kawałek zawsze cieszy -  bo święta i Rise Against!

A skoro już o filmach mowa, to uczynię wyznanie i powiem, że MUSZĘ w święta obejrzeć "Witaj Święty Mikołaju" (wyznam też, że całą serię National Lampoons uwielbiam, co pewnie jest trochę wstydliwe). Prezenty zazwyczaj pakuję przy piosence z czołówki tego filmu. Z przerwami na choreografię, która obudziłaby grozę w przypadkowym obserwatorze. BO TAK!

Kasia uwielbia utwór, który wystąpił już w wielu rolach, ale tą szczególnie zapamiętaną może być tło dla dramatycznych (i przedświątecznych) wydarzeń w serialu "Ally McBeal", gdy główna bohaterka rozstaje się z (kolejnym) mężczyzną swojego życia. A że PRZYPADKIEM gra go Robert Downey... Nie gadamy, słuchamy, wzruszamy się. I wspominamy.

A tego, najmocniej przepraszam, tłumaczyć nie będę. Dość powiedzieć, że to się nastawia na repeat.

Do klasyków na naszej liście należą także dwa utwory, wybrane kolejno przez Aleksandrę i Natalię. Jest nostalgia, jest trochę przyjemnych smutków, jest nastrój. I Bono. Czego chcieć więcej (poza tym, że wszystko, czego chcemy na święta, to KTOŚ)?

A skoro już mowa o KIMŚ i świątecznych powrotach do domu, to nie odpuszczę - Chris Rea musi to zaśpiewać w grudniu kilkanaście razy...

Co prawda nie przekonam pewnie Kasi do pokochania Bruce'a, nawet licząc na świąteczny nastrój, ale postaram się choć spróbować.

A skoro o upodobaniach Kasi mowa, to przed nami kolejny ważny utwór świątecznej playlisty - zgłoszony zresztą przez Natalię. Pozycja obowiązkowa.

Pani SekRed zarzuciła coś romantycznego, baaaardzo słodkiego i rozczulającego. Idealne do podrygiwania w kuchni - bardzo podnosi morale w trakcie wycinania pierniczków.

Ja z kolei preferuję Reginę raczej przy kubeczku wieczornej herbatki, pod kocykiem i tuż po zainstalowaniu choinkowych lampek na karniszu. I to koniecznie ten utwór, obowiązkowo w wersji koncertowej. To chyba dlatego, że jej głos kojarzy się z samymi miłymi rzeczami. Bo o tekstach tym razem nie będziemy rozmawiać... Chlipu.

Jedną ze swoich tematycznych playlist mam skonstruowaną tak, że po Reginie leci ten absolutnie przepiękny utwór. Myślę, że nie muszę tłumaczyć swojego zachwytu.

Ale otrząśnijmy się trochę z tego ckliwego nastroju, ja poczekam z nim lepiej do pierwszego śniegu (kto już szczęśliwie zaliczył opady?), a tymczasem posłuchajmy sobie tego, co wybrała nasza droga Miss Olgu. Z przytupem. I z uśmiechem na pyszczku! HO, HO, HO!

Nie zapominajmy jednak o wszystkich, których święta wyłącznie dobijają. Dla nich Dominika znalazła utwór idealny, choć ja z serca polecam inne rozwiązania. Na przykład ucieczkę w ciepłe krainy. Ale jeśli się upieracie - posłuchajcie - zwłaszcza że humorystyczne ujecie i moc, pomogą upuścić nieco pary.

Oraz przepraszam, ale nie byłabym sobą, gdybym nie... Oj no. Zrozumiecie.

No i na koniec zaspokoję życzenie Rączki, która powiedziała po prostu: Bez "Last Christmas" się nie liczy! - zatem niech i tak będzie. Oto najpopularniejszy świąteczny utwór, w nieco mniej popularnej wersji. Polecamy, ściskamy i czekamy na kolejne propozycje.

Więcej o: