Mamy to! Naukowcy wreszcie opracowali skuteczne pigułki antykoncepcyjne dla mężczyzn

Wreszcie! Zakrzyknęły wszystkie zmęczone skutkami ubocznymi hormonalnego zabezpieczania się przed zaciążaniem kobiety. Wreszcie naukowcy odkryli nowy sposób antykoncepcji dla facetów. Już nie tylko prezerwatywy, eksperymenty z zastrzykami czy brutalna wazektomia, a tabletki! Mamy się z czego cieszyć?

Uważam, że tak, należę bowiem do grona gorących zwolenników antykoncepcji. Choćbym miała przegrać zakład Pascala i usmażyć się w piekle, to zdania nie zmienię. Antykoncepcja dla wielu z nas jest normą, cholera, żyjemy w XXI wieku i chcemy jakoś panować nad różnymi aspektami swojego życia, nad ciałem i nad tym, czy mamy ochotę się rozmnażać, czy tylko uprawiać seks (czy jak tam chcecie to nazywać - wasza sprawa). Wiadro zimnej wody, kalendarzyk i termometr pozwalają na wiele dobrej zabawy, ale nie wszyscy lubią takie imprezy. Większość dziewczyn, które w swoim życiu napotkałam, pigułki antykoncepcyjne uważała za niezbędne minimum ze swojej strony. Pamiętam też doskonale sytuację w której, niczym w "Seksmisji” w środku wywiadu zadzwonił mi alarm w telefonie, alarm z cyklu "weź pigułkę!”, wydłubałam z portfela przydział, łyknęłam, a wywiadowany artysta, skądinąd znajomy, więc mógł pozwolić sobie też na jakiś szerszy komentarz, rzucił: "Wiesz co? uważam, że to mężczyźni powinni zażywać tabletki antykoncepcyjne” i dodał coś o świadomości i odpowiedzialności za swoje (męskie) czyny. Och, jakże to utopijnie brzmiało wówczas dla mnie. Teraz powoli przestaje. Nie tylko dla mnie, autorzy tekstu, który pojawił się w "The Guardian" użyli nawet pięknego sformułowania "Męska pigułka antykoncepcyjna była świętym graalem naukowców”.

Dlaczego? Bo to znacznie trudniejsze zadanie, takiego faceta chwilowo ubezpłodnić. U dziewczyn wystarczy pokombinować z kilkoma hormonami, et voila! Tu się blokuje, tam się zagęszcza i już szansa na nieplanowaną ciążę mimo seksu maleje do ułamków procenta. A z tymi facetami to już nie 99 problemów, a miliony. I to za jednym strzałem. Proszę, naukowcy latami głowią się, jak okiełznać te hordy plemników w sposób inny niż a) wiadro z zimną wodą, b) eksperymenty z zastrzykami w dalekich krajach, c) podwiązywanie nasieniowodów. Podobno właśnie się udało, mamy to! To znaczy mieć będziemy, być może, za jakiś czas.

Wygląda na to, że takie rozwiązanie ucieszyło zarówno facetów, jak i kobiety. Jednych - bo zyskali nowy sposób na dzielenie się tak odpowiedzialnym zadaniem jak coś, co eufemistycznie nazywamy "planowaniem rodziny”, innych - na przykład felietonistkę Daisy Buchanan - bo mają satysfakcję, że być może już nie tylko kobiety doświadczą ubocznych skutków terapii hormonalnych (cera, nastroje i inne bonusowe fochy). Autorka krzyczy radośnie już od pierwszych zdań artykułu "Dziewczyny! W górę ręce! A kiedy bedziecie je podnosić, możecie wywalić przy okazji swoje tabletki antykoncepcyjne za okno!”. Koleżanki z redakcji zdają się podzielać ten pogląd o tyle, że na pytane "czy zaufałabyś facetowi, który bierze pigułki, że je bierze?” odpowiedziały jednoznacznie i bez wątpienia: "TAK!”. Dlaczego? Cóż, skoro On, ten, z którym mamy ochotę uprawiać seks mówi, że nie chce potomstwa, że się zabezpiecza, to nie mamy podstaw, by mu nie ufać.

No dobrze. Ja mogę jak naiwne cielę ufać ludziom, nie ufam jednak  matce naturze, tej podstępnej hydrze, która potrafi płatać figle. Dlatego daleka jestem od entuzjastycznego wywalania czegokolwiek przez okno. W tej kwestii postawiłabym raczej na podwójne zabezpieczenie. Ja mam swoje, On ma swoje. Wiecie czemu? Czytałyście kiedyś ulotki dołączane do pigułek? Jeśli je stosujecie, to założę się, że znacie niektóre fragmenty na wyrywki. A ten, gdzie mowa o ułamkach procenta (i o zachodzeniu w ciążę pomimo zażywania)? Hej, nie uwierzycie, ale takie rzeczy się zdarzają nie tylko roztargnionym niebieskim ptakom przegapiającym dni, ale to jest zupełnie inna opowieść. Mój prywatny pan mąż, od trzynastu lat jedyny partner i ojciec moich dzieci odrzekł z namysłem: "Brałbym, tylko, czy to nie miałoby jakichś strasznych skutków ubocznych?” (tak kochanie, urosną ci wreszcie milutkie cycusie). Jestem też ciekawa jak Wy się odnosicie do tego nowego odkrycia.

Więcej o: