Wrażenia po pokazie Roberta Kupisza: pokaz jest po to, by się pokazać

Wybrałam się na pokaz nowej kolekcji Roberta Kupisza. I przypomniałam sobie, dlaczego przestałam chodzić na pokazy mody.

Bardzo lubię pana Kupisza. Jest sympatycznym człowiekiem, spotykam go czasem w naszym osiedlowym warzywniaku, widuję jak śmiga na rolkach na Polu Mokotowskim (jak on skubany wygląda!) i z tego sporadycznego kontaktu wyniosłam jedynie pozytywne wrażenia. Miły, grzeczny, kulturalny pan. Ciuchy robi jakieś. Fajne czy nie - kwestia gustu, ja bym w większości nie chodziła i to nie tylko dlatego, że uważam wydawanie 1200 zł na giezło z bawełny za nieetyczne.

Bandanka z kolekcji KupiszaBandanka z kolekcji Kupisza

Dlatego, gdy dostałam zaproszenie na pokaz uznałam, że pójdę. W końcu, czemu nie? Dobra, powiem wam czemu: bo na pokazach są nie tylko ciuchy i ludzie z branży modowej. Ale jakaś chwilowa zaćma kazała mi o tym zapomnieć.

Najpierw pojechaliśmy nigdzie, czyli do hali studia Transcolor. Taksówkarz się ucieszył z kursu - granica Warszawy jest jedyne trzysta metrów dalej. Na zaproszeniu napisano, że proszą o punktualność, zjawiliśmy się więc punktualnie i w sumie to dobrze, bo nie musieliśmy przynajmniej stać w kolejce do szatni (tu się odzywa wewnętrzna Pollyanna, zawsze należy szukać pozytywów, co nie?). Bo potem, okazało się, że punktualność to był najgorszy pomysł. Czterdzieści minut szwendania się po zadymionej hali popijając Cisowiankę (sponsor) przeplatane wyjściami na papierosa na zewnątrz, gdzie akurat padał pierwszy w tym roku śnieg. Wspaniale! W przejściu wąskie gardło, bo zaraz za drzwiami wejściowymi stała tak zwana ścianka, a przed nią kolejeczka mniejszego i większego kalibru celebrytów. Blogerki modowe i jutuberzy, chłopcy w butach na obcasach i z kopertówkami (serio!) i w ogóle - niezłe zoo.

Bo wiadomo, w pokazie nie chodzi o ubrania, ale o to, że można się pokazać, popozować do zdjęć, a na koniec wypić darmową wódkę. Stoją więc karnie, dość długo, więc musi być, że zdeterminowani, i gęsiego wychodzą "na ściankę”. Przy okazji, chciałabym wszystkim paniom oglądającym zdjęcia innych pań w kolorowych magazynach i przejmujących się, że na przykład pani jakaś aktorka z serialu o domu na wsi albo nie wiem, o miłości czy o czymś takim, (teraz improwizuję, nie oglądam polskich seriali, więc nie wiem o czym są), jest taka szczupła powiedzieć jedno: większość celebrytek to z metra cięte babki. Stąd też zerocentryzm (od "size zero”) w popkulturze. A to nie sztuka nosić rozmiar 34 jak się jest wzrostu siedzącego psa, więc nie stresujcie się.

Ale wracając do tematu: szwendamy się popijając wodę, celebryci i blogerzy robią sobie foty, do pokazu, programowo, już tylko dziesięć minut. Programowo, hahaha, haha. Wtem bowiem pada z głośników, że musimy niestety, drodzy państwo, poczekać na ważnych gości, którzy lekko spóźnieni. No dobra, siadamy na swoich miejscach, czekamy. Hala duża, a ludzi było tylko cztery razy więcej niż krzeseł, więc komfortowe warunki. Jedyne 20 minut po planowanym starcie zjawiają się rzeczeni goście. Sądząc z ilości fleszy i ogólnego oszalenia fotografów, obstawiam, że Anja Rubik i Dżoana Krupa, ale na pewno nie wiem, bo nie chciało mi się wstawać, żeby popatrzeć kto zacz. Ktokolwiek to był, w końcu przyszedł i pokaz mógł się zacząć.

Jedyne oponki w towarzystwieJedyne oponki w towarzystwie

Pokaz jak pokaz - jak chcecie obejrzeć, to jest w internecie dużo zdjęć i obszerna relacja. Z ubrań nie podobało mi się nic, poza jedną sukienką. Chyba, bo widziałam ją przez chwilę i od tyłu No i było dużo czerni, a czerń kocham, więc spoko. Estetyka harleyowo-wojskowo-woodstokowa w ogóle do mnie nie trafia, ale zapewne wielu ludzi urzeka. Na koniec wszyscy (modele i projektant) przeszli z odpalonymi zapalniczkami jak na koncercie, co moim zdaniem było trochę tandetne, ale może się czepiam i nie znam, bo widziałam, że w internecie piszą, że super. Fajna była instalacja z opon, jej użycie bardzo mi się spodobało, gdyż przypomniała mi o konieczności zmiany opon na zimowe. Może dlatego, że z jednej ktoś zapomniał zmazać "TP” (czyli "tył prawy”).

Tył zdecydowanie prawyTył zdecydowanie prawy

Po pokazie cały ten tłum rzucił się na darmową wódkę. Postał, poplotkował, popił, pojechał. W międzyczasie usłyszałam wiele kuriozalnych rozmów, kilka "O, stara, jutro nie idę do szkoły” padające z ust mocno wstawionych panienek i szlochy w kiblu "Agent powiedział mi, że jak raczę schudnąć, to może przyjmą mnie z powrotem”. Wrażenie generalne: był to bardziej bankiet z przerywnikiem w postaci chodzących tam i z powrotem modeli. Polski szołbiznes jest taki smutny.

Wegańskie mycieWegańskie mycie

P.S. Na wyjściu dostaliśmy niezmiernie praktyczne płócienne torby z kosmetykami Original Source, które są bardzo miłe w użytkowaniu, ładnie pachną i są, czego nie wiedziałam, wegańskie. Nie mogę zatem powiedzieć, ze nic z tego wyjścia nie wyniosłam :-)

Więcej o: