Lubię szybko i intensywnie. Jestem dziwadłem?

Zaraz mi powiesz, że owszem, strasznym. Bo przecież prawdziwa kobieta lubi (i ma prawo do!) trzygodzinnej gry wstępnej, a następnie godzinnego... hm... no... tartaku. Inaczej jest niedobrze, nieseksownie, słabo.

Wiem, to nie o to chodzi. Mamy szczęście żyć w czasach, w których jedynym wyznacznikiem "w porządku" w seksie jest świadoma zgoda obydwu stron. No i miło by było, gdyby zabawa była legalna. Ale mity nadal funkcjonują. Mity, typu: "rozmiar nie ma znaczenia" albo "liczy się wnętrze". Pozwólcie, że zabawię się mitem/tezą: "kobieta lubi długo i czule". Tak? Nie? Czasem?

Może nie do końca TO mam na myśli, ale coś w TYM jest:

Przecież nie mogę wypowiadać się w imieniu ogółu. Na pewno istnieje wiele (większość?) kobiet, które lubią być najpierw trzymane pół godziny za rękę, następnie porywane w muskularne ramiona i niesione (zwisając bezwolnie) do łoża, wysypanego płatkami róż. W tym łożu niosący zajmuje się odpowiednio: 40 minut ciałem od pasa wzwyż, 40 minut poniżej pasa, następnie godzina upojnego seksu właściwego. A potem wspólne fajerwerki, oczywiście.

I mam wrażenie - może to tylko moje wrażenie, może mi je skorygujecie? - że dama lubi jak wyżej. Damą trzeba się zająć, dopieścić, postarać się, poświęcić jej odpowiednio dużo czasu. A jak lubi być od wejścia, od progu, złapaną za włosy, przyciśniętą do ściany, z ręką pod sukienką, z palcami w majtkach, bez wstępów i dyskusji? Jeżeli lubi szybko, mocno, intensywnie, ba, brutalnie nawet? Pewnie coś z nią nie tak i w ogóle tania zdzira, oraz to na niechybnie kompleksy. Kobietę trzeba uszanować i koniec. I mniejsza, że wieszcz twierdził, iż nie można bardziej obrazić kobiety, niż uszanowując ją wbrew jej woli. To było dawno i nieprawda.

"Szybko" wydaje się być tu słowem kluczowym. I chyba się utarło, że to zły klucz i nie pasuje do zamka. No jak to, przecież mężczyzna musi wytrzymać w nieskończoność. W przód i w tył i bez końca i godzinami, albo chociaż kwadransami. Ale serio, tylko mnie pochlebia facet napalony do nieprzytomności, chory z niecierpliwości, chcący już, teraz zaraz? Tylko na mnie działa jak mega afrodyzjak, zmiękcza kolana i powoduje rozkoszny odlot fakt, że mężczyzna, który mnie właśnie pieprzy - kompletnie się nie kontroluje? Albo ledwo - ledwo? Że się zatraca, odpływa, traci cały chłód, dystans i łamie wszystkie dane sobie obietnice? Nieprzytomnie mnie kręci, kiedy na sam mój widok nie może utrzymać rąk przy sobie, a innych części ciała w ryzach. Kiedy walczy ze sobą i ze mną i kiedy wygrywa pożądanie, bo nie może się hamować ani sekundy dłużej. Zrobię wszystko, żeby go złamać, pozbawić hamulców, kontroli i panowania nad sobą.

Zrób mi to teraz, zaraz, w drzwiach, przy ścianie, na parapecie, w przymierzalni, windzie, korytarzu. Życie jest zajebiście krótkie i nie chce mi się czekać na odpowiedni moment, na to, kiedy wypada i kiedy można, a twoje biurko wygląda bardzo zachęcająco. Lubię świeżą pościel, ładne pokoje i niczym nie zakłócony spokój, ale kiedy na ciebie patrzę, to nie mam nic przeciwko schodom przeciwpożarowym, zapleczu sklepu, czy ciemnej bramie. Innym razem zrobimy to powoli i z ceremoniami, ok?

Chcę cię już, teraz, zaraz. Bez wstępów, bez preludium, bez półgodzinnych reklam przed seansem. Nie muszę sobie robić na ciebie apetytu, chcę tak bardzo, że odbiera mi to rozum, poczucie rzeczywistości i czyni niezdolną do kalkulacji. Chcę patrzeć, jak w parę minut totalnie się zatracasz, kompletnie odjeżdżasz, twój mózg ogranicza się do tego, co masz między nogami -  i wiedzieć, że to ja sprawiłam.

A Ty? Co lubisz?

Więcej o: