Szalony Kapelusznik, Matka Polka i Jednokomórkowiec. Znienawidzone typy kierowców

Jest niedziela, nad Polską zapanował ostatnio Ksawery (na moje oko to zwykły grudzień, ale co ja się będę kłóciła) i zbliżają się święta. To najlepszy czas do odkrywania (niechętnego), kto na polskiej drodze jest kierowcą, a kto posiadaczem prawa jazdy.

Już kilka razy miałyśmy pomysł żeby napisać coś więcej o prowadzeniu samochodu na polskich drogach, ale pomysł duszony był zazwyczaj w zarodku, bo niegrzecznie jest epatować wulgaryzmami. Aktualnie nastąpiła jednak kumulacja zdarzeń, skutkująca także naporem rozmaitych wrażeń, które za przyjemne uznać trudno. Bo prawda jest taka, że jak ktoś się boi i nie umie, to jeździć w pewnych warunkach nie powinien. Tak, wiem - uczyć się trzeba, ale może niekoniecznie kosztem innych. A wiecie, jak jest - najczęściej to za cudze błędy się płaci. Podsumujmy sobie więc kolejny rok, w którym próbowałyśmy przetrwać na drogach.

Oczywiście cały ten wywód (choć to chyba zbyt wielkie słowo, ot, kilka smuteczków) należałoby zacząć od znalezienia winnych. Są to być może ci, których dziełem życia jest beznadziejna infrastruktura - idiotycznie ustawione światła, bezmyślnie zaplanowane remonty, a o paru przetargach na budowę dróg usilnie staram się zapomnieć.

Powróćmy zatem do naszych baranów, tym razem to wręcz dosłownie, bo poziom inteligencji niektórych kierowców zbliżony jest do tego, reprezentowanego przez skądinąd sympatyczne stworzonka. Koleżanki redakcyjne, przynajmniej te, które ujeżdżają konie mechaniczne, podobno zgadzają się ze mną, podały nawet kilka swoich ulubionych przykładów z życia. Zbierzmy to zatem w całość.

POGROMCA

Spieszymy się chyba wszyscy i ciągle, każda minuta jest oczywiście cenna, a najbardziej taka w korku. Zwłaszcza w takim, który wynika z nagłego i nieoczekiwanego zwężenia jezdni. W cywilizowanych społeczeństwach (serio, widziałam, to istnieje) nie tylko jedzie się na suwaczek, ale często natychmiast ustawia znaki, sugerujące mocno taką właśnie jazdę. U nas zwężenie jezdni to jednak sygnał do walki. Bo nie ma pewnie nic przyjemniejszego, niż pokonanie tego biedaka, który kilometr wcześniej, nieświadomy zagrożenia, wybrał niewłaściwy pas. Bohater przejezdnego pasa będzie zatem trzymał się zderzaka samochodu jadącego przed nim, żeby tylko nie wykiwał go jakiś chytry frajer. On się przecież spieszy.

Jeżeli widzisz za swoimi plecami takiego bohatera - uważaj. Nie tylko trzyma się twojego zderzaka jak przyklejony, ale gdy tylko próbujesz zachować się kulturalnie i wpuścić kogoś przed siebie, bohater oprze się o klakson i tak będzie siedział. W bonusie zdarza się wygrażanie i środkowy paluszek, doskonale widoczny w lusterku wstecznym. Zobaczyłam ostatnio taki paluszek - uprzejmie wpuściłam zatem jeszcze dwa samochody.

Stojąc w zwyczajnym korku, Pogromca nie wpuści nikogo z drogi podporządkowanej. Jeśli ktoś desperacko spróbuje wyjechać, Pogromca natychmiast przyspieszy (oparty o klakson) i zatrzyma się centymetr od cudzego zderzaka.

Na stacji benzynowej nie możesz się wahać w wyborze dystrybutora. Pogromca wykorzysta tę okazję. Wyprzedzi oczywiście z prawej strony.

JEDNOKOMÓRKOWIEC

Nie ukrywam, że znam ludzi, którzy potrafią prowadzić samochód, jednocześnie rozmawiając przez komórkę. Dodajmy - mało takich znam, większą grupą jest ta, której się tylko tak wydaje. Do moich ulubieńców należy ostatnio napotkany pan - zauważyłam, że kierowca jadący kawałek przede mną zachowuje się nieco dziwnie. Ma problem z trafieniem w pas, jedzie (można było 80km/h) na oko trzydziestką, powiedzmy że bardziej lewym pasem. Minęłam go dość spiesznie - oczywiście przy uchu komóreczka. Dogonił mnie jak stałam na czerwonym, on nie stanął. Był najwyraźniej zbyt skupiony na rozmowie.

Pamietacie tę kampanię?'Nie rozmawiaj z nim, gdy prowadzi'. Pamiętacie tę kampanię?

Istnieje też typ jednokomórkowca, który do trzymania telefonu nie używa ręki, ale przytrzymuje go sobie między uchem a ramieniem. Zapewnia mu to ciekawy sposób widzenia świata, intrygująco wpływający na manewrowanie.

Jednokomórkowcy nie kontrolują ani prędkości, ani pasa, ani tego, co dzieje się wokół nich. Byłoby naprawdę fajnie, gdyby ludzie znali swoje intelektualne ograniczenia i koncentrowali się na jednej czynności, skoro kilka na raz ich przerasta. Problem jednakże w tym, że często to już samo prowadzenie samochodu jest tak wyczerpujące, że na myślenie nie wystarcza siły. Dorzućmy do tego komórkę i mamy kolejnego kandydata do Nagrody Darwina.

WPYCHACZ

Ksawery (grudzień) przyniósł nam ostatnio solidne oblodzenie dróg, ludzie kompletnie zgłupieli na widok białego puchu - zima potrafi zaskoczyć. Część kierowców nadal jeździ na letnich oponach - tak, tu pojawia się okazja do pokłócenia się na temat wartości zmiany opon - ogólnie trzeba było uważać. Co bardziej myślący kierowcy zachowywali zatem to, co powszechnie nazywa się "bezpieczną odległością". Niestety - to nie jest żadna bezpieczna odległość, tylko zaproszenie dla idiotów. Bo zawsze znajdzie się taki, który MUSI wjechać w przestrzeń między dwoma samochodami, szczelnie ją wypełniając. Najgorsi są jednak ci, którzy pchają się na chama, trąbiąc i obszczekując bogu ducha winnych sąsiadów. Pomijam już, jak niebezpiecznie jest trąbienie na zdenerwowanego już chyba dostatecznie kierowcę. Efekt widziałam ostatnio - obtrąbiony zahamował gwałtownie, trąbiący wjechał mu w zadek. Nie będę ukrywać, że poczułam wypasione schadenfreude, bo uszkodzenia w samochodzie buca okazały się znaczne - obtrąbiony wyszedł prawie bez szwanku.

No i ciekawe, kto jeszcze pamięta, gdzie i kiedy wolno używać klaksonu. I co to jest droga hamowania.

SZALONY KAPELUSZNIK

Przypadek raczej weekendowy, zwykle jedzie nówką-sztuką, rocznik czarnej tablicy rejestracyjnej. Znak szczególny - kapelusz. I błagam, nie mówcie mi, że to mit. Bo ja ostatnio liczę. I to liczenie mi jednak potwierdza teorię. Kapelusznik na ogół posiada żonę, która siedzi koło niego z rozłożonym planem miasta stołecznego (zasłaniającym mu połowę widoku) i wysoki poziom stresu. Niezależnie od sytuacji na drodze, kapelusznik jechać będzie lewym pasem, bo za kilka kilometrów to właśnie w lewo skręcać będzie. Nie mam pojęcia, dlaczego oni nigdy nie skręcają w prawo. Kapelusznik ma także tendencję do nagłej i niekontrolowanej zmiany pasa - bez baczenia na to, czy ktoś owym sąsiednim pasem jedzie. Trudno zresztą mieć baczenie bez wzroku Supermana - patrz: plan miasta i żona. Kierunkowskazów nie używa. To zbytek. Cechą szczególną jest też nagłe hamowanie bez powodu (być może kapelusz znienacka spada na oczy).

Przydałoby się...'Naucz się parkować, dupku'. Przydałoby się mieć polską wersję...

Manewrowanie samochodem na parkingu często przerasta jego możliwości, ponieważ kapelusz przesłania mu widzenie, często nie dostrzega oznaczeń miejsc dla niepełnosprawnych.

PANIENKA Z OKIENKA

O panienkach, które kunsztowny maquillage wykonują w samochodzie napisano już tomy całe. To ja się nie będę powtarzać, dodam tylko, że ciekawym zdaje mi się fakt, iż lusterko wsteczne służy im tylko do makijażu, do patrzenia w nie na drodze już nie bardzo. Panienki niechże i się malują, fajnie byłoby jednak, gdyby uprzejme były odnotować na przykład zmianę świateł. I ruszyć. Połowa wygląda na zdolne do fachowej obsługi drążka. Dodajmy jednak, że nie jest to domena wyłącznie panienek, z tym całym ruszaniem to w ogóle jest problem. Znalezienie jedynki przypomina w wykonaniu niektórych poszukiwania zaginionych skarbów - jest uparte, a nieskuteczne. Ale ja się oczywiście nie znam, ja mam skrzynię dla małpy.

Czasem warto się zastanowićNie prowadź bezmyślnie...

Panienka z okienka prowadzi często w butach na niebotycznych obcasach. Ma zatem ograniczoną zdolność do używania pedałów. Lubię też obserwować Panienki z Okienek na stacjach benzynowych - to duża dawka mindfucków.

Jestem też przekonana, że to przez Panienki z Okienek któraś z galerii handlowych wymyśliła sobie parking tylko dla kobiet - miały tam być szersze miejsca, moim zdaniem powinny się tam także znaleźć okrętowe odbijacze.

MATKA POLKA

Matki Polki to przerażająca grupa. Są bowiem skoncentrowane na wszystkim, tylko nie na drodze. Co więcej, często na tę drogę nawet nie patrzą - są zbyt zaabsorbowane tym, co dzieje się na tylnym siedzeniu. Tym większy podziw żywię dla tych, które są w stanie wyłączyć się na chwilę z bycia matką i przełączyć się na bycie kierowcą. Na szczęście nadal jest ich sporo, nieszczęśliwie - nadal za mało.

Zacznę od mojego ulubionego przykładu pani, która wioząc w samochodzie trójkę dzieci, kroiła dziatkom chlebek. Kroiła zresztą dość spektakularnie, bo trzymała bochen przy piersi swej łabędziej i centralnie wbijała w niego nóż. A potem "na okrętkę". Następnie (poruszając się nadal do przodu), odwracała do dzieci siedzących z tyłu, wpychając im kromki do paszczęk. Dwa razy udało jej się zaliczyć krawężnik, raz nie zatrzymała się przed tramwajowym przystankiem ulicznym - chyba wiecie, o jaki mi chodzi. Ale co tam, dziateczki nakarmione. Rozumiem, że czasem jazda z dzieckiem to mordęga, rozproszenie, a nadal upierdliwa konieczność. Ale kompletny brak skoncentrowania się na drodze, wieczne patrzenie nie tam, gdzie się w samochodzie patrzeć powinno - zgroza.

Z pozycji obserwatora wygląda to zazwyczaj tak - nagłe hamowanie do dwudziestki na lewym pasie, lawirowanie między pasami (niezbyt kontrolowane), nagłe zatrzymywanie się, brak lekceważenie (nieświadome) świateł - głównie czerwonego. Ponieważ MP nie jest skoncentrowana na żadnych istotnych elementach prowadzenia samochodu, nie zwraca często uwagi na mylne stosowanie kierunkowskazów. Ponieważ obserwuje głównie dzieci, często zauważa "swoją" ulicę w ostatniej chwili i z prawego pasa skręca w lewo. Co gorsza, bardzo często nie ma czasu zauważyć, że pasem, na który zjeżdża, jedzie już inny samochód. W ciągu ostatnich trzech miesięcy zaliczyłam 14 takich przypadków. Dużo czy mało?

Maciej rysuje: w punktMaciej rysuje: w punkt

Każdy (sam dla siebie) jest najlepszym kierowcą świata. Niech sobie panna ryzykuje. Ale narażanie dziecka na niebezpieczeństwo? Powiedziałabym co prawda coś o Nagrodach Darwina i ich podwalinach, ale zaraz mnie ktoś pożre. Ale coraz częściej widzę w nich sens. Wnioski mam krótkie: nie jesteś w stanie panować nad samochodem - siedź w domu. A jeśli chodzi o fantastyczne nalepki "Baby on board", to moje zdanie wyraził już George Carlin (polecam): "The three most puke-inducing words that man has yet come up with" [Trzy najbardziej rzygliwe słowa, wymyślone przez człowieka].

Wyznawczynią teorii o odpuszczaniu takim paniom jest też vlogerka - Magda. Podobno ten linkowany film jest zabawny i ironiczny. Ja uważam, że jest szkodliwy - na szczęście tylko wtedy, gdy ktoś wytrzyma do końca (to trudne). Oszczędzę wam:

Jeśli widzicie, że jakieś auto przed wami głupio zajeżdża wam drogę, albo jedzie wężykiem, albo zatrzymuje się i rusza, zatrzymuje się i rusza bezustannie, to zanim tego kierowcę w aucie obtrąbicie, zanim pomyślicie że ktoś jest pijany, zanim przejeżdżając obok postukacie się w głowę i pomyślicie, że no wiadomo, baba, to sprawdźcie, czy ta baba nie wiezie dzieci, a tym samym nie zdaje egzaminu do cyrku.

A konkluzja jest taka, że ja mogę uważać na takie okazy, niestety - niestety one nadal są niebezpieczne dla innych. I dla siebie.

CHAM SZYBKI I WŚCIEKŁY

Na ulicy osiedlowej testuje przyspieszenie swojego wózeczka - rocznik i marka nie są ważne. Król szos pojedzie wszystkim i wszędzie. Nie dla niego stanie w korku, dla niego przewidziano buspas lub pas zieleni. Jeśli do skrętu jest kolejka, dojedzie na jej czoło i będzie udawał zagubionego debila. Ponieważ to zwykle już nie działa - potem będzie po prostu sobą. Wepchnie się wszędzie w możliwie brutalny sposób. Zjedzie tuż przed ciebie na pustej trzypasmówce - bo tak. Rozpędza się na maksa, przed fotoradarem wyhamuje do dwudziestu.

Prawda?Król szos nie może zachować spokoju. Prawda?

Nie próbuj go wyprzedzać - zawsze doda gazu. Możesz być pewny, że jeżeli zrezygnujesz z nieśmiałych prób - natychmiast zwolni. Sam wyprzedza na trzeciego, często używając klaksonu. Światła w nocy są mu do niczego niepotrzebne, poza tym żarówki się szybko zużywają. On widzi doskonale, tak jak i doskonale prowadzi. Cechą charakterystyczną jest także rzucanie wzrokiem wyzwań innym kierowcom na światłach. Pozwól mu wygrać, nawet jeżeli musisz poudawać, że nie możesz znaleźć jedynki. Inaczej dogoni cię, wjedzie przed ciebie i za(c)hamuje.

Z premedytacją pominęłam początkujących kierowców, bo łatwo ich pomylić z już wymienionymi. Poza tym to, jak, kiedy i na jakich zasadach powinni oni jeździć, to już sprawa wielce dyskusyjna. Jeszcze jakieś typy? Co was najbardziej denerwuje na drodze?

Więcej o: