Jestem cyborgiem, czy leniem? Do wszystkich, którzy myślą, że robią za mało

Jesteś cyborgiem i masz podzielną uwagę - powiedziała do mnie Miss Olgu, przy okazji rozmowy na zupełnie inny temat. A ja zdziwiłam się bardzo i szczerze. Mając bowiem wrodzoną i nieuleczalną skłonność do kokieterii - całkiem serio i bez krygowania uważam się za paskudnego lenia i marnowacza czasu.

- Ale że co? - zapytałam, z właściwą sobie inteligencją.
- No bo wiesz, masz dwie prace, dwójkę dzieci i robisz coś w domu, piszesz tyle na fb, oglądasz seriale - wyłożyła mi Miss Olgu.
- Aha - odpowiedziałam, z właściwą sobie błyskotliwością.

I zadumałam się poważnie nad tematem. Wiem, jest wiele ważniejszych i ciekawszych tematów, niż Moja Interesująca Osobowość. Podciągnijmy to jednak pod grudniowy temat Focha - egoizm. I naprawdę jestem ciekawa, ilu ludzi uważa, że się obija, podczas kiedy społeczeństwo postrzega ich jako nieustraszonych przodowników pracy, Wincentych Pstrowskich nowej ery, ewentualnie frajerów, zasuwających bez umiaru?

- Oczywiście, że jesteś cyborgiem. Lepisz pierogi, robisz gołąbki, masz dwie prace, wychowujesz bliźniaki, czytasz pięć książek na raz, wychodzisz do ludzi, biegasz regularnie i dbasz o dom - rzekła mi kolejna, przeindagowana na okoliczność tytułowego tematu ofiara.

No to nie wiem, rozprawmy się z tymi mitami.

1. Owszem, mam dwie prace. Wynika to z prostego błędu - jestem zachłanna na kasę, a przy jednej pracy zostawało mi - jak sądziłam -  zdumiewająco dużo wolnego czasu. Nie wzięłam jednak pod uwagę, że gros tego wolnego spędzam na kompulsywnej prokrastynacji, której nie potrafię się wyzbyć. Snuję się, myślę, kombinuję, zabieram się do tematu osiem razy i porzucam go w rozpaczy. Da capo al fine.

2. A co może robić osoba prokrastynująca? Och, na przykład lepić pierogi. Mielić mięso na gołąbki. Produkować niedźwiedzia. Parować dziecięce skarpetki. Układać dziecięce zabawki tematami. Wieszać malutkie sukienki, czyścić malutkie buciki, starannie składać małe t-shirty z Zygzakiem. Tropić po całym mieszkaniu puzzle, które wyszły z pudełka i w całej swojej stukrotności - rozproszyły się po mieszkaniu. Szorować piekarnik. I wewnętrzną stronę drzwiczek szafek. Wobec nieuchronności dedlajnu - pracować po nocy, następnego dnia być nieżywą, szarą na twarzy i nieprzytomną. Nie polecam.

3. Czytam książki? No, różnie to bywa. Owszem, mam aktualnie czytaną książkę w każdym pomieszczeniu, przy wannie, przy łóżku, w kuchni, na kanapie, na szafce z butami. Co pozwala mi nadal mijać się z triumfalnym: "Ooo, bliźniaki, możesz zapomnieć o czytaniu, hahahahah"? Oczywiście, audiobooki. Zawsze, kiedy mam zajęte ręce, lecz nie mózg. Zawsze, kiedy muszę odciąć się od odgłosów bitwy morskiej w pokoju dziecinnym. Zawsze, kiedy nie chce mi się z nikim gadać. Zawsze.

Co mam dziś do zrobienia? Och, wszystko? To może poleżę. Co mam dziś do zrobienia? Och, wszystko? To może poleżę.

4. Wychowuję bliźniaki? Błagam, równolatki uczęszczające do placówki edukacyjnej i zaopatrzone w domu w zabawki, książki, gry i farby - wychowują się same. Nie zmienia to faktu, że jestem fatalną matką, bo w zwykłe popołudnie ograniczam się do czytania im na głos. Na "Mamooo, pobaw się ze mną w rekina" odpowiadam niewzruszenie (z piekarnika, znad pierogów, znad siedemnastej sceny, znad przeglądu tygodnia): "Pobaw się z bratem/siostrą, po to go/ją masz". Wiem, naprawdę wiem, nie musicie pisać, jak bardzo mnie potępiacie. Wiem.

5. Czy biegam regularnie - to sprawa mocno dyskusyjna. Według mnie - za mało regularnie. Ale uwierzcie, też byście biegali, gdybyście w ciągu trzech miesięcy przytyli 12 kg. A po opanowaniu choroby tak mi już zostało. Endorfiny uzależniają.

Niekoniecznie. Niekoniecznie.

6. Też uważam, że dbam o dom. Na pewno ktoś ma brudniejsze okna i z pewnością pajęczyna pod sufitem w schowku zdarza się najlepszym!

Nie jestem cyborgiem. Jestem leniem, który przez pół dnia nosi się z planowanym tekstem/odcinkiem, a potem pisze go po nocy. Jestem fatalną matką, która nie dba o dzieci. Jestem kiepską panią domu, naprawdę tam była pajęczyna na kawałku skośnego sufitu! Zbyt rzadko czyszczę piekarnik, nie ścielę łóżka na kant i skarpetki paruję raz w tygodniu. Ludzie są żywi, czynni, kreatywni, uczęszczają na wydarzenia kulturalne, lub wręcz je produkują, wyjeżdżają na koniec świata z dzieckiem w plecaku i robią pociechom własnoręczne wycinanki i łódki klejone z papieru. Ja miewam spazmy kulinarne, porządkowe, wychowawcze. Miewam, nie mam.

Nie mam podzielnej uwagi. Szybko się nudzę. Dlatego przerywam sobie samej co dziesięć minut, porzucam układanie ręczników dla serialu, serial dla poprawek tekstu, poprawki dla przyrządzenia szczeniakom niezdrowego podwieczorku, kuchnię dla łazienki, sen dla polemiki online, układanie książek wedle nazwiska autora dla oglądania odcinka, który napisałam rok temu, odcinek dla nerwowego "idę pobiegać, bo mnie szlag trafi", po powrocie z biegania rzucam się na fejsa, bo a nuż ktoś tam napisał COŚ ISTOTNEGO.

Stepfordzka żona by to ogarnęła. Stepfordzka żona by to ogarnęła.

Chciałabym mieć idealnie czyste okna, jak rok długi i szeroki, męskie koszulki w szafie układać w schludną kostkę i kiedy przywlokę dzieci z przedszkola - podawać im solidny, trójdaniowy obiad. Z kompotem. Chciałabym, zamiast gryźć paznokcie w rozpaczliwej tęsknocie za Weną - pomykać po mieszkaniu w szpilkach i zawsze z idealnym manicure i perfekcyjną fryzurą. Chciałabym wstawać o szóstej i codziennie biegać. Chciałabym rano pleść córce do przedszkola skomplikowane warkocze, zamiast w pośpiechu prokurować koński ogon, a synkowi podawać t-shirt ze starannie zaprasowanymi rękawkami. Chciałabym mieć trzecią pracę, bo czasy takie niepewne. Chciałabym podpisywać to, co ugotowałam i zamroziłam, bo rozpoznaję tylko rosół w transparentnych pojemnikach, pieczoną szynkę (po kształcie bryły z folii aluminiowej), a paszteciki z ciasta drożdżowego, z nadzieniem grzybowo - kapuścianym odróżniam miłością, bo mogłabym zjeść je wszystkie sama, w godzinę.

Chciałabym być sprawniejsza, lepiej poukładana i robić więcej. Zamiast tego nakrywam się kołdrą aż po uszy i robię sobie okład z kota na czoło. Bo nie nadążam i to wyłącznie moja wina.

Myślisz, że się lenisz? Sprawdź, może jest ktoś, kto uważa, że wyrabiasz normę po trzykroć. To nie pomaga na zawsze i niczego nie rozwiązuje. Ale przez chwilę czujesz się lepiej. Naprawdę.

Więcej o: