Niezła jazda z BlaBlaCar - o podróżach, które przynoszą oszczędności i nowe znajomości

Wybierasz się gdzieś, ale nie masz samochodu, a nie masz ochoty płacić jak za zboże za bilet na przepełniony pociąg? A może właśnie masz auto, ale drżysz na myśl, ile będzie cię kosztować samotna podróż z Krakowa do Szczecina? Z myślą o tobie powstał serwis BlaBlaCar.pl. Jak to działa wyjaśniają Michał Pawelec (współzarządzający polską częścią serwisu BlaBlaCar) i Maja Baczyńska (użytkowniczka, współpracuje z BlaBlaCar).

Jak sobie przypomnę szalone podróże autostopem, które praktykowałam - na krótkich trasach i „dawno temu i nieprawda”- to robi mi się słabo na myśl o własnej bezmyślności... Czy BlaBlaCar powstał właśnie z potrzeby zapewnienia bezpieczeństwa podróżnikom?

Michał Pawelec: Pomysł, żeby kierowcy wykorzystywali wolne miejsca w swoich samochodach nie jest nowy. Gdy stoimy w korku na trasach wjazdowych do dużych miast i widzimy dziesiątki aut, w których jest tylko kierowca, to nieuchronnie nam się pojawia myśl, by to rozwiązać w taki sposób. Ale jak to zrobić, by ci wszyscy, którzy uważają, że łączenie podróżnych jest świetną ideą - spotkali się i wspólnie podróżowali? Tu się pojawia pytanie, czym się różni autostop od wspólnych przejazdów. Autostop był, czy jest, bo niektórzy twierdzą, że się teraz bardzo odradza i wcale się nie skończył - spontaniczny, co dla niektórych - poszukujących przygód, osób o wolnym sposobie bycie - jest zaletą. Wspólne przejazdy są zaplanowane. Czyli lepiej zorganizowane. To przemawia do większej ilości ludzi. Autostop co do zasady był darmowy, nie wypadało, by kierowca chciał pieniędzy od pasażerów. Zasadą wspólnych przejazdów jest dzielenie się kosztami. Kierowca określa cenę, która nie może jednak przekraczać kosztu, który generuje.

Autostop był także anonimowy, co powodowało, że obie strony mogły mieć z tym problem. A wspólne przejazdy anonimowe nie są. A to powoduje, że ludzie zachowują się odpowiedzialnie, bo wiedzą, że będą oceniani.

Ale przecież w Internecie można tak łatwo oszukać. Podać się za Olę21, a być Zdzichem54. Do jakiego stopnia wasza weryfikacja pozwala wierzyć, że nie ma ściemniania?

Michał: W przypadku usługi jak nasza, która online aranżuje spotkania w realu - oszustwa mają krótkie nogi. Jeżeli widzę profil osoby, z którą umawiam się na podróż, a na miejsce spotkania przychodzi ktoś inny, to wiem, że coś jest nie tak. Gdyby coś takiego się działo, wbrew jasnym zasadom zapisanym w regulaminie - to my reagujemy i usuwamy taką osobę. Ale poprzez system ocen, które sobie wystawiamy, następuje najważniejsza weryfikacja: społecznościowa. To jest kluczowe. Dlatego sugerujemy użytkownikom, by zgłaszać się do osób, które już są zweryfikowane. Taka weryfikacja znana jest m.in. z serwisów aukcyjnych.

 

Nie dość, że samotnie, to jeszcze drogo...Nie dość, że samotnie, to jeszcze drogo...

 

A ja będę wymyślać złe scenariusze. Ludzie jechali razem, wszystko ogólnie było ok, ale podczas podróży pokłócili się np. o politykę. I oceny są złośliwie negatywne, mimo że nic niewłaściwego się nie stało. Czy od tego można się odwoływać?

Michał: Reputacja, którą budują użytkownicy to jest pewna wartość. Jeśli mam dobre oceny, tym chętniej zgłaszają się do mnie pasażerowie. Można się do oceny odnieść. Kierowca może wyjaśnić, co zaszło: że może różniliśmy się w poglądach, ale to, co do czego się umówiliśmy - spełniłem. Jeśli to nie zadziała, jesteśmy jeszcze my - zespół wsparcia użytkowników, pracujący 24h na dobę. W takich sytuacjach reagujemy.

Zdałam sobie sprawę, że może ulegam stereotypowi - że to kierowca ma niecne cele. Ale przecież i pasażerowie mogą być nie w porządku.

Michał: Pasażerowie też są oceniani. Przypominamy kierowcom - jeśli oni ocenią, na pewno też dostają ocenę. Oceny są z reguły wzajemne. Jeśli zgłasza się do mnie pasażer, to ja też widzę jego oceny i aktywności. Pasażerowie również budują swoją reputację. Gdy zgłasza się do mnie pasażer, też widzę, ile odbył przejazdów, ile ma gwiazdek.

Ja będę wciąż wrednie sceptyczna i zachowawcza. Nie jeździłam, nie wiem, ale potrzebuję pewności, że będę bezpieczna.

Maja Baczyńska: Ja też miałam pierwszy raz z BlaBlaCarem, ale nie miałam z tym problemu. Jechałam też z kierowcami-mężczyznami, którzy nie mieli żadnych ocen. Ale pasowała mi godzina i trasa, więc się nie zastanawiałam. Zresztą jeździłam też jako kierowca i też na początku nie miałam ocen.

Macie też system, by nie jechać np. z wilczurem i paczką papierosów.

Maja: Ale można też właśnie chcieć jechać z wilczurem! Tak też się da.

I ofert jest tyle, że rzeczywiście jest możliwość przebierania?

Michał: Jak się spojrzy na najczęściej wybierane trasy: Warszawa-Gdańsk, Warszawa-Lublin, Warszawa-Kraków, to widać, że w środę, czwartek najlepiej zerknąć, bo kierowcy najczęściej dodają oferty dzień czy dwa przed podróżą. Przejazdów jest 150-200. Mnożąc przez trzy wolne miejsca, to jest ponad 500 wolnych miejsc. Bardzo często godziny wyjazdów się pokrywają, na najpopularniejszych trasach jest tak, że mogę wybierać z wielu ofert: palący lub nie, jadący z psem lub gotowi zabrać pasażera z psem, bla lub blablabla - czyli stopień rozmowności.

Proste zasady, przyjemna jazdaProste zasady, przyjemna jazda

Mój sceptycyzm jest wyniesiony z domu - jak jechałam na wakacje ze znajomymi, rodzice zawsze chcieli wiedzieć jakim samochodem jedziemy, czy miał przegląd, kto prowadzi - żeby ocenić czy będzie bezpiecznie.

Michał: Mamy regulamin, mamy kartę zasad wspólnych przejazdów, której muszą przestrzegać wszyscy użytkownicy. W regulaminie jest mowa o tym, że auto musi być sprawne, ubezpieczone, po przeglądzie. Pasażer może zawsze wylegitymować kierowcę.

Ale jak chcę mieć fajne blablabla, to nie wypada tak na wejściu podważać wiarygodności kierowcy...

Michał: Wiemy, że w praktyce ludzie tego nie robią, bo przecież z zasady trzeba mieć przegląd, prawo jazdy i nikt nie chce jeździć niesprawnym autem. Trzeba sobie zaufać, ale jak ktoś chce dopytać, ma do tego prawo. Nasz regulamin to reguluje, dbamy o to jako serwis. Ale użytkownicy radzą sobie sami - chcą dopytać, zawsze mogą.

Maja: Tu się sprawdzają te oceny, bo jak ktoś jest sceptyczny i ma wątpliwości, może sobie wybrać kierowcę, który ma dużo ocen i widać, że jest wiarygodny.

Michał: Wszystkie te informacje, które są w serwisie - te z profilu, zdjęcie auta i oceny - to wszystko ma powodować, że czujemy, że choć trochę tę osobę znamy. Dzięki temu czujemy się bezpieczniej.

Maja: Co ważne, część osób ma konto połączone z Facebookiem, widać więc kim jest, kogo zna. Łatwiej się jest do tego przekonać, bo widzimy tę osobę w jego środowisku. Ja wielokrotnie podróżowałam z nieznajomymi, zanim zaczęłam jeździć z BlaBlaCarem jeździłam przez grupy na Facebooku. Nigdy nie miałam żadnych nieprzyjemnych przygód.

A zdarzyło się w historii serwisu coś problematycznego, jakieś oszustwo grubymi nićmi szyte?

Michał: Nie zdarzyło się. Ryzyko wystąpienia nieprzyjemnej sytuacji jest takie, jak przy każdym innym środku transportu. Nie mieliśmy też na szczęście żadnych wypadków. Jeżeli chodzi o oceny dotyczące przejazdów i użytkowników to 98% z nich jest pozytywna. Jedyne nieprzyjemne sytuacje, to gdy ktoś się umówił i nie stawił na miejsce, więc kierowca stracił szansę zabrania pasażerów. I dbamy o to, by komentarze o takich zdarzeniach się pojawiały, bo zależy nam na tworzeniu wiarygodnej reputacji użytkowników.

W kupie raźniej i taniejW kupie raźniej i taniej

 

A jak wygląda kwestia finansów?

Michał: Płatność odbywa się w rzeczywistości, gotówką. Więc jeśli przyjdziemy na miejsce i rozsądek nam podpowiada, że coś jest nie tak, nie płacimy, nie jedziemy. Ale to się raczej nie zdarza.

Jaki jest przedział wiekowy użytkowników?

Michał: Pomiędzy 25 a 40 lat - to grupa dominująca. Doświadczenia z innych krajów pokazują, że początkowo korzystają ludzie raczej młodsi, przed trzydziestką, a potem średnia wieku rośnie. Bo wszyscy dookoła się szybko orientują, że to działa. Ktoś usłyszy od syna, że to działa i też chce spróbować. Młodsi są bardziej otwarci. Poza tym szukają oszczędności. Feedback mamy taki: początkowo ludzie są sceptyczni, a potem, gdy spróbowali - bardzo polubili i zaczęli korzystać częściej.

A co z gadatliwością użytkowników - z tym całym blablabla?

Michał: Wiadomo, że jazda przez kilka godzin z kimś obcym - to może wywoływać lekki stres społeczny. Jechanie autobusem, pociągiem - to naturalne, że możemy się odciąć. A tu, w samochodzie mamy mniejszą przestrzeń, trudno jest nie rozmawiać. Ten status, od którego wzięła się nazwa - bla czy blablabla - może trochę zabawny, ale ma pokazywać, że jeśli ktoś ma kłopot z nawiązywaniem więzi, ale chce skorzystać z opcji wspólnego przejazdu - może spróbować wybrać kierowcę, który nie jest rozmowny. Notabene spotkałem się ostatnio z sytuacją, gdy dziewczyna w komentarzu napisała do chłopaka, żeby zmienił status, bo nie jest wcale bla, jest bardzo komunikatywny.

Maja: Może się źle ocenił? A może to ona z niego wydobyła mistrza konwersacji? Ja miałam kiedyś taką sytuację: jechałam z mechanikiem, który mi sporo pomógł w kwestii kupna mojego samochodu, poszedł ze mną oglądać auta i doradził, co wybrać. A kiedy indziej dostałam nawet ofertę pracy!

Może powinniście zrobić na stronę zakładkę dla par skojarzonych przez wspólne przejazdy?

Michał: Niezły pomysł.

A co w kwestii bezpieczeństwa macie do zaoferowania płci pięknej - słyszałam o opcji dedykowanej tylko kobietom?

Maja: Jest opcja - można sobie ją zaznaczyć - żeby podróżować, jako kobieta tylko z kobietami.

Michał: Stworzyliśmy ją, bo wiemy, że niektóre kobiety mogą mieć takie obawy, ale co ciekawe - prawie z tego nie korzystają. Mamy w bazie 42% kobiet. Widzimy jednak, że wcale nie korzystają.

Macie bardzo przejrzystą stronę internetową, można w zasadzie wszystkiego się stamtąd dowiedzieć.

Michał: A dziękujemy, bardzo się staraliśmy, by tak było. Nie mamy reklam na stronie, wiem, że czytelnicy bardzo to doceniają. Można się dowiedzieć dokładnie jak to wszystko działa. Jak BlaBlaCar łączy kierowców z tymi, co potrzebują przejazdu. Podróżujący zyskują tanią alternatywę dla podróżowania. Szybszą niż pociąg, na ogół. I do tego sympatyczne towarzystwo.

A jak trasa jest bardzo mało oblegana, zdarza się, że ktoś daje cenę z czapy? Chce zwrotu za całe paliwo?

Michał: Nie można tak robić. Sposób określania ceny opiera się na modelu podziału kosztów. Jeśli jestem kierowcą i określam trasę, to muszę ją zaznaczyć na mapie. Wyliczają się kilometry i my podajemy sugerowaną cenę za miejsce na danej trasie. Uśredniony koszt przejazdu samochodu na danej trasie jest dzielony na trzy miejsca, bo z reguły tyle miejsc kierowcy mają. Czyli przykładowo: przejazd na trasie Warszawa-Gdańsk kosztuje ok. 120 zł. System podpowiada, by za miejsce wstawić cenę 40 zł, bo dzielimy cały koszt na trzy. Możemy ją trochę zmienić, uwzględniając np. to, że nasz samochód więcej pali, albo mamy tylko dwa miejsca, bo jedziemy z dziewczyną. Ale nie można podbić ceny bardziej niż o 50%. Założenie jest takie, że kierowcy na tym nie zarabiają. Chociażby dlatego, że pojawiłby się problem z podatkami. Tu nie ma dochodu.

Skoro mowa o zarabianiu. W serwisie nie ma reklam. To, przepraszam za wścibskie pytanie, ale z czego serwis żyje?

Michał: We Francji od dwóch lat funkcjonuje model booking online. Rezerwuje się miejsce i płaci się przez internet. I od tej transakcji pobierana jest od pasażera prowizja na poziomie ok. 10%. I to jest jedyny przychód BlaBlaCar. U nas też to zostanie wprowadzone, ale to kwestia miesięcy albo nawet roku czy dwóch lat. Na razie skupiamy się na budowaniu popularności serwisu.

Mogę pojechać np. z Warszawy do Madrytu?

Michał: Podróż z jednym kierowcą w dogodnym terminie pewnie będzie trudna. Ale dzięki temu, że to jest sieć, możemy pozlepiać trasę z kilku blablacarów. Pewnie łatwiej będzie znaleźć przejazd przykładowo z Warszawy do Monachium, z Monachium do Paryża i stamtąd już do Madrytu. Cała baza użytkowników blablacaru jest połączona. Jeśli ja dodaję przejazd Warszawa-Lublin, to on jest widoczny zarówno z francuskiego serwisu, jak i z angielskiego i włoskiego. Nie ma problemu, by dodawać trasy międzynarodowe.

Jak się kręci polski BlaBlaCar?

Michał: Serwis ruszył w październiku 2012 roku. W tej chwili w każdy weekend kierowcy oferują już ponad 10 000 wolnych miejsc na setkach tras. Ta sieć połączeń jest dużo gęstsza niż tradycyjne trasy - można dojechać do miejsc, do których koleje czy autobusy nie docierają.

Trochę mnie, bojaźliwą osobę, przekonaliście. Przyznaję, że, kto wie, może się skuszę...

Michał: Ja uważam, że nie ma się czego bać. Czasami mamy obawy trochę irracjonalne. My pokazujemy, że wcale nie jest tak, że ludzie sobie nie ufają. Dzięki BlaBlaCar odblokowujemy życzliwość, która jest w ludziach. To widać po komentarzach. Okazuje się, że ludzie potrafią być niezwykle uprzejmi. I to, przyznam, zaskoczyło mnie. Byłem trochę sceptyczny, czy w Polsce to zadziała. Przecież ludzie wilkiem na siebie patrzą... A to nieprawda!

Maja: Ludzie są otwarci, dużo bardziej niż sądzimy.

Czyli najgorsze co nas może spotkać to że ktoś będzie za dużo gadał?

Maja: W zasadzie tak!

Dziękuję za rozmowę!

Więcej o: