Subiektywny ranking najlepszych kosmetyków 2013 roku

To nie będzie lista wymarzonych prezentów gwiazdkowych. Jesteś już duża i dobrze wiesz, że wkrótce zacznie się czas wyprzedaży. Teraz Mikołaj może wręczyć ci cokolwiek albo talon na prezent, który zrealizujesz w odpowiednim czasie samodzielnie. Podpowiem, na co warto polować, gdy wreszcie zaczną się obniżki, a co warto kupować zawsze. 

Przyznałam się kiedyś, że ulegam magii marki, pięknych twarzy z reklam i wyrafinowanych opakowań. Przejechałam się na tym jednak tyle razy, że coraz rzadziej, żeby nie powiedzieć, że wcale, wierzę specom od reklamy. Bardziej ufam tym, którzy wiedzą co rzeczywiście jest w środku ładnych opakowań. Pracując nad „kosmetycznym” podsumowaniem roku, myślałam więc o takich kosmetykach, z używania których byłam naprawdę zadowolona. Marka i cena okazały się drugorzędne. Każdą z wybranych propozycji przetestowałam na własnej (37-letniej i przesuszonej) skórze.

1. Ziaja - Naturalny krem oliwkowy do skóry suchej i Jaśmin w płynie micelarnym. Do postawienia tej właśnie marki na piedestale zainspirowała mnie jedna z naszych stałych komentatorek - Mirka oraz to, że przez nieostrożność poparzyłam sobie skórę olejem.

Tłusty krem oliwkowy Ziai okazał się błogosławieństwem po wygojeniu się ran. Nie tylko nawilżył moją wysuszoną przez klimatyzację (i niestety, papierosy) skórę, ale i przyspieszył proces schodzenia szpecących plam. Szybko się wchłaniał, ładnie pachniał i wspaniale kosztował. Za słoiczek, zapłaciłam niewiele ponad 4 złote! Ktoś przebije? Nie sądzę.

Drugim moim faworytem jest płyn micelarny z jaśminem. Skóra po nim jest świeża, nieprzesuszona, a sam płyn prócz tego, że jest w dobrej cenie (7 zł), również ładnie pachnie. Nie mam najmniejszych zastrzeżeń. Tak, widziałam to kółeczko z napisem 50+ i nie zamierzam się tym specjalnie przejmować.

Wiem, że fanek kosmetyków Ziai jest sporo. Dołączyłam do nich także i ja. Po części także z przekory. Ziaja nie ma rozbudowanego działu marketingu. Nie wydaje setek tysięcy na akcje promocyjne. Ich kosmetyki sprzedawane są w dość ascetycznych opakowaniach. I są dobre. Gdy je kupuję, płacę za produkt, nie za reklamy.

2. Estee Lauder - reparatory. To zupełnie inna historia. To potężny, amerykański koncern kosmetyczny. Kupując ich produkty, płacisz za wiele więcej niż zawartość buteleczki. Dlatego decydując się na zakup choćby jednego z całej linii reparatorów, przygotuj się na to, że wydasz 100 razy więcej niż kupując krem Ziaji. Czy warto? Od czasu do czasu można się porozpieszczać. Polecam dwa reparatory: Advanced Night Repair i to zarówno do twarzy, jak i pod oczy oraz Perfectionist [CP+R]. Pierwszy ma działanie odżywcze i regenerujące. Drugi antyzmarszczkowe. Buzia wygląda po nich na wyspaną (nawet jeśli spałaś jedynie 2 godziny albo wręcz wcale). Pory stają się mniej widoczne, a skóra jest zdecydowanie bardziej gładka w dotyku. Łatwiej i szybciej aplikuje się potem krem. Jego działanie wydaje się silniejsze, reparator działa jak katalizator.

No właśnie, powinnam bowiem od razu wyjaśnić, że reparator nie jest samodzielnym kosmetykiem. Po nałożeniu go, należy odczekać kilka minut i posmarować twarz kremem. To rodzaj skondensowanego serum.

Może i drugie, ale wciąż zaszczytne miejsce.Może i drugie, ale wciąż zaszczytne miejsce.

W serii są jeszcze dwa produkty - Idealist na pory i Idealist na kolor cery. Stosowałam obydwa i daleko mi do szaleńczej euforii. Idealist Pore Minimizing Skin Refinisher zmniejsza pory, ale tylko na początku. Z czasem efekt staje się coraz mniej widoczny. Jeśli masz ochotę sięgać po ten produkt niezbyt często, na przykład przed wyjściem na randkę czy inne ważne spotkanie - to jest dość dobre rozwiązanie. Jeśli szukasz czegoś do używania codziennie, obawiam się, że możesz być nieco rozczarowana. Idealist Even Skintone Iluminator wyrównujący kolor skóry i rozjaśniający też nie daje oszałamiających efektów. Widocznie tuszuje przebarwienia, sprawia, że wygląda się na wyspaną, ale ten sam efekt daje serum przeciwzmarszczkowe i to nie tylko wizualnie.

Niezależnie od tego, który reparator wybierzesz - z racji wysokiej ceny, poczekaj na wyprzedaże!

3. Oriflame - krem na noc z nowej serii Optimals. Ha! Też jestem zaskoczona. Dostałam ten krem od koleżanki. Początkowo nie byłam przesadnie zadowolona, bo w tym czasie kupiłam sobie BARDZO DROGI krem na noc i myślałam, że gdy będę go używać, wypięknieję, odmłodnieję itd. Krem ten udowodnił mi, po raz kolejny zresztą, że nie zawsze to, co drogie, jest najlepsze. Skruszona wróciłam do kremu na noc (antyzmarszczkowego) Oriflame i byłam bardzo pozytywnie zaskoczona. Skóra jest po nim bardziej napięta i gładsza. Zmarszczki pozostają niezmiennie w znakomitym stanie, ale nie oszukujmy się, że jakikolwiek krem to kiedykolwiek zmieni.

Producent zapewnia, że krem został wyprodukowany z wykorzystaniem absolutnie wyjątkowej technologii (dlaczego oni wszyscy piszą to samo?!), a głównym składnikiem jest skondensowany wyciąg z borówki brusznicy. Tak się składa, że nie mam pod ręką domowego laboratorium, w którym mogłabym sprawdzić skład. Pozostaje mi wierzyć na słowo i patrzeć, jak skóra reaguje na krem. Używam go od prawie trzech tygodni. Jestem zadowolona. Dobrze się wchłania. Ma tylko dość specyficzną konsystencję. Nie wiem nawet, jak to opisać. Jest dość zbity w słoiczku, ale jest bardzo dobrze przyjmowany przez skórę i nie pozostawia żadnego tłustego filmu. To istotne dla tych kobiet, które nie śpią same, ani nie lubią mieć poplamionej pościeli.

Przyznaję, że marka Oriflame nie należy do moich ulubionych. I to nawet nie tyle przez kosmetyki, co sposób ich dystrybucji. Jest tam jednak kilka godnych uwagi produktów. Prócz tego kremu na noc, mogę szczerze polecić miodowy balsam do ust Tender Care. Wchłania się, nie jest tłusty, a dobrze nawilża. Nie jest również drogi, bo kosztuje około 10 złotych, a przy promocjach można go otrzymać jeszcze taniej. Kosmetyk jest zamknięty w uroczym słoiczku, który choć ładny, działa mi na nerwy, bo nie lubię nakładać balsamu palcem. Ale możliwe, że to tylko moje dziwactwo.

4. RapidLash - odżywka do rzęs. Kosztuje sporo (czekaj na obniżki!), ale działa. Na efekty trzeba poczekać około miesiąca. Rzęsy wyraźnie się zagęszczają, rosną dłuższe i grubsze. Tak ładne rzęsy miałam jedynie, gdy zdiagnozowano u mnie podwyższone ciśnienie i używałam kropli na jaskrę. To jest także dobre rozwiązanie dla tych z was, które mają zniszczone rzęsy po ich zagęszczeniu w salonie. Taka kuracja, szybko je odżywi i zregeneruje. Oczywiście, efekt po odstawieniu odżywki, dość szybko znika. To produkt do regularnego stosowania, albo z miesięcznym wyprzedzeniem.

Szukając opinii innych użytkowniczek, natknęłam się też na optymistyczne recenzje innej odżywki do rzęs, a mianowicie RevitaLash. Nie stosowałam jej jednak, więc choć w zasadzie nic nie stoi na przeszkodzie, nie wypowiem się.

5. Sephora - żel do demakijażu 2 in 1 Waterproof Eye Makeup Remover Gel. I choć tak długa nazwa jest koszmarna, to produkt - chylę czoła - znakomity. Dedykowany maskarom wodoodpornym znakomicie się sprawdza także przy klasycznych. Doskonale usuwa tusz, nie wymaga żadnego uporczywego tarcia. Kosztuje także umiarkowanie, bo około 30 złotych, a jest bardzo wydajny. Nie pozostawia tłustego filmu, a jeśli włożysz sobie żel do oka - mnie się to zdarza dość często - nie piecze. Obraz się jedynie przez chwilę rozmazuje.

Zdaniem producenta żel ten ma także działać odżywczo na rzęsy - nie zauważyłam. Wyciąg z liści oliwek ma nawilżać skórę - well. Mnie nic nie nawilża. Spełnia za to doskonale wszystkie podstawowe funkcje.

Dlaczego ani słowem nie zająknęłam się o kremie pod oczy? Bo wciąż szukam takiego, który byłby naprawdę dobry. Może któraś z was, poleci mi coś, z czego jest zadowolona? Nie wymieniłam także ukochanego balsamu do ciała, żelu pod prysznic ani peelingu. Także z tego powodu, że prowadzę nieustannie poszukiwania. Nie jestem stała w kosmetycznych fascynacjach. Zwłaszcza związanych z zapachami. Odkąd odkryłam zapachy obecne w GaliLu, wiem, że przede mną jeszcze daleka podróż.

Opisane przeze mnie produkty to moje tegoroczne fascynacje. W czym zakocham się w 2014 roku? Oby był to jakiś sport albo zdrowe jedzenie.

Więcej o: