BOOM! Shake, shake, shake the room - fochowa playlista sylwestrowa

Znacie te imprezy, na których wszyscy tłuką się o dostęp do sprzętu grającego? Mamy rozwiązanie tego problemu. Po prostu powinniście spędzić wieczór z naszą playlistą. Mamy nadzieję, że będą Państwo zadowoleni!

AGATA: na miłe złego początki...

Nie ma co bawić się w puszczanie miłych uchu i brzęczących kawałków. Trzeba zacząć z rozmachem, który zmusi gości do machania nóżką i udania się na parkiet. Wierzę w klasykę, choćby i żenującą. I w mocne uderzenie. I w rupiecie...

Jump around - House of Pain

Hit licealnych i późniejszych imprez. Nie wiem jak Wy, ale ja od razu zaczynam podskakiwać i wprawiać się w imprezowy nastrój. Poza tym mam pewną słabość do Everlasta. Takie tam, dziewczęce marzenia... Wiecie jak jest. No to łapki w górę i skaczemy.

Let's Roll - Parov Stelar

Jak nie rozgrzeje, to ja już sama nie wiem. Jest wszystko to, co być powinno - dobry beat, seksowny głos i odpowiednia temperatura. Panie zdejmują sweterki, panowie wkraczają na parkiet.

Firestarter - The Prodigy

Nie chcę myśleć o tym, jak to jest stare. Ale skoro zrobiło się cieplej, to dodajmy nieco ognia. W zasadzie to nie musi być tylko "Firestarter", można po prostu machnąć na szybko całą płytę. A co!

Get The Party Started - P!nk

Zaczęło się za ostro? Ok, to może pani, która ewidentnie wie, jak zaczyna się imprezy. Rupieć, ale ruszysz bioderkiem, prawda?

Boom! Shake the room - DJ Jazzy Jeff & The Fresh Prince

Bez tytułowej piosenki nie startujemy. Bo tak.

Work the body work work the body/Slow down girl you're 'bout to hurt somebody/Oh and yo let's get just one thing clear/There's only one reason why I came here!


DEFTO - Jamal

Żeby nie było, że tylko cudze chwalimy, a swego nie znamy. Jamal rozgrzewa porządnie! A jeżeli naprawdę wolicie totalne rupiecie, możecie zamienić Jamala na Kaliber 44 i kawałek "Normalnie o tej porze". Albo po prostu odsłuchać po kolei!

Jungle Love - Steve Miller Band

I zaczynamy porządną imprezę! Gniemy się, wirujemy i szalejemy. Nie ma to, jak porządny klasyk. Kto się nie ruszy, ten mięczak!

GOSIA: rock this party!

Dobra. Didżej Żena przejmuje imprezę. Nie ma co się oszukiwać, że przy najbardziej badziewnych hitach rozgrzane ponczem towarzystwo bawi się najlepiej. Środek imprezy, gdy wszystkie substancje najintensywniej sieją spustoszenie w naszych organizmach - to moment, gdy nie straszne nam żadne utwory słowno-muzyczne. Zwłaszcza, że, co ciekawe, do tych najgorszych (czytaj: najgorętszych) hiciorów słowa w magiczny sposób znają wszyscy i wyją je stadnie...

Hit me baby one more time - Britney Spears

Na początek mocne uderzenie i komentarze po kątach "O, Gosia dorwała się do odtwarzacza". Ale Gosia ma to w trąbie, bo wije się na parkiecie. I powoli, czy to przez sugestywność wicia, czy też z litości i czystej przyjacielskiej miłości, dołączają do niej kolejne osoby...

Single Ladies - Beyoncé

Jak już się zlecą na parkiet (między stołem a kanapą) wszyscy zainteresowani pląsem, czas na kawałek, przy którym każdy chce być lepszy od Justina i od samej królowej. Czy muszę wspominać, że znajomość słów (przypadkowo i bez względu na płeć) stuprocentowa?

Billie Jean - Michael Jackson

Ten kawałek - obowiązkowo. Tu już nie ma żenady, jest sentyment. I zawsze znajdzie się na imprezie jakiś fan księżycowego chodu i jest czad, dziewczyny piszczą, iskry się sypią... Potem jeszcze w pakiecie należy zapuścić utwór o bidecie. Po radości towarzyszącej wyśpiewywaniu refrenu można bez alkomatu zmierzyć poziom procentów we krwi.

Like A Prayer - Madonna

Skoro już zapuszczamy się w klimaty muzyczne przywołujące wspomnienie imprez kolonijnych, nie może zabraknąć starej (foch!) dobrej Madonny. Może być o diamentach, może być o, eeee, modlitwie. Parkiet drży.

Mambo No. 5 - Lou Bega

Towarzystwo rozgrzane, popija coraz więcej, bo się zziajało podczas dzikich wygibasów... Czas na pląsaczka radosnego z panem lubegą (wiersz, specjalnie dla Was).

Na deser polecam zabawę we freeze - tańczymy w kółeczku, jedna osoba daje czadu na środku, pozostałe zamrożone, nieruchome czekają, aż tańczący zwolni następnego przez pacnięcie dłonią. Śmiechu ogrom. Zwłaszcza, że po alko ciężko jest długo pozostać nieruchomym, hmmm...

KASIA: piosenki na zgon o piątej nad ranem

Walk On By - Dionne Warwick

Na samotne krążenie po parkiecie z pustą szklanką - melodia Burta Bacharacha i wokal Dionne Warwick. To obowiązkowa pozycja na imprezach z moimi przyjaciółkami: zawsze wzruszymy się krzynę wspólnie zawodząc słowa piosenki i wspominając zaprzeszłe miłości.

Into My Arms - Nick Cave

Na pijackie rozkrochmalenie i atak głębokich uczuć do całego świata - piękny Nick Cave i płomienne wyznanie wiary, nadziei i miłości. Można wznosić ręce w modlitewnym geście i bujać się na boki nawet na nieprzytomniaka.

The Funeral Party - The Cure

Na bezwładne zwisanie w silnych męskich ramionach. Bo naprawdę pora żeby ktoś utulił i zaprowadził do domu. Może być, że do swojego.

Całą naszą playlistę - całe 11 godzin muzyki - macie poniżej. Nie wahajcie się dodawać swoich propozycji w komentarzach. Gdy już odeśpimy szampańską imprezę, dorzucimy Wasze piosenki do naszej listy - będzie jak znalazł na karnawał!

Ale o północy, gdy będziecie się ściskać, całować i składać sobie życzenia, włączcie to. Na wzrusza. Fanki "Seksu w Wielkim Mieście" zrozumieją od razu. Reszcie po prostu polecamy.

A teraz idźcie i bawcie się dobrze! Buziaki, wzniesiemy za Was toast o północy!

*Cała playlista (zaledwie 12 godzin muzyki...) dostępna jest na Spotify:

Więcej o: