To zdarzyło się naprawdę - Masters of Sex, czyli o nowym serialu, który mnie porwał

Kiedyś człowiek zakochiwał się łatwo i lekko. Co krok to fascynacyjka, zachwycik, czy zadurzonko. Melodia w radio, zwiastun filmu, jeden odcinek serialu, kilka stron powieści - i już, to jest to. Dłuższy romans, pełen namiętności i wyciskający piętno na całym życiu. Ech, kiedyś tak było.

A teraz co, człowiek coraz starszy, skóra coraz grubsza, serduszko coraz mniej wrażliwe, mózg coraz bardziej leniwy. Już nie rusza byle co, zachwyt już nie czyha za każdym rogiem. Już częściej ziewam, niż kocham. Już zdarza mi się porzucić serial, książkę, film - w połowie, bo ciężko mnie zająć, czy skusić. W ten sposób jestem znacznie uboższa duchowo, niż owa, skłonna do wzruszeń, młoda osoba, którą kiedyś byłam. Dlatego tak bardzo jestem wdzięczna twórcom serialu Masters of Sex. Za moje zainteresowanie, zafascynowanie i wreszcie - zauroczenie. Które mają szanse przerodzić się w całkiem trwałe uczucie.

Jak się już rzekło - cała historia zdarzyła się naprawdę (nie polecam zaglądania pod ten link, jeżeli nie lubimy spoilerów). Późne lata 50. Doktor William Masters prowadzi badania nad ludzką seksualnością, badania są nowatorskie, szeroko zakrojone i pogłębione, a ich wydźwięk i metody doktora - ocierają się (mru) o skandal. Doktor przyjmuje do pracy asystentkę, która to Virginia "Ginnie" Johnson... hm, dosłownie duszą i ciałem oddaje się badaniom. Doktor ma żonę, z którą próbuje począć dziecko. Doktor ma kłopoty na uczelni (gdyż skandal). Doktor się nie poddaje. Doktor jest mądry, zamknięty w sobie, sfrustrowany seksualnie, pełen osobistych zahamowań i niepohamowanego głodu wiedzy.

Ginnie Johnson ma dwójkę dzieci i burzliwą przeszłość. Ginnie Johnson wierzy w badania doktora Mastersa. Ginnie zrobi wszystko, żeby te badania trwały i żeby mieć w nie swój - tak znaczący, jak się da - wkład. Ginnie zaprzyjaźnia się z żoną doktora, budzi zainteresowanie jego młodego kolegi. Ginnie musi wychować swoje potomstwo i w pojedynkę zapewnić im utrzymanie, dach nad głową i wykształcenie. Ginnie jest mądra, zdolna, niewiarygodnie seksowna, bystra, ciepła, urocza i wspaniale nosi piękne sukienki.

Masters of Sex2

Uważam - ja! w świetle moich wszystkich deklaracji! - że ten serial powinna obejrzeć każda kobieta, która uważa się za feministkę. Bo jest to, moim zdaniem, hymn dla poglądów, które feministki głoszą (chyba, że znów źle pojęłam definicję). To wszak historia o kobietach, które w środku czasów kostycznych, zacofanych, pełnych uprzedzeń i przesądów - zdobywają sobie przebojem prawo do pracy, nauki, stanowienia o sobie, liczenia się z ich poglądami i seksualnością, własnych pieniędzy, wreszcie prawo do takich zachowań, na jakie pozwalają sobie mężczyźni.

Walcząc i zdobywając te prawa - pozostają piękne, eleganckie, pełne klasy i wdzięku, szalenie kobiece, ze wszystkimi tej kobiecości atrybutami. Uwielbiają mężczyzn, ich towarzystwo, seks z nimi. Pragną ich i walczą o nich. Chęć zdobywania wiedzy i niezależności nie wyklucza dla tych pań dbania o dom, rodzinę, o siebie, siadania ze złączonymi kolanami i noszenia czarujących, choć zapewne bardzo niewygodnych ubrań. Panie chcą być jednocześnie obiektem seksualnym, przedmiotem pożądania - i pracownikiem, naukowcem, wolnym człowiekiem. Nie twierdzą, że mężczyźni są od nich lepsi, gorsi, silniejsi, słabsi. Robią swoje i robią to świetnie. Wszystkie. Od pani profesor - do burdelmamy. A mnie się ta filozofia bardzo podoba i przemawia do mnie we wszystkich aspektach.

Masters of Sex4

W całej tej naukowo-polityczno-ideologicznej otoczce - serial jest aż gęsty od emocji. Namiętności. Konfliktów, frustracji, międzyludzkich zapętleń i wybuchów. Goryczy, radości, rozpaczy, ambicji i walki. I - oczywiście, tytuł nie zwodzi - od seksu. Seksu jest dużo, tego w imię nauki i tego w imię ochoty. Pokazanego bardzo dosłownie, bardzo rzeczowo i jednocześnie bardzo ładnie, namiętnie, kusząco. Niezmiennie podziwiam. Jak można w jednej scenie zademonstrować temat całkowicie medycznie, od środka, od podszewki i z dokładnym wyliczeniem każdego przyspieszenia pulsu? A w następnej serwować taki konglomerat pasji i wzajemnego zatracenia się, że widzowi ciężko powstrzymać rumieniec?

Masters of Sex 1

Mieszanina nagich ciał i ciał ubranych w urzekające stroje. Balowych scenerii i widoków szpitalnych łóżek, na których obiekty eksperymentów kochają się pod czujnym okiem naukowców. Łez i płynów ustrojowych, wiedzy i niezrozumienia, orgazmów i rozpaczy. Z tego wyłania się przede wszystkim bardzo mądry serial. Serial o związkach i ludziach, o samotności, miłości, pożądaniu i braku umiejętności dogadania się. Co bardzo ważne - o czasach i obyczajach. O tym, jak w ciągu kilku lat moralność i granice zmieniały się i przesuwały. Jest to serial szalenie zabawny i pełen niezapomnianych scen. Serial ogromnie miły dla oka - naprawdę, nosiłabym te wszystkie stroje bez narzekania na dyskomfort, nie mogę napatrzeć się na wnętrza.

I na koniec - jest to serial bardzo w swej mądrości smutny, prawdziwy, wiarygodny i zmuszający do przemyśleń. Mnie parę razy zakręciła się łza w oku. Nie dlatego, że scena była wzruszająco ustawiona i doprawiona chwytliwą muzyką. Dlatego, że pewne rzeczy pozostają niezmienne, mimo, że niby inny czas, stulecie, obyczaje, mentalność. Dlatego, że wciąż wikłamy się w te same sieci. I nic tak naprawdę się nie zmienia.

Masters of Sex3

Ginnie Johnson to jedna z najciekawszych postaci, z jakimi się zetknęłam. To ona - mimo że jej partnerzy, kobiety i mężczyźni, są doskonali i fantastycznie grają - robi cały serial.

Ogromnie żałuję, że mój leniwy mózg nie natrafił na ślad tej historii wcześniej, że nie czytałam, nie wiedziałam, nie poznałam w porę. Virginia Johnson, amerykańska seksuolog, pierwowzór jednej z głównych bohaterek serialu Masters of Sex zmarła 24 lipca 2013 roku. Nie zdążyłam.

Więcej o: