Premie, bonusy, trzynastki... Jak dostać nagrodę w urzędzie?

Tego, że do pracy motywują nas pieniądze nie trzeba specjalnie tłumaczyć. Na myśl o premii rocznej przebieramy nerwowo nóżkami jak chomik w kołowrotku. Wizja finansowej marchewki sprawia, że bardziej się staramy, wykonujemy polecenia szefa szybciej, lepiej i w dodatku z uśmiechem na ustach. Nawet jeśli to sztuczny joker.

U nas nie ma premii rocznych, ale są nagrody kwartalne. Jest pewna tajemnicza pula pieniędzy przeznaczona na ten cel, niezależna od osiągnięć czy sukcesów danego departamentu (co jest prawdę mówiąc wątpliwe etycznie). O tym, kto z pracowników dostanie przelew na konto, decyduje dyrektor.

Jak dostać nagrodę w urzędzie?

Nagroda jest skutecznym narzędziem podnoszącym wydajność pracowników mojego urzędu. Pojawia się jednak małe „ale”. Pracownik nie jest głupi i zwiększa wydajność w optymalny sposób. Polega to na analizie systemu premiowania w danym biurze. Z reguły szef zabiera się do sporządzenia listy osób nagrodzonych pod koniec danego okresu rozliczeniowego - niech będzie to kwartał. Oznacza to, że mamy dwa miesiące spokojnej pracy przy jednoczesnej symulacji poziomu zarobienia oraz miesiąc dedykowany wytężonym działaniom promocyjnym. Muszę dodać, że sprawianie wrażenia osoby zapracowanej i merytorycznie niezastąpionej wymaga lat praktyki lub wrodzonego talentu.

Nie chodzi tylko o to, żeby się obłożyć segregatorami i raz na pół godziny stękać „O, jakież to skomplikowane” albo „Ale jestem zarobiony”. Składa się na to cały repertuar zachowań dających optyczne złudzenie zapracowania. Oprócz zapełnienia biurka dokumentami najwyższej rangi występuje też latanie z roboczymi wersjami projektów, medialny szum wokół analizowanego problemu oraz tajna broń: nadgodziny. Jeśli wyczujesz, że szef lubi poświęcanie czasu prywatnego na rzecz biura, to nadgodziny niewątpliwie przyczynią się do zdobycia premii.

Sprytny pracownik, będzie się wyjątkowo starał w ostatnim miesiącu danego okresu. Dzięki temu pozostawi wrażenie solidnego i skutecznego. Wszystkie zaległe sprawy wypchnie właśnie w grudniu, wyśle pierdyliard maili z opcją „do wiadomości” dyrekcji. Wykorzysta cały wachlarz zabiegów PR, żeby zabłysnąć i zaistnieć w jej pamięci. Oczywiście to wyrachowane wyjątki od reguły, bo przecież normalnie wszyscy skrupulatnie dziubią w papierach dla dobra ojczyzny i obywateli.

Jak dostać nagrodę w urzędzie?

Zdarza się tak, że nie każdy może błysnąć intelektem. Czasem nie może się też wykazać spektakularnymi sukcesami na polu biurokracji, ale nagrodę chętnie by przygarnął. Wtedy pozostaje nam jeszcze „merdanie ogonkiem”, czyli tak lubiane przez wszystkich wazeliniarstwo. Możemy się przecież łudzić, że dyrekcja przyznaje nagrody za jakiś specjalne zasługi dla urzędu. A może wydaje się Wam, że dyrektor korzysta z tajnego algorytmu pozwalającego obliczyć współczynnik wydajności i jakości pracy delikwenta. No tak jednak nie jest. Brutalna prawda jest taka, że w wielu przypadkach (pewnie w większości) o tym czy dostanie nagrodę decyduje po prostu osobista sympatia szefa. Nie ma Cię w Towarzystwie Wzajemnej Adoracji? Cóż, nie oczekuj zbyt wiele. Choć zniesiesz złote jajo i zaczniesz w nim rzeźbić, to robisz to tylko dla własnej satysfakcji. Od czasu do czasu może dostaniesz jakiś ochłap, o którym pomyślisz, że to smaczny kąsek, lecz tylko do momentu, w którym dowiesz się, jakie nagrody dostaje kolega leser. Może i leser, ale dyro grywa z nim w squasha i zaprasza na grilla.

Jak być miłą i zdobyć dodatkowe punkty? Przede wszystkim należy „uśmiechać się i nie dyskutować”. Zasada „pokorne cielę dwie matki ssie” sprawdza się doskonale. Osoby, które są absolutnie miłe i nie wchodzą w spory z przełożonymi, nie próbują przekonać ich do swoich rozwiązań, potrafią zajść w urzędzie naprawdę daleko i wysoko. Jest to niestety umiejętność, której nie opanowałam z powodu mojego zołzowatego charakteru i jakiejś ciemnej mocy, która każe mi iść na przekór. Paradoksalnie zwalam winę na mój znak zodiaku, jednocześnie mając świadomość, że to megatandetna wymówka, ponieważ sama w astrologię, horoskopy i inne tego typu historie zwyczajnie nie wierzę.

W celu ugruntowania wizerunku miłej biurwy niezbędny będzie odpowiedni strój - powitajmy wszystkie grzeczne marynarki, spódnice ołówkowe i dopasowane sukienki. Wszystko to oscylujące w bezpiecznych szarościach, błękitach (wzbudzający zaufanie) oraz granacie (profesjonalny). Tu fachowej rady mogłaby udzielić Redaktor Olgu - ja się na modzie nie znam.

Dla tych, których ominą nagrody lub premie roczne, pozostają jeszcze trzynastki, których pomimo wielu obietnic jeszcze nam nie odebrano.

Wasza (wypatrująca nagrody, jak pierwszej gwiazdki) Korespondentka z Wydziału Odzyskiwania Zdrowego Rozsądku

Więcej o: