Przegląd tygodnia - zupa na gwoździu, czyli co oni powiedzieli [Odcinek dwudziesty pierwszy]

No, już, dość tego będzie. Wy, którzy na Święta czekaliście ze żbiczą ekscytacją - koniec, kurtyna, do roboty. Wy, którzy chętnie byście choinkę i Nowy Rok ominęli - jak wyżej. Nie ma wymówek, nie ma już pierogów i bigosu, wraca normalność, czy za nią tęskniliście, czy przeciwnie.

Od siebie (i od moich dopasowanych spodni) mam tylko jedną refleksję - lepiej rąbać pół tabliczki czekolady (dziennie), niż raczyć się dwoma kawałkami pysznego, domowego ciasta (dziennie). Zwłaszcza, jeżeli "domowego" oznacza dom, w którym od dziesięcioleci oddaje się cześć trzem sekretom kuchni francuskiej (masło, masło i masło).

Zacznę z grubej rury - ledwo się człowiek po wańkowiczowsku "odchwyci" - już walą go po łbie okazy w rodzaju burmistrza Guziała i feministki Bratkowskiej. Serio, obydwoje państwo są tak inspirujący, że chyba każdemu z nich poświęcę osobno po parę tysięcy znaków.

Złotousty i złotoustaZłotousty i złotousta

Nie mam dobrego nastroju i trochę mi się pogarsza, ilekroć zagłębię się w poświąteczne wiadomości. Trwa dyskusja: "Jak powstrzymać pijaków od jechania i zabijania", toczy się żywo i ogniście, a ja nie wiem, co powiedzieć. Bo żaden z proponowanych sposobów nie wydaje się gwarantować choćby częściowego zlikwidowania wrzodu. Przyznaję też, że wobec tego konkretnego problemu tracę kompletnie rozum i człowieczeństwo. I całkiem zwyczajnie i prostacko mam nadzieję, że sprawca tragedii w trakcie tych badań spadnie ze schodów. A pod celą zrobią mu to, co pod celą zwykle robią mordercom dzieci. Tak, wiem, nawołuję i podżegam. Wiem.

Wystarczy, bo mnie w końcu szlag trafi i tylu ludzi się ucieszy. Niedoczekanie. Porozmawiajmy o czymś przyjemnym. Otóż redaktor Połajewska złamała mi na pół moje czułe serduszko, twierdząc, że nowy Sherlock , którego czekam jak kania dżdżu - jest durny. Cytując: "podobał mi się, ale durny". Owszem, Połajewska jest najbardziej grumpycatem ze wszystkich kotów i z zasady kontestuje, ale i tak jest mi smutno. A w dodatku nie mam czasu obejrzeć pierwszego odcinka nowego sezonu. Widzieliście? I co?

Jeżeli już jesteśmy przy serialach - zaraz chyba porzucę rodzinę, aktywności fizyczne i towarzyskie - wracają Girls, Shameless i Episodes.

Zaraz wracają. ZarazZaraz wracają. Zaraz

Och, chyba jeszcze nie pisałam o Episodes. Czy mogę coś zrobić, aby przekonać Was do tego serialu?

Prawda, że widzieliście nowego Hobbita? Jeżeli nie, to najmocniej przepraszam, mam wrażenie, że wszyscy widzieli. Osobiście bardzo sobie chwalę - na pierwszej części zasnęłam, na drugiej nawet nie ziewnęłam. No, może raz. I dobry kwadrans minął, zanim uświadomiłam sobie, gdzie grała Tauriel, zanim wyrosły jej elfie uszy. Ujmę to tak: gdybym była dwunastoletnim chłopcem - trwałabym w zachwycie nad filmem jakoś do pierwszej dziewczyny. Czy tam chłopaka, w każdym razie - do momentu, kiedy górę wzięłyby hormony.

Nie znam autora, ale go wielbię - Natychmiast oddaj krasnoludom ich górę! - Ale MAMO...!

W poszukiwaniu inspiracji zagłębiłam się w takie internety, w które zwykle nie chadzam nawet z lufą przy głowie. Dzięki temu dowiedziałam się, że niejaki Bieber i niejaki Kukulski kończą karierę. Bieber podobno już zmienił zdanie, Kukulski chyba dotąd nie. Jeszcze nigdy motyw przewodni z Twin Peaks nie przejął mnie taką groza.

Co mogę powiedzieć. Wszystko marność i memento mori (śmiałam się pod tym znakiem na Krakowskim Przedmieściu przez kwadrans, naprawdę muszę częściej wychodzić z nory).

PamiętajciePamiętajcie

Do zobaczenia, robaczki. Już za tydzień.

Więcej o: