Marzenia dyplomatyczne albo o czym szumią biurwy

Nowy Rok, a wiec zapał, entuzjazm i siły witalne. Po wyleczeniu bólu głowy i zakwasów po sylwestrowych pląsach zaczyna się czas postanowień. Wszyscy obiecujemy sobie: zmniejszenie spożycia węglowodanów, więcej ruchu na świeżym powietrzu, że do teatru pójdziemy w tym roku przynajmniej cztery razy, że odmalujemy przedpokój, że zrobimy coś dla innych, będziemy mniej przeklinać. Czy udaje się nam dotrzymać obietnic? Nie zawsze.

Zależy to od tego, czy naprawdę nam zależy, siły charakteru oraz okoliczności zewnętrznych, które często te nasze plany niweczą. Choć z drugiej strony możemy wtedy te niekorzystne czynniki obarczyć winą za niepowodzenia.

Marzenia dyplomatyczne albo o czym szumią biurwy

Moje osobiste postanowienia, to tak naprawdę marzenia. Łatwiej i przyjemniej się je spełnia i z większą radością się do nich dąży. Dlatego moim noworocznym postanowieniem nie będzie pozbycie się fałdki tłuszczu, czy jakaś walka z siwym włosem. Żadnych walk, żadnych bojów, w 2014 nastawiam się do życia pokojowo i przyjaźnie. Zapisuję więc sobie nowe marzenia i trzymam kciuki za ich spełnienie. W grudniu podsumuję i zweryfikuję.

Zatem w tym roku marzy mi się:

- spontaniczna podróż z mężem i dzieciakami w jakieś piękne, ciepłe miejsce, bo bardzo lubię podróżować z dziećmi, pokazywać im świat i jego różnorodność (dla mnie to chyba jedna z największych przyjemności bycia rodzicem);

- kilkanaście godzin na ściance wspinaczkowej;

- odnowienie znajomości z hiszpańskim, na tyle, żebym oprócz gazet, mogła przeczytać też coś z Márqueza w oryginale, najchętniej „Sto lat samotności”;

- zdobycie sprawności parkowania równoległego;

- spędzenie kilku nocek w ciemni i zrobienie odbitek ze znalezionych negatywów, które przez cztery lata uznawałam za zaginione podczas przeprowadzki;

- przeczytanie trzech zaległych książek Murakamiego;

- obejrzenie pięciu seriali, które nie mogą się tego doczekać;

No dobrze, rozmarzyłam się, a tu trzeba wrócić do pracy. Tu postanowienia również funkcjonują. Niektórzy nazywają je marzeniami, inni ciężką orką, a jeszcze inni postrzegają je jako wyścig szczurów.

Nie wiem, jak Wy, ale ja najlepiej pracuję, gdy mam jasno określony termin na wykonanie jakiegoś zadania. Jak go nie mam, to wyznaczam go sobie sama. Bez miecza nad głową słabo się mobilizuję. Bez planu sypię się jak domek z kart. Z tej przyczyny moim noworocznym postanowieniom zawodowym nadaję ramy czasowe. Przykładowo: do końca stycznia zapamiętam kody CPV* - oczywiście te, z którymi najczęściej mam do czynienia (*”Wspólny słownik zamówień” - czyli jednolity system klasyfikacji zamówień publicznych służący precyzyjnemu określeniu przedmiotu zamówienia). Do końca lutego zapoznam się z wyrokami Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości w zakresie rzeczowym, którym się zajmuję.

Marzenia dyplomatyczne albo o czym szumią biurwy

Jest jeszcze jedno postanowienie, które zamierzam wprowadzić od dziś. Obiecałam zwiększyć swój poziom dyplomacji, ponieważ CZASEM mam z tym mały problem. Natura postąpiła ze mną okrutnie, każąc mi za dużo i zbyt dosadnie gadać. Będę gryźć się w narzędzie potencjalnego zła. A gdy to nie pomoże, posłużę się skromnym słownikiem, który na tę okazję przygotowałam. Zamiast używać potocznych i, co tu ukrywać, zwyczajnie prymitywnych zwrotów, zachowam się jak dama i wyrażę się kulturalnie, zachowując przy tym zamierzone intencje. Z lewej strony zamieszczam brzydką wypowiedź, której używałam w 2013 roku i wcześniejszych latach, a z prawej to, co powie „Nowa Ja” w 2014 roku. Na marginesie dodam, że układ ten jest przypadkowy i nie odzwierciedla moich preferencji politycznych.

Łże jak pies/kłamie. - Mija się z prawdą, nie bez udziału swojej świadomości;

Opierdziela się - Kreatywnie zarządza swoim czasem/Medytuje;

Ciągle się spóźnia do pracy - Celebruje element podróży;

W***wia mnie - Będzie zabawa, będzie się działo;

Nie ma pojęcia o czym mówi - Jest merytorycznie niedysponowany;

Kolejne kretyńskie zestawienie dla Komisji Europejskiej - mroczna tabela dla przybyszy z Matplanety;

Ten cholerny komputer - maszyna bez duszy.

W ramach planu awaryjnego kupię słownik polsko-czeski. Jeżeli nie będę potrafiła powiedzieć czegoś kulturalnie, to powiem to po czesku - ponieważ ten język z natury jest wesoły i niesie pozytywny ładunek.

Jeśli macie jakieś propozycje dyplomatycznych wypowiedzi, to nie krępujcie się.

Wasza (optymistycznie nastawiona do świata) Korespondentka z Wydziału Odzyskiwania Zdrowego Rozsądku.

Więcej o: