Pielęgnujemy urodę według wskazówek Polski Ludowej

Staram się być na bieżąco z nowinami związanymi z pielęgnacją. Zdarza mi się jednak, że oglądam się wstecz i...  zostaję tam na dłużej. Porządkując biblioteczkę, natrafiłam na poradnik autorstwa Eugenii Praskiej wydany w 1956 roku. Przepadłam. Uwiodły mnie porady spisane blisko 60 lat temu. Zapraszam do "salonu" urody sygnowanego przez Polskę Ludową.

Bilet wstępu do salonu urody PRLBilet wstępu do salonu urody PRL

Przede mną nieco pożółkłe kartki, specyficzny zapach, ale przede wszystkim trącąca myszką (na pozór) zawartość. Jest 1956 rok, Warszawa, Wydawnictwo Przemysłu Lekkiego i Spożywczego, poradnik dla gospodyń domowych na wsi i w mieście. Eugenia Praska to cała ja, jako żywo! Po euforii jaka towarzyszy znalezieniu czegoś, z czego utratą już się pogodziłam, wracam do lektury. Jak wyjaśnia przedmowa:

(...) autor zebrał najistotniejsze wiadomości (...) i dostosował je do potrzeb oraz możliwości realizacyjnych każdej rodziny robotniczej, chłopskiej i inteligenckiej.

Pysznie! Parzę dużą kawę. Taką jaką w latach PRL-u piła moja mama, po turecku. Tak mocną i gęstą, aby łyżeczka stała. Przede mną bowiem długa noc. Tu nie będzie ani słowa o kosmetykach, które można było kupić w drogeriach. Żadnych takich. Sio z wodą Przemysławką. Nie uświadczysz tu nawet kremu Nivea. To poważna pozycja dedykowana paniom, które mają zupełnie inne priorytety. DOM! Zakupy czynią więc przede wszystkim praktyczne (odmiana pozytywistycznego utylitaryzmu?), a jeśli już decydują się na skok w bok - to jest to zamiast bazarku apteka, ewentualnie sklep z ziołami. Dbanie o urodę wymagało wtedy czegoś więcej niż jedynie zasobności portfela.

Z poradnika dowiaduję się jak prać bieliznę - proporcje mydlin, amoniaku i terpentyny podane są w przeliczeniu na wiadro (!) wody. Zainteresowanym wyjaśnię od razu, że każdy składnik powinien być mniej więcej jedną trzecią całości. Dzięki Eugenii wiem, jak czyścić bursztyny, brązy, ceratę oraz karty do gry. Wiem, jak sprawić, aby buty były nieprzemakalne, czym zakleić dziurę w miednicy i dlaczego podczas szycia warto mieć nie tylko igłę, ale i mydło. Ktoś prócz mnie wie? Przy okazji przypominam sobie o tym, że łyżeczka włożona do szklanki zmniejsza ryzyko pęknięcia szkła. Przede mną skarbnica zapomnianej wiedzy. Być może niepotrzebnej w świecie, gdzie nic się nie naprawia tylko kupuje nowe. Moim prawdziwym celem jest jednak rozdział poświęcony poradom z zakresu kosmetyki i higieny ciała. Początek nie spodoba się wszystkim. Eugenia w imię zdrowia odradza kilka przyjemności.

Kiedy przypada Twój dzień kąpielowy?

Pielęgnacja twarzy nie wymaga naturalnie wychodzenia z kuchni. Na skórę suchą - masło niesolone. Koniecznie świeże. Nie masz akurat? Nic to. Zamiennikiem doskonałym może być olej jadalny. Ha! Fascynacja olejami, teraz arganowym czy kokosowym, nie jest zatem niczym nowym. Kręcisz noskiem, bo masz cerę mieszaną? „Poradnik domowy na codzień” oferuje rozwiązanie. Miejsca suche traktujesz olejem (jakim sobie wymarzysz, choć lepiej nie napędowym) lub masełkiem (możesz też ewentualnie sięgnąć po smalczyk niesolony), a na przetłuszczające się obszary idealnie pasuje wódeczka z kwasem bornym. I nie, to nie nadaje się do picia. Teraz ciekawostka - na noc, w latach sześćdziesiątych, prócz nawilżenia skóry pod oczami, nakładanie czegokolwiek na twarz nie było wskazane. Myślę o pościeli umazanej masłem, ale powód okazuje się inny. Skóra musi oddychać! - stanowczo przekonuje Eugenia Praska. Wyjątek robi dla gliceryny. Zaleca jej nakładanie na usta przed snem, aby uniknąć suchej skóry na ust koralach. Jak radzić sobie za zmarszczkami? Nie nadużywać słońca, kosmetyków (!) i zapanować nad mimiką twarzy. Na razie jest łagodna, wręcz czuła wobec swoich czytelniczek. Ale nie dajcie się zwieść, przy wątku o pielęgnowaniu dłoni, niespodziewanie pokazuje pazurki!

Ręka o najdoskonalszym nawet kształcie, lecz brudna wzbudza odrazę. (...) Nienaturalnie długie paznokcie są odrażające.

Eugenia potrafi dobierać przymiotniki, prawda? Więcej serca okazuje za to palaczom. Radzi, aby plamy po nikotynie na dłoniach zmywać cytrynowym kwaskiem. Jeśli do tego paznokcie są słabe, jej zdaniem wystarczy nacierać je oliwą. Przez pierwsze 4 dni codziennie, a potem co 3 dni. Sugeruje także, aby beżowe zęby dekadenckiego nałogowca potraktować od czasu do czasu watką nasączoną w wodzie utlenionej.

Co z włosami? O nich oczywiście nie zapomniano. Suche szczotkuj codziennie acz delikatnie. Lepiej szczotką niźli grzebieniem. Jeśli już przy grzebieniu się uprzesz, utrzymuj go w czystości. Jak? Eugenia radzi sięgnąć po środki, których (chyba?) nie masz w kuchni.

Naczelna zasada PRL. Ograniczone zaufanieNaczelna zasada PRL. Ograniczone zaufanie

Grzebień - oczyszczanie z brudu. Zanurzyć grzebień na chwilę w benzynie i następnie zęby grzebienia sczyścić szczotką. Mycie grzebienie w ciepłej wodzie może niekiedy spowodować jego zwichrowanie. Przy myciu w zimnej wodzie brud nie daje się usunąć.

Rozbawiona zwichrowanym grzebieniem, czytam dalej. Miękkie i wrażliwe włosy myj w wywarze z mydlnicy. Well, zastosowałam się kiedyś do tej rady. Rzeczywiście włosy miękkie po tym nie były. Wysuszone i sztywne za to i owszem. Eugenio, grożę ci palcem, ale czytam dalej. Tłuste - delikatnie myj w przegotowanej wodzie mydłem siarkowym. Rozdwajające się - rozpieszczaj mydłem delikatnym i ciepłą wodą (przegotowaną oczywiście). Odżywki? Wyłącznie naturalne. Na bazie ziół. Raczej płukanki niż maski. Ekologia miała się wówczas nadzwyczaj dobrze. Nie wiem, czy chciałabym żyć w tamtych czasach. Gdy docieram do końca i czytam rozdział o tym, do kogo w czasach Polski Ludowej należy wnosić skargi i jak funkcjonuje komitet blokowy, upewniam się, że zdecydowanie nie. Nie zmienia to faktu, że doceniam pracę drogiej sercu memu Eugenii. Dzięki lekturze jej książki przypomniałam sobie rady, których kiedyś (tak, bardzo dawno temu) udzielała mi mama. Może czytała tę książkę? Na pewno moją perfekcyjną panią domu nie jest już Małgorzata Rozenek. Teraz jest nią Eugenia. Chociażby za to, że poleca każdej gospodyni domowej trzymanie w domu siekiery. Charakterna babka przyznacie. Któraś z was jest podobnie zaopatrzona?

PS 1. To może być dla kogoś ważne. Na owsiki autorka poleca lewatywę z czosnku. Trzy, cztery ząbki rozetrzeć i zalać gorącą wodą. Chyba wiecie, co z tym trzeba zrobić?

PS 2. Noży nie należy myć w gorącej wodzie, bo się tępią.

PS 3. Jeśli przypadkiem zostanie ci odrobina eteru, możesz wykorzystać go do czyszczenia haftów wykonanych złotą lub srebrną nicią. Wymieszaj tylko z 30 procentową wódką. Tak, tego też lepiej nie pij.

Więcej o: