O praniu, czyszczeniu piekarnika i malowaniu paznokci. Bo przecież nie o Katarzynie Bratkowskiej

Jeszcze nie zwariowałam. Wszak dobrze wiem - mam wypraktykowane - że teksty na tematy feministyczno-polityczno-aborcyjne zwykle powodują co najmniej zamieszanie. Po co mi to? Wymiana obelg i ogólne obrzucanie się błotem pod moim nazwiskiem? Ej, zaraz, przecież mogę pisać co zechcę. Najwyżej po fakcie użyję któregoś ze słów-kluczy. Jak LAPSUS. Albo SARKAZM. Albo NIE DOCZYTAŁAM. Prawda?

Oj, mówię Wam, jaki doskonały spray do czyszczenia piekarnika sobie kupiłam. W sklepie na L. Nie znoszę tej czynności, jak mało której, a tu psikasz, na godzinę idziesz w las, a potem przecierasz i wszystko schodzi. Ja jeszcze zawsze po tym przepalam piekarnik, a Wy?

(Naprawdę, ktoś jeszcze chce mnie przekonać, że powinnam przyjąć etykietkę "feministki", bo jestem nią z automatu, jako kobieta świadoma, samodzielna, decydująca o sobie i jakoś tam nowoczesna? Naprawdę, to może dziwić, że nie chcę być w żaden sposób kojarzona z takim towarzystwem, takimi zachowaniami? Nawet pod ogólną etykietką?).

Choć podobno piekarnik doskonale czyści się tym czymś do pucowania kominka. Nie wiem, nie mam kominka, pewnie bym chętnie spróbowała. Po pierwsze nie mamy armat.

Trzej królowieTrzej królowie

(Pewnie muszę też być feministką, skoro uważam, że każda kobieta ma prawo do wyboru, nic nikomu do jej brzucha i jej rozmnażania się, a już na pewno nic do tego panom za sejmowymi mównicami i tym innym, w czarnych sukienkach. Wymienieni panowie mogą ewentualnie debatować, jak najlepiej zadbać o zdrowie i życie kobiet, które decyzję o aborcji podjęły. I jak najskuteczniej propagować wiedzę o antykoncepcji. Tak sobie więc myślę, czy te, które na etykietkę feministki godzą się z dumą i świadomością - nie powinny zbiorowo wytarzać pani Bratkowskiej w smole i w pierzu? Za bezmyślne kompromitowanie słusznych idei i założeń? Za sprowadzanie walki o rzeczy fundamentalne - do poziomu rynsztoka?)

A jest po czym czyścić kuchnię, oj jest. Pojechałam kulinarnie w te święta. Nie wiem, co mi wyszło lepiej - paszteciki z ciasta drożdżowego, napełniane farszem z grzybów i słodkiej kapusty? Czy jednak boski, powalający, idealny, obawiam się, że nie do odtworzenia, będący rezultatem natchnienia - bigosik?

(Nie, nie rusza mnie, że pani Bratkowska postanowiła usunąć ciążę w Wigilię. Może dla niej Wigilia to żadne sacrum. Może ma w rzyci jak i z czym się komuś to święto kojarzy. Nie jestem katoliczką, ale tak, Wigilia to dla mnie święto rodzinne i jakoś tam uroczyste. Nie wygłosiłabym w związku z tym dniem oświadczenia, które może komuś wydać się niesmaczne. Ale to ja, innym wolno. Ja mogę sobie nie życzyć ludzi zachowujących się w taki sposób wśród swoich znajomych. Ale pani Bratkowska moją znajomą nie jest, więc problem nie istnieje.)

Skoro już mowa o czyszczeniu - czekam na transport niemieckiej chemii, z samych Niemiec, prościutko, żadnych polskich bazarków po drodze. Wiem, wiem, efekt placebo i zbiorowa sugestia. Lecz kocham pranie w niemieckiej chemii, nic nie poradzę.

(Osłabia mnie natomiast, że pani Bratkowska - zdecydowawszy się na wygłoszenie takiego oświadczenia - nie wzięła żadnej odpowiedzialności za swoje słowa. Owszem, oświadczenie uważam za nieskuteczne, niestosowne i mało eleganckie. Ale o to mniejsza. Moje poczucie estetyki to nie kwestia fundamentalna. Nie umiem zrozumieć, jak można powiedzieć publicznie i z premedytacją coś takiego, a chwilę potem lać krokodyle łzy i żalić się, że  - uwaga - TO BYŁ SARKAZM. I że oj, nie zdawałam sobie sprawy z konsekwencji. I dlaczego stałam się wiadrem na ścieki. I przecież chciałam dobrze, miałam nadzieję, że robię coś pożytecznego. Że ktoś zastanowi się nad sprawami kobiet w Polsce. I dlaczego wszyscy na mnie krzyczą, ojej? Może ja wcale w ciąży nie byłam, aha, aha?)

Dobrze, może troszkę mam czerwoną mgłę przed oczami, więc zmienię temat. Lakiery do paznokci. Kupiłam taniutki i trzyma się na płytce tydzień. Kupiłam trzy razy droższy i odpada po paru godzinach. Jak żyć, jak żyć?

(Im dalej w las wiadomości - tym zabawniej. Pani Bratkowska znowu zmienia front. Twierdzi, że swoją ciążę - urojoną, lub nie - przerwała, zrobiła to w Wigilię i że jest strasznie zmęczona kampanią nienawiści, jaka się przeciw niej rozpętała. Że przecież nie chciała nikogo bulwersować.  Że chciała tylko wyjaśnić, iż w przerywaniu ciąży nie ma nic złego.

Otóż ja pani Bratkowskiej nie nienawidzę, bynajmniej. Nie życzę jej źle. Ona mnie tylko żenuje. Sprawia, że wstydzę się, że jestem kobietą. I że prędzej zacznę pomykać w gorsecie od poniedziałku do piątku, niż stanę z panią Bratkowską pod jednym sztandarem - sztandarem feminizmu. Nie nienawidzę pani Bratkowskiej, ale trochę robi mi się niedobrze, kiedy ktoś przerywanie ciąży stawia w jednym rzędzie z antykoncepcją. Nie chcesz mieć dziecka? Zabezpieczaj się. Jesteś w ciąży, z jakiegokolwiek powodu i chcesz tę ciążę usunąć? Osobiście uważam, że masz do tego niepodważalne prawo. Osobiście uważam, że przerwanie ciąży nie jest tym samym, co obcięcie paznokcia, czy nawet wyrwanie zęba. Ale to mój pogląd. Nie wiem, może powinnam go wykrzyczeć w jakimś kościele w odpowiednie święto. I potem dźwigać krzyż męczennicy?)

Nie pomogło o lakierach do paznokci, może pójdę umyć wszystkie okna. Albo fugi w kuchni. Szczoteczką do zębów. Cudzą, nawet wiem, czyją.

(Czy jestem wściekła? Tak, jestem. Bo ktoś kompromituje publicznie i na szerokim forum poglądy, które sama głoszę od lat. Uważam, że kobieta ma prawo do wyboru i że to jej wybór. Że za mało uczy się o antykoncepcji, za mało się tę antykoncepcję propaguje i że ciągle antykoncepcja nie jest kwestią tak oczywistą i zwyczajną, jak higiena osobista. Że robi się z aborcji i prawa do aborcji - kiełbasę przetargową i kartę wyborczą dla Czarnych i Czerwonych. Że to jest złe i niewłaściwe.

Doprowadza mnie do szału, że ktoś bezmyślnie tę dyskusję sprowadza do wspomnianego już poziomu rynsztoka. Pani Bratkowska osiągnęła swoje - o jej deklaracji mówi się i pisze. Przeciwnicy aborcji i antyfeminiści dostali do ręki kolejny argument - proszę bardzo, durne baby same nie wiedzą, co mówią, nie umieją ocenić konsekwencji własnych słów i czynów, są niedojrzałe, nie myślą, są płytkie, są idiotkami. Nie ma co ich słuchać, nie ma co z nimi poważnie rozmawiać, nie są partnerami, można się z nich tylko pośmiać. W imieniu swoim i swojej córki serdecznie pani Bratkowskiej dziękuję za ten cenny wkład w dyskusję o sytuacji kobiet w Polsce. Brawa, oraz brawka).

Poszłam wstawić pranie, wróciłam do komputera - i co widzę? Otóż:

TrzystaTrzysta

Nie wiem, czego tu więcej. Odwagi, klasy, rozsądku, czy zwykłej, ludzkiej ciepłej mądrości. Aż trzysta kobiet! Wiecie co, ja chyba poprę tę akcję. Naprawdę, uważam, że niektórzy nie powinni dystrybuować swoich genów.

TrzystuTrzystu

Więcej o: