Sześć rzeczy, które przeszkadzają ci w uprawianiu sportu

Chciałabyś poćwiczyć, ale jakoś ci nie wychodzi? Bo nie masz czasu, butów, pada deszcz i właśnie wrzucili nowy odcinek ulubionego serialu? Sprawdź, co ci najbardziej przeszkadza w sporcie. I zrób coś tym!

Magda Danaj

1. Psychofanki trenera na zajęciach typu fitnes

Myślicie, że się zgrywam? A skąd, ostatnio sama padłam ofiarą. Serio. To najgorszy typ pań, które chodzą na zajęcia sportowe do klubów. Kochają się w swoich trenerach (ja się im w sumie nie dziwię, na ogół są piękni i pięknie zbudowani, a do tego pozwalają sobie na niewybredne żarty z naszych wałeczków), są na wszystkich zajęciach. Mają swoje miejsce na sali (w pierwszym rzędzie). Nie daj boże ustawić swój step zbyt blisko takiej pani! A na jej miejscu - najgorzej! Nie daj boże konwersować z trenerem, czy wysyłać mu uśmiechy. Po takim zagraniu psychofanka zrobi wszystko, żeby nas zniszczyć. Może na nas wpadać w swoich radosnych podskokach, ale tak skutecznie, żeby nie obyło się bez kontuzji, może czyhać na nas w szatni i chcieć nasikać nam do butów. Może po zajęciach iść do kierowniczki klubu i powiedzieć jej, że ty nie możesz chodzić na te zajęcia, bo nie znasz kroków (mylisz całej grupie) i za bardzo śmierdzisz. Albo donieść komu trzeba, że nie zmieniłaś butów. Psychofanka naprawdę potrafi uprzykrzyć życie. Potrzeba dużo samozaparcia, żeby wytrzymać jej szykany. Najczęściej wystarczy ustawić się grzecznie w ostatnim rzędzie, czyli zniknąć z oczu jej i trenerowi (żeby broń boże nie mógł nam odwzajemnić żartu czy uśmiechu).

2. Ubranie

A właściwie brak odpowiedniego. Fachowego, za grube setki. "Nie mogę iść pobiegać, bo nie mam butów do biegania, oddychającej kurtki, koszulki, która wyrzuca pot na zewnątrz”. "Nie mogę iść na fitness, bo nie mam nic odpowiednio obcisłego, co w dodatku wyszczupli mnie tu i tam”. "Nie idę na jogę, bo nie mam maty i takich specjalnych krótkich spodenek”. Bardzo mi przykro, bez tego też się da. Wiem to, sprawdziłam na sobie. Ok, jestem dzieckiem kryzysu, dorastałam w czasach, kiedy nic nie było i człowiek nie zwracał na to uwagi. Żył po prostu, robił swoje. Ja wiem, że w butach biegowych biega się lepiej i szybciej (wczoraj sprawdzałam, serio, nie mogłam uwierzyć), a w lustrze na fitnessie też lepiej wyglądać ładniej niż gorzej, bo człowiek gapi się na siebie cały czas. Ale proszę was, nie zwalajcie swojego lenistwa na brak odpowiednich szmat!

3. Dzisiaj jestem taaaaka zmęczona. Może jutro?

Aha, na pewno. Jutro będzie mróz, albo będzie padał deszcz, albo będziesz miała okres. Albo będziesz przed lub po. Może cię jeszcze boleć głowa, dupa i tysiąc innych rzeczy. Niestety, tylko niewielu z nas dane jest NAPRAWDĘ lubić ćwiczenia (mi na przykład, mam farta). Reszta wie, że powinna, ale niekoniecznie jej się chce. Dlatego sorry Winnetou, sport to ciągła walka - ze swoim leniem, ze swoim ciałem, ze swoimi słabościami, z brakiem czasu i ochoty. I chociaż mega wkurzają mnie motywujące gadki Ewy Chodakowskiej a la Paulo Coelho, to w jednym ma rację - zacznij już dziś. Nie ma to tamto i nie ma zmiłuj. Zmuś się (oczywiście jeśli chcesz ćwiczyć. Bo jak nie, to wyluzuj). Jeśli nie wyrabiasz się na zajęcia w klubie - poćwicz z jutubem. O tego rodzaju ćwiczeniach przeczytacie tu. A pobiegać też można iść o każdej godzinie (myślałam, że lubię tylko rano, bo rano najczęściej nie mogę. Ale wieczorem też jest bardzo przyjemnie).

4. Nie pójdę na fitness, bo jestem za gruba. I za stara.

Ok, nie jest fajnie być grubym. I starym też nie. Ale rozumiem, że chcesz iść poćwiczyć, żeby poczuć się lepiej. Coś dobrego dla siebie zrobić. Wydaje ci się, że wszystkie babki na fitnessie wyglądają jak te na płytach DVD? I znają te wszystkie skomplikowane kroki na stepie? NOT. Prawie każda ma tu za dużo, tam za mało, tu jej się wylewa, tam odstaje. A jeśli wygląda super, to zazwyczaj dlatego, że:

a. Bardzo dużo ćwiczy, jest psychofanką.

b. Nic nie je.

c. Ma tak od urodzenia i chociaż robi wszystko, żeby to zepsuć, to się nie udaje. Ale takich nie ma zbyt wiele, nie oszukujmy się.

A propos tuszy - chodziłam kiedyś na zajęcia z tańca modern. Pani, która je prowadziła, ciała miała raczej więcej niż mniej i w niczym jej to nie przeszkadzało pięknie się ruszać.

Chodziłam również na step z panią naprawdę grubą. I ta pani na tym stepie wyczyniała prawdziwe cuda. A ja np. nie jestem w stanie się w tych krokach wciąż połapać. Chociaż chodzę na ten step już parę lat. Także jeśli wydaje ci się, że się nie nadajesz, bo nie nadążasz, daj sobie czas. Albo poszukaj łatwiejszych zajęć.

5. Nie idę na fitness, bo tam wszyscy są źle ubrani i niezadbani

To już twój problem. Przypuszczam, że są kluby, gdzie wpuszcza się panie tylko w ciuszkach z najnowszych kolekcji. Powodzenia w szukaniu!

6. Mi trochę przeszkadzają panie w prześwitujących legginsach i stringach

Ale staram się za każdym razem tak ustawiać, żeby nie stać za nimi, kiedy robimy przysiady i skłony. Ot, taki drobiazg.

Więcej o: