Po co mi te okulary? Nie dla korekcji wzroku, tylko dla urody

gosia_oku

gosia_oku (gosia_oku)

Oczy mam zdrowe, okularów nosić nie muszę. Czasem patrzę na koleżanki w efekciarskich oprawkach i myślę sobie, że wyglądają tak świetnie, seksownie i tajemniczo, że aż nachodzi mnie ochota na własne okulary. A w przedszkolu nie było nic gorszego niż pingle i wytykanie z ich powodu palcami...

Jako mała dziewczynka cierpiałam okrutnie musząc nosić okulary. Latało mi oko, więc było to jedyne rozwiązanie. Wyglądałam jak mały gnom, miałam przedszkolnego bana na niektóre zabawy, bo dzieci w okularach traktowało się wówczas jak upośledzone ruchowo. Czułam się wykluczona. Ogólnie okulary kojarzyły mi się z całym złem tego świata.

Próbowałam je na różne sposoby oswoić. W księgi legend mej rodziny trafiła historia, jak to mała Gosia, jadąc z mamą autobusem przykleiła sobie do okularowego szkła... szopa, budząc wesołość całego przegubowca. Już wyjaśniam. Popularne były wówczas zabawki z takim plastikowym dynksem, pozwalającym przykleić je do szyby. Mama kupiła mi takiego szopa pracza, z długim pasiastym ogonkiem. Pluszowy, ale jak żywy. Rozmiar dużego jeża. I ja go sobie przyczepiłam do okulara, solidna guma trzymała jak nigdy (przyczepianie do szyb w autach nie dawało takich efektów), nie dało się go zdjąć. Więc jechałam sobie przez pół miasta z tym szopem zasłaniającym mi twarz. A moja mama na siedzeniu obok, czerwona ze wstydu, bo widownię miałam sporą, płakała ze śmiechu.

Jako mały gnom wolałam pozować bez okularów, ewentualnie je obśmiaćJako mały gnom wolałam pozować bez okularów, ewentualnie je obśmiać

Minęło kilkanaście lat, okulary dziecięce, masywne i solidne, dawno poszły w odstawkę. Oko przestało latać - wyrosłam z tej przypadłości, tak jak wyrosłam z kolorowych princesek. Już na studiach, pod pretekstem zmęczonych ciągłym czytaniem oczu, kupiłam sobie dizajnerskie (ale tanie, bo niefirmowe) oprawki i szkła pół dioptrii. I nosiłam je z dumą, dopóki ktoś mnie nie postraszył, że lepiej nie nosić okularów, jeśli naprawdę nie ma takiej potrzeby, bo można sobie tym zaszkodzić. Nie byłam aż tak napalona na modne okulary, by nosić zerówki, ale historia zna przypadki osób, które traktują oprawki pozbawione szkieł leczniczych czy korekcyjnych jako element stroju: jak buty czy torebkę.

Gośka vs pani MałgorzataGośka vs pani Małgorzata

Przyjęło się postrzegać okulary jako szpecące, przysłaniające urodę. Jeśli powiążemy to ze stereotypem, że ładna znaczy głupia, zaczniemy rozumieć, skąd taka moda na "fejkowe" okulary - przez sam fakt wsunięcia ich na nos skacze nam dostrzegalne IQ. (Tak, tak, wiem - jest też stereotyp każący postrzegać osoby bardzo atrakcyjne jako bardziej inteligentne, ale ten mi się nie przyda na okoliczność tego tekstu!). Wiele gwiazdek i gwiazd nosi, by zmienić swój wizerunek. Pytanie ile osób z mediów, świata kultury, które postrzegamy za wyjątkowo bystre i oczytane, nosi zerówki?

Sexy gwiazdka znana między innymi z sagi "American Pie" Tara Reid, która idealnie sprawdza się w rolach blondynek od głupich pytań, na potrzeby filmu "Alone in the Dark: Wyspa cienia", w którym wciela się w "mądrą" panią antropolog założyła okulary. Carrie Bradshaw z "Seksu w wielkim mieście" czyta w satynowej pościeli w jedwabnej koszulce i ciężkich (modnych!) oprawkach. Catherine Zeta-Jones w "Panaceum" jako mądra pani psycholog dźwiga wielkie bryle. Długo by wymieniać. Znalazłam nawet fotkę Paris Hilton, która czyta książkę w okularach. I od razu jakoś tak wierzę, że czyta!

W filmach okulary są często elementem dodającym inteligencji, zawodowego prestiżu lub informującym, że mamy do czynienia z bohaterką przed ważną i kluczową przemianą z brzydkiego kaczątka w pięknego łabędzia. A łabędzie, jak wiadomo, okularów nie noszą.

Moim zdaniem w okularach wygląda się często lepiej, bo bardziej intrygująco. Nawet pospolita twarz zyskuje, gdy wyrazisty element okulara nada jej charakteru i zadziora. Przy czym, co ciekawe - eksperymenty prezentujące tę samą twarz w różnych okularach dowiodły, że cienkie, lekkie oprawki, które w założeniu mają być niemal niewidoczne, istotnie nie podbijają postrzegania noszących je jako bardziej inteligentnych w takim stopniu, jak czynią to grube masywne oprawki.

Źródło: www.webranding.orgŹródło: www.webranding.org

Okulary dodają też panom. Przystojny mężczyzna w wyrazistych okularach jakoś zyskuje przez dopowiedziany czynnik inteligencji. A wiadomo - przecież inteligencja jest sexy!

Jeff i Ryan - mniam! / Źródło: www.guyswithglasses.tumblr.comJeff i Ryan - mniam! / Źródło: www.guyswithglasses.tumblr.com

(Tu autorka tekstu powstrzymuje się i nie wrzuca setek zdjęć, przedstawiających pięknych i seksownych samców w okularach takich, siakich, srakich i owakich. Zostawia je sobie na dysku i w chwili silnej potrzeby - raz na kwadrans - wyświetla sobie kilka, żeby było jej przyjemniej).

Ciekawi mnie w tym wszystkim jedno: czy ewolucja od nienawiści do miłości do okularów, którą na przestrzeni trzech dekad zaobserwowałam u siebie, ma wytłumaczenie proste czy jednak bardziej skomplikowane? Czy chodzi tylko o to, że jako dzieciak nie chciałam być inna i było mi źle, że jestem w tym bardzo wąskim gronie bachorów w przeszkadzających w łażeniu po drzewach pinglach, a teraz lubię mocne dodatki i fajne oprawki są właśnie czymś takim? Czy może ogólnie zaszła jakaś społeczna zmiana w podejściu do okularów? Nie są już symbolem ślepoty i kujoństwa, ale czymś pożądanym i ekskluzywnym?

Gosia Tchorzewska, Foch.pl

Komentarze (1)
Po co mi te okulary? Nie dla korekcji wzroku, tylko dla urody
Zaloguj się
  • lechan32

    0

    Hej. Z takich fajniejszych oprawek jakie ostatnio widziałem to przychodzi mi do głowy marka Tonny – tonnydesign.com. Fajna sprawa, jeśli na żywo wyglądają tak samo dobrze jak na zdjęciach to naprawdę powinienem w nich dobrze wyglądać. Sęk w tym, że są ciężko dostępne, pytałem w paru salonach i odesłali mnie z kwitkiem niestety.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX

Kobieta ekstra: