Foch na YouTube: SuperDomi o trudach pracy redaktorki oraz Człowiek z papieru

Ekskluzywny materiał filmowy - w tym tygodniu podnosimy poprzeczkę bardzo wysoko. Na tegoroczne Oskary się nie wyrobiłyśmy, ale mamy już kilka propozycji z topowych festiwali filmowych, więc będzie gorąco. Zresztą było, zanim jeszcze ta produkcja ruszyła...

Stało się. Na rozdaniu Ważnych Nagród Filmowych za Wielką Wodą Brad P. i Michael F. zgadali się przy kielichu, że kochają produkcje wideo z coraz bardziej popularnego kobiecego serwisu, co to się nazywa tak zabawnie (ziom, "foch" - to się czyta jak po irlandzku f*ck!, ale beka), jest z tego śmiesznego kraju w środku Europy (panowie kojarzą Berlin, tam dają nagrody, ale już dalej na wschód - soooorry!), nie rozumieją ni w ząb, o czym mówią te super laski, ale strasznie im się całokształt podoba. Zagadali do znajomego Quentina T., który nie wytrzymał i odezwał się do Domi z pytaniem, czy może współpracować z nią przy scenariuszu nowego odcinka. Domi chwilę się wahała, wszak jest samowystarczalna i niekoniecznie chce, żeby jakiś krzywo uśmiechnięty typ jej się wtryndalał, ale pozwoliła mu na kilka sugestii.

Za wybitne zdjęcia do tej produkcji, a także bieganie z kawą za gwiazdą odpowiedzialna jestem ja. Ponieważ biegałam też do Janusza - naszego wspaniałego specjalisty od wszystkiego wspaniałego (efekty, wybuchy, serca i krew - słowem: montaż) i podnosiłam temperaturę w redakcji, wieszcząc arcydzieło, postanowiłam Wam je przedstawić osobiście, jako produreż (czyli trochę producent, trochę reżyser).

W gestii produreża jest opowiedzenie paru anegdotek z planu, żeby publika jarała się arcydziełem jeszcze zanim je zobaczy. Zatem:

- casting na Człowieka z papieru przyciągnął kilka tysięcy chętnych. Po wyczerpujących przesłuchaniach wraz z Domi i Rednacz wybrałyśmy Anonimowego P., który na próbach czytanych najlepiej leżał. Po 5 miesiącach intensywnych treningów na siłowni z prywatnym instruktorem był gotowy do roli.

- na planie zużyto 57 litrów sztucznej krwi i upuszczono (niechcący) 700 mililitrów prawdziwej (14 szwów, nie ma śladu - przepraszamy raz jeszcze przypadkowy przechodniu!).

- tłum gapiów obserwujących powstawanie produkcji i wyciągających ręce po autograf Domi porównywalny był z tym, jaki towarzyszył kręceniu filmu o Justinie Bieberze. (Domi pobiła rekord świata w szybkości podpisywania zdjęć, ale to oczywiste).

- mimo iż film pokazany był jedynie na wewnętrznym pokazie w redakcji, wieść o nim rozeszła się momentalnie i Domi dostała już kilka propozycji współpracy (Marvel chyba dał najwięcej kasy za rolę, więc, nie zdradzając za wiele - jest poważnie brany pod uwagę).

Uprzedzam, pokaz dla widzów o mocnych nerwach. Śmiałe sceny erotyczne zawstydzą nawet Larsa von T.

Kwiaty dla Domi przyjmujemy na adres redakcji. Preferowane są kaktusy. Subskrybujcie nasz kanał! Będzie sequel, prequel i co tam jeszcze chcecie!

I JESZCZE SŁÓW PARĘ OD NASZEJ GWIAZDY (Domi ćwiczy mowę do Cannes - ostatecznie chyba tam będzie światowa premiera):

To nie jest fikcja, projekcja Rona Howarda, ani tym bardziej Antonioniego. Tak wygląda nasza codzienność. Nie mogę dłużej taić tych informacji. Ten zawód, poza wiecznym zawodem i wątpliwymi przywilejami oferuje też dużą ilość stresu, wymaga wielkiego wysiłku, potężnej ilości dopalaczy, wreszcie nadużywania supermocy i sięgania superbroń. Zanim obejrzycie nasz wstrząsający film dokumentalny LOJALNIE UPRZEDZAM: ponieważ w swojej pracy kieruję się dewizą "Kto gorszy w dżudo, ten krwawi dużo" - schowajcie dzieci, wylejcie kawę na spodnie (lub spódnice) zanim ona sama wyleje się Wam na komputery, wyłączcie swoje psy, zatkajcie kotom uszy. To nie jest bajka, to moja rzeczywistość. A przy okazji, szanowna akademio,  z tego miejsca chciałabym podziękować Małgorzacie, która była moim Wajdą i Zanussim, naszemu Informatorowi, dzięki któremu to wiekopomne dzieło może nosić tytuł "CZŁOWIEK Z PAPIERU",  Januszowi To-się-wytnie, którzy przekuł ten "Popiół i diament" w prawdziwie poetyckie dzieło na miarę "El Machete w kosmosie", wreszcie Mikołajowi, bez którego nie pojawiłby się najważniejszy bohater tego wstrząsającego dokumentu: bat'leth. Dziękuję Mikołaju, niech krew Twoich wrogów płynie wartko i obficie. 'QAPLA! A Wy, drogie czytelniczki i nietani czytelnicy! Klikajcie, oglądajcie, rozsyłajcie ten film w świat. I nie zapomnijcie subskrybować naszego kanału, bowiem znam wasze IP i zawsze mogę przyjść z moim klingońskim przyjacielem, a wtedy lepiej, żebyście mieli torby na głowach.

Więcej o: