Do autorki listu o "Seksualnych niewolnicach" słów kilka

Są takie tematy, co do których wiem, jestem pewna - lepiej zmilczeć, zamknąć twarz i udać, że się nie widziało, nie czytało, nie zrozumiało. Dziwnym trafem - są to tematy, w których bez wątpienia twarz otworzę i uleję swoje zdanie. Jakby to cokolwiek mogło zmienić. I tym razem nie będzie wyjątku.

Droga Ago, autorko smutnego listu!

Po pierwsze - bardzo mi przykro, że masz złamane serce. Znam ten ból. Wiem, że czujesz się paskudnie, jesteś rozgoryczona, zła i poobijana psychicznie. Rozumiem i naprawdę współczuję.

Po drugie - nie, nie jesteś i nie byłaś

seksualną niewolnicą.

Isaura

Ani ty, ani inne kobiety, którym nie wyszedł związek, facet się z nimi przespał raz, albo i osiem, a potem został po nim tylko kilwater. Seksualne niewolnice to dziesięciolatki sprzedawane w małżeństwo w Indiach. Seksualna niewolnica to kobieta wywieziona do burdelu, tam torturami i szantażem zmuszana do seksu za pieniądze. Seksualna niewolnica to nastolatka trzymana latami w piwnicy i gwałcona. Ty jesteś po prostu dziewczyną, którą chłopak puścił w trąbę. To ogromna różnica. Obiektywna i subiektywna. Znaj proporcje, proponuję.

Po trzecie - nie, mężczyznom nie

zależy tylko na seksie.

Zależy im również na pracy, przyjaźni, dzieciach, rozrywce, rozwoju intelektualnym, kaloryferze na brzuchu, działalności charytatywnej, ukochanym kocie i pierogach z jagodami. Napisałabym, że niektórym zależy też na dziewczynie, żonie, lub koleżance z biurka obok, ale obawiam się, że to za dużo informacji, burzących Twój - jak widzę już ukształtowany, zdecydowanie antymęski - światopogląd.

Po czwarte - owszem, są mężczyźni, dla których

seks, zaliczanie kolejnych partnerek, ciągła pogoń za nową zdobyczą i ciągłe podboje

- są wysoko na liście priorytetów. Mam dla Ciebie, Ago, trzy zaskakujące informacje: a) są również takie kobiety, b) nie wszyscy mężczyźni są tacy, c) są tacy, którzy zachowują się w opisany sposób wyłącznie do czasu, lub tylko wobec niektórych kobiet. Wnioski?

Po piąte - przyznam, że nie bardzo pojmuję stawianie kobiety, która była w dobrowolnym i całkowicie legalnym związku z mężczyzną - w pozycji ofiary. Ale co, trzymał Ci lufę przy głowie w trakcie seksu, kiedy się Tobą, jak to ładnie określasz,

masturbował?

Wasze relacje seksualne nie odbywały się za całkowitą Twoją zgodą i pełnym przyzwoleniem? A to fatalnie. Całkiem serio i bez odrobiny drwiny sugeruję złożenie doniesienia na policję. Gwałt to przestępstwo, a Ty jako ofiara masz pełne prawo do uzyskania pomocy i zadośćuczynienia.

Po szóste - aaa, rozumiem. Nie zgwałcił Cię, ani do niczego nie zmuszał. Po prostu namawiał na spotkanie, nie ukrywając, że chodzi mu o seks.

Przychodziłaś. Puszczał film, nalewał alkohol, uprawialiście wspomniany seks.

Następnie mężczyzna nie przytulał, nie oświadczał się, nie trzymał w objęciach przez całą noc, aby rano zaserwować - wraz z czułymi pocałunkami - śniadanie i świeżą prasę. Dawał do zrozumienia, że chce spać i woli spać sam. Czy mylę się wnioskując z Twojego listu, że taka sytuacja miała miejsce więcej niż raz? To znaczy - on potraktował Cię w sposób, który Ci nie odpowiada, a potem miał okazję zrobić to ponownie? Nie odpowiadała Ci ani forma zaproszenia, ani sam seks, ani to, co było po seksie - mimo to znajomość kontynuowałaś? Rozumiem, zależało Ci, byłaś zakochana. I w porządku, możesz robić, co chcesz. Tylko, jakby Ci tu powiedzieć, trzeba się liczyć z konsekwencjami.

Po siódme - nie rozumiesz, dlaczego samiec ma się czuć dobrze i mieć napompowane ego, tylko dlatego, że - cytuję -

poruchał.

Widzisz, ja rozumiem. Minęły już czasy, w których mogłam tylko kiwnąć palcem i mieć pokot męskich, zachwyconych zwłok u mych stóp. Ale czy świadomość, że jestem aż tak fajna, że nic nie muszę robić, aby zdobyć - była dla mnie nieprzyjemna? Otóż - nie była. Była przemiła. Czułam się ładna, atrakcyjna, seksowna i pożądana. Nie musiałam korzystać, wystarczyło mieć tę świadomość. I ego nadmuchane, jak Hindenburg. Dlaczego by nie?

Po ósme - rozważmy tę sytuację ponownie. Zaprosił Cię na film (pewnie posprzątał, horrendum!), kupił jakieś przyjemne wino, w trakcie zrobiło się jeszcze milej, od słowa do słowa - przespaliście się ze sobą.

Następnie z niego wszystko zeszło i chciał tylko zachrapać.

Post coitum omne animal triste, te sprawy. Wytłumacz mi, gdzie zbrodnia i lekceważenie?

Po dziewiąte -

Jednak, żeby nie być tak jednostronną, uważam, że jeżeli kobieta chce od faceta czegoś więcej, poza bzykaniem, nie powinna dawać sobą manipulować, mimo że uważa, że takim zachowaniem może coś osiągnąć, a jeżeli już na to pozwala, niech robi to umiejętnie

- a widzisz, tu się z Tobą zgadzam w całej rozciągłości. Niestety, zaraz potem przestaję się zgadzać. Konkretnie przy tym kawałku o seksie i wysiłku.

Po dziesiąte - pozwolę sobie zaryzykować tezę, że owszem, seksem można mężczyznę nie tylko przyciągnąć, ale również omotać, opętać, oczarować i zatrzymać przy sobie. Na długo, lub dłużej. A że:

Facet odchodzi do nowej seksualnej niewolnicy, bo dla niego było to tylko moczenie penisa bez żadnych uczuć. A ona zostaje ze złamanym sercem, problemem i totalnym brakiem zaufania do reszty facetów, a taka była pewna, że zatrzyma go seksem przy sobie.

- ha, widzisz, to całkiem inna sprawa. On chciał tylko seksu, ona chciała związku. Rozumiem, że Wysokie Układające się Strony nie dogadały się co do własnych preferencji i potrzeb. To bardzo smutne i raniące. Zgadzam się. Nie wiem, może nie tylko moczył penisa? Może się wystraszył (zaborczości? roszczeniowej postawy? tempa, jakie nabierał związek?) i postanowił się wycofać? Nieładnie - wiem, tchórzliwie - rozumiem, niedojrzale - jasne. Jakie to smutne, że te wszystkie dojrzałe, inteligentne, życiowo mądre kobiety wikłają się i pozostają w tych wszystkich beznadziejnych relacjach. Dają się wykorzystywać, manipulować, uwodzić, sypiać ze sobą, puszczać sobie filmy i dolewać wina do kieliszka. I nic z tego nie mają, kompletnie nic.

Po jedenaste - to jest GRUBE.

Otóż kobiety zaczynają powoli, bo powoli, ale jednak, traktować seks jako przyjemność, a nie małżeński obowiązek, czerpią z niego radość i potrafią uważać go jako zabawę.

Że co? Mamy rok 2014. Lata pięćdziesiąte dwudziestego wieku były jednak kawałek czasu temu.

Po dwunaste - to jest znacznie GRUBSZE.

Natomiast mężczyźni powoli zaczynają przejmować ciężar zauroczenia się po jednym przypadkowym numerku, który nastąpił po wyjściu z klubu z nowo poznaną dziewczyną.

To jest ten punkt, w którym zrozumiałam, że nie rozumiem kobiet. Może to i dobrze. Dobranoc.

Więcej o: