Wdech i wydech - o aplikacjach, które ułatwiają(?) życie

Jesteś leniem i chcesz, by twój telefon, komputer, padzik czy co tam jeszcze fabryka wyprodukowała, robił rzeczy za Ciebie? Proszę bardzo! W trudnych sytuacjach sprawdzi się szereg aplikacji: wystarczy zainstalować, zapłacić grosze i kliknąć. I samo się robi. Witamy w Nowym Lepszym Świecie!

Nie będę może ronić łez nad umierającą (jeśli nie martwą już całkiem) sztuką epistolografii, bo hipokryzją by to było, zaiste. Nie pamiętam, kiedy napisałam list, taki ze znaczkiem naklejonym na kopercie, też ręcznie opisanej z przodu i z tyłu. Nie będę też tkwić w uporze, że aplikacje są na plaster, bo sama korzystam z kilku i bardzo mi ułatwiają życie.

Jedną z moich ulubionych, bo niezwykle praktycznych jest „Buy me a pie”, która ma świetny wpływ na moje życie prywatne i wcale nie dlatego, że jem dużo ciastek, które ktoś mi kupił.

Jest to aplikacja na telefon czy tablet (jakich pewnie wiele, ale ta ma ładne kolory, sami rozumiecie mój wybór), w którą wpisuje się listy zakupów, wedle własnego uznania posegregowanych. Można sobie korzystać we własnym zakresie, co wciąż ma sens, bo czasem nam się nagle przypomni, że coś trzeba kupić, ale w sklepie będziemy dopiero za dwa dni i do tego czasu zapomnimy. Wtedy szybko - myk! - wpisujemy w naszą listę zakupów co trzeba i jest. Ale - i to jest cudowne - można sobie listę zsynchronizować z innymi domownikami. W moim przypadku z jednym, rodzaju męskiego. I nie ma już rozmów „No jak to!? Skąd miałem wiedzieć, że nie ma mleka?”, bo jeśli mleko było na liście, to argument upada. I jakoś tak się dzieje, że mleko jest. A w domu spokój i harmonia. Poza tym lista pozwala zrobić zakupy w markecie w kilka minut, lecimy działami (kolorki się zaznacza pod co się chce: warzywa i owoce na zielono, chemia i kosmetyki na fioletowo itp.) i idzie prędziutko.

Wirtualna karteczka z zakupamiWirtualna karteczka z zakupami

To tak gwoli wstępu i wyjaśnienia, że na spektrum między „nie tykam technologii” a „wszystko co robię jest pod moją życiową apkę” jestem tak pośrodku, powiedzmy. Ale dopiero od góra dwóch lat. Wcześniej zapisywałam zakupy na karteczce i też było dobrze. Tymczasem okazuje się, że świat poszedł do przodu i zaszedł tak daleko, że mi się to nie mieści trochę w głowie. W życie weszły zabawne prognozy mojego antytechnologicznego taty: że kiedyś będzie można zeskanować sobie czyjąś twarz, aplikacja poza nazwiskiem, hobby czy numerem buta, poda inne, jakże przydatne detale. Np. połączy się z bazą medyczną i sprawdzi, czy osoba ta nie cierpi na choroby przenoszone drogą płciową, czy przyjmuje antykoncepcję (i jaką?), kiedy ostatnio miała grypę, bo jeśli wczoraj, to lepiej nie podbijać, nici z całowania.

Są już przecież aplikacje, które mają za zadanie ułatwić singlom rozeznanie w terenie. Ruszasz w miasto, ustawiasz czujkę i pika ci, gdy w okolicy jest ktoś, kto chce być wyczajony. Nie jest już nawet potrzebna sztuka konwersacji, bo od razu wiadomo, o co chodzi. Ale gdyby komuś było jednak ciężko, jest szereg aplikacji, które pomogą nawiązać kontakt. Nie trzeba nawet umieć czytać i pisać! Wystarczy zainstalować apkę (może ktoś piśmienny pomoże jakby co, choć jest to tak automatyczne, że wystarczy tylko kliknąć i działa) i można być i zabawnym, i romantycznym, a nawet po prostu zwyczajnie flirciarskim!

Bądź tu człowieku romantyczny!Bądź tu człowieku romantyczny!

Możesz także - z okazji walentynek albo i bez okazji - wysłać list miłosny, do kogoś, kogo trochę lofciasz, ale wstydzisz się zagadać. Jest i taka aplikacja. Określasz parametry ukochanej osoby - tak istotne jak kolor włosów, oczu i skłonność do swego telefonu, samochodu lub telewizora. Dobrze, że możesz pominąć niektóre opcje, bo trochę się zdenerwowałam, nie mogąc wybrać, czy wolę tyłek mego ukochanego, usta czy może jednak oczy. Potem wystarczy kliknąć „generuj” i jesteśmy w domu! List miłosny gotowy!

Spersonalizuj list - będzie jedyny w swoim rodzaju! Foch!Spersonalizuj list - będzie jedyny w swoim rodzaju! Foch!

Gdybyś jednak raczej w drugą stronę chciała się ruszyć w swej relacji z partnerem - tu także aplikacja przyjdzie ci z pomocą! Można przecież zerwać przez „eska” i to nie, że jakiegoś osobistego, ale wygenerowanego przez system!

Jeżeli jednak brzydzisz się takim trybem kończenia romantycznej znajomości, bo jesteś jednak człowiekiem staroświeckim i wolisz kawę na ławę, prosto w twarz, wiedz, że w innych stresujących sytuacjach apki nie zostawią się na lodzie. Pracę też można rzucić przez aplikację, a jakże!

Jeśli natomiast ani ci w głowie rzucanie roboty, ale za to czujesz, że nie jesteś pełnowartościowym partnerem w dyskusji, wiedz, że i tu twórcy aplikacji spieszą ci z pomocą! Możesz się wypowiadać jak architekt - używać świetnie brzmiących i niewiele znaczących sentencji, którymi niewątpliwie błyśniesz w towarzystwie jak świetlny miecz Jedi!

Chcesz być kreatywna i wyżyć się artystycznie jako twórca tekstu piosenki? Bądź sobie sam Młynarskim, Cyganem i Osiecką! Musisz jedynie doprecyzować, jaki rodzaj twórczości cię interesuje. Wybór nie jest może zbyt szeroki, ale to nic. I tak krok dalej, niż nie napisać w życiu ŻADNEJ PIOSENKI, prawda?

Jako gwiazda Margo (taki pseudo sobie wymyśliłam na poczekaniu - wiem, oryginalne) stworzyłam (nie jestem pewna, czy wciąż ja, choć przecież kilka haseł wstukałam, więc może jednak bardziej ja niż apka?) tekst piosenki w stylu Britney Spears, którą to piosenkę dedykuję mojej przyjaciółce Paulinie - stąd jej imię w tekście. Kontekst wybrał się losowo, ale jest doskonały.

Zjedz mnie, PaulinoZjedz mnie, Paulino

Pytanie retoryczne: „czy to naprawdę jest potrzebne?” niech sobie zawiśnie w powietrzu. Skoro ludzie na tym trzepią kasę, skoro inni ludzie to ściągają na potęgę i korzystają - to przecież są, a jakże. Może przydałyby się np. Justinowi Bieberowi, bo coś mu „tekstowanie” z byłą nie idzie...

Czy powstaną aplikacje, mówiące „oddychaj!”? Ha! Już są!

Więcej o: