Moje prywatne cmentarzysko przeterminowanych kosmetyków

Mam łagodny charakter. Przemoc nie jest zupełnie w moim guście. Mimo to przy okazji porządków odkryłam u siebie w domu kilkanaście trupów. Kosmetycznych. Ekshumacja przeterminowanych produktów była wyprawą w przeszłość, dowodem na rodzącą się syllogomanię (może wystąpię w TLC?) i powtórką z teorii o datach ważności.

Absolutnym rekordzistą na moim cmentarzu jest orientalny olejek do pielęgnacji ciała, który dostałam 10 lat temu. Na 27. urodziny. Był dość drogi i pachniał tak obłędnie, że postanowiłam używać go tylko na wyjątkowe okazje. Tym bardziej że otrzymałam go od wyjątkowej osoby. Słowa dotrzymałam, jako żywo. Minęła dekada i jest jeszcze pół buteleczki. Nie wiem, czy nie poproszę o użycie go do balsamowania moich zwłok. Czas tak szybko biegnie. A on nieustannie pięknie pachnie.

Spieszmy się z używaniem kosmetyków. Mają tak krótkie daty ważnościSpieszmy się z używaniem kosmetyków. Mają tak krótkie daty ważności

Moja przywiązanie do tego kosmetyku jest tym większe, że mimo daty ważności przekroczonej o ponad dziewięć lat, wciąż mnie nie uczula. Niech jednak to będzie wyjątek potwierdzający regułę, a nie odwrotnie. W większości przypadków olej przeznaczony do pielęgnowania ciała powinien być „zużyty” w ciągu 6 lub 12 miesięcy od otwarcia pojemnika. Oczywiście, zdarza się, że olej zgodnie z zaleceniami producenta można stosować nawet i 18 miesięcy. Zwłaszcza jeśli jest przechowywany w szczelnej buteleczce z dozownikiem. Tyle teorii. Dość pouczania, bo w praktyce bywa różnie.

Jeśli chcesz uprawiać kosmetyczny recykling (tak, jak ja to robię), to już miła moja na własną odpowiedzialność. Powinnaś wiedzieć, że nieoficjalnie, w głębi serca bywam wyznawczynią spiskowej teorii, że koncerny kosmetyczne skracają terminy ważności. A robią to wyłącznie po to abyśmy kupowały więcej i więcej. A myślę tak, bo przekonałam się, że dobre kosmetyki są dobre nawet po przekroczeniu daty ważności. Naturalnie nie namawiam do przechowywania olejku przez dekadę, ale nie widzę powodu, aby wpadać w panikę z powodu lekkiego - dajmy na to miesięcznego - przekroczenia terminu.

Czy warto zwracać uwagę na datę ważności kosmetyków?

Oficjalna wersja wydarzeń, poparta wypowiedziami autorytetów, jest następująca. Data ważności kosmetyków nie jest jedynie mało estetycznym ozdobnikiem opakowań! Pohukują dermatolodzy na konferencjach. Jest istotna i to z dwóch co najmniej powodów. Po pierwsze przeterminowany kosmetyk może uczulać osoby z wrażliwą skórą. Wiem coś o tym, potwierdzam, zdarza się. Po drugie, i to będzie istotne dla wszystkich, może zwyczajnie przestać działać pielęgnująco. Trudno mi to sprawdzić, muszę więc wierzyć naukowcom. A ci mówią, że większość składników odżywczych reaguje z tlenem. I jest to romans z gatunku poślednich. Taki, po którym nie zostaje najmniejsza choćby wzruszająca pamiątka. Mówiąc wprost, jeśli kosmetyk jest często narażony na kontakt z tlenem po składnikach odżywczych nie zostaje nic. Do nieba idzie retinol, witamina E, C i cała reszta. W przypadku kosmetyków do makijażu jest to ważne mało, ale w przypadku pielęgnacyjnych kluczowe.

Jakość kosmetyków pielęgnacyjnych jest uzależniona więc także od tego, jak są przechowywane. Najlepiej w zacienionym i chłodnym miejscu. Oczywiście najlepiej byłoby, gdyby większość sprzedawana była w buteleczkach wyposażonych w pompkę, dozownik albo przynajmniej bardzo wąski dziubek. Oczywistym jest też i to, że tak się nie dzieje zawsze. A szkoda, bo dzięki temu rozwiązaniu kosmetyk nie ma kontaktu z tlenem. Zmniejsza się też niebezpieczeństwo zanieczyszczenia produktu na przykład bakteriami obecnymi na twoich dłoniach. Przypuszczam, że czytałaś o tym, że wysokiej jakości specyfiki (a najlepiej wszystkie) powinno się aplikować na twarz specjalnymi (aseptycznymi) szpatułkami? Zwłaszcza te znajdujące się w słoiczkach. Jeśli nie, to właśnie cię informuję.

Nie pytaj mnie, czy tak robię. Oczywiście, że nie. Jest to niewygodne - raz. Dwa, że ten irytujący aplikator zawsze wypada mi z dłoni, spada z toaletki. Naturalnie posmarowaną stroną na dół. Ewentualnie wsuwa się w różne dziwne miejsca i nie mogę go znaleźć gdy jest potrzebny. Nie, to nie jest dla mnie. Staram się jednak korzystając z kremów nie zostawiać ich otwartych. Pomijając te przypadki kiedy o tym nie pamiętam.

Zazwyczaj kremy wykorzystuję w przewidzianym terminie, czyli w ciągu sześciu miesięcy. Chyba że po tygodniu (tyle wystarczy) okazuje się, że nie jest dobry dla mojej cery. Czy wyrzucam? Nie, skądże. Krem, który nie nadaje się do twarzy, z pewnością sprawdzi się jako krem do rąk lub balsam. Myślę, że to całkiem możliwe, że moi przodkowie pochodzą ze Szkocji.

Pół roku ważności od otwarcia ma też bardzo wiele preparatów do demakijażu twarzy.

Przy okazji porządków znalazłam jednak i takie przypadki, które niestety nie nadają się do niczego. Jeśli twój kosmetyk także zmienił zapach na powiedzmy „frapujący”, wyrzuć go. Jeśli znajdę sposób na wykorzystywanie zjełczałych kosmetyków, obiecuję, dowiesz się pierwsza. Ale to jeszcze nie dziś.

Jak długo możesz bawić się kolorówką?

Och, miła moja masz całkiem sporo czasu. Tusze do rzęs standardowo powinno się używać do pół roku od otwarcia. Krócej, jeśli należysz do tych kobiet, które tuż po wyciągnięciu szczoteczki, wściekłym ruchem ją cofają, za punkt honoru stawiając sobie wtłoczenie jak najwięcej powietrza do pojemniczka. I to w jak najkrótszym czasie. Efektem ubocznym jest oczywiście szybsze wysychanie tuszu. Celebrowanie maskary powyżej pół roku nie jest jednak wskazane, bo prowadzi do namnażania się bakterii. Przyznaję jednak, że zdarza mi się korzystać z dobrej maskary dłużej niż pół roku. I jakby te bakterie nie robią nic wielkiego. Niech to jednak zostanie między nami, poproszę.

Do tego tuszu jestem bardzo przywiązana. Mimo ewidentnie przekroczonej daty ważnościDo tego tuszu jestem bardzo przywiązana. Mimo ewidentnie przekroczonej daty ważności

Cienie do powiek możesz trzymać znacznie dłużej, przynajmniej dwa lata. Po tym czasie nie będą już ci zbyt wierne i nie dość, że mogą zmienić kolor, to niezbyt chętnie będą przylegały do twoich powiek. A przynajmniej nie do tych, na które je nałożyłaś. Szminka ma dość zbliżony okres żywotności. Może - wypróbowałam to - wytrzymać znacznie dłużej. Tyle że kolor był już jakby nieco inny. Niespecjalnie mi to jednak przeszkadzało.

Z fluidem czy balsamem do ciała sprawa jest prosta. Większość ma ważność obliczoną na 12 miesięcy od dnia otwarcia buteleczki. Możesz tę informację z łatwością znaleźć na opakowaniu.

Ot, cała tajemnicaOt, cała tajemnica

Żaden ze mnie Sherlock. Puder w kamieniu i lakiery do paznokci także będzie w dobrej kondycji przez około rok. Proste? Niekoniecznie. Bo nie jestem w stanie dokładnie oszacować, kiedy kupiłam fluid z pudrem, o lakierach do paznokcie nie wspominając. Nie są to aż tak ważne wydarzenia w moim życiu, abym je miała szkarłatna literą kreślić w pamiętniczku. Wiem jednak, że jeśli kosmetyk zmienia zapach, konsystencję lub ma wyczuwalne grudki, nie ma co reanimować go na siłę. Choć, nieprawda, mylę się. Reanimować można lakiery. Rozrzedzanie starego tuszu jest dziecinnie proste. Dobrze, uff, przynajmniej część zbiorów jest uratowana.

Masz swoje triki na przeterminowane kosmetyki? Inne niż urządzenie im hucznego pogrzebu?

Zbiorowa mogiła

Zbiorowa mogiła

Więcej o: