4 (kolejne) rzeczy, które przeszkadzają ci w uprawianiu sportu

Taki jest styczeń. Na ulubionych zajęciach w ulubionym klubie fitness ciągle BRAK miejsc. Dlatego postanowiłam pociągnąć wątek rzeczy, które przeszkadzają nam w uprawianiu sportu. A wam? Coś jeszcze przeszkadza?

1. Postanowienia noworoczne

Dlaczego? Nie chce mi się wierzyć (opieram się na obserwacji i doświadczeniu własnym), że wystarczy powiedzieć sobie, że w nowym roku o siebie zadbamy, żeby to stało się prawdą. Stawiamy sobie nierealne cele (będę trenowała siedem razy w tygodniu, albo przynajmniej pięć, po dwie godziny!), a potem sił nam starcza na miesiąc, (czasem na dwa, a niektórym to nawet do marca). Przestajemy więc ćwiczyć i się zaczyna: "A, bo już przerwałam, to nie warto. Wszystko popsułam, to nie ma sensu”. "A, skoro nie mogę tak ćwiczyć, jak chcę, to znaczy że jestem beznadziejna i się nie nadaję. Zostanę więc najgrubszym człowiekiem świata, umrę na zawał i będzie spokój”. "A, potrzebuję poczekać do końca miesiąca / kwartału / zimy / lata / roku i zacznę od początku. Ale wtedy to się już na pewno nie poddam”. Niestety, to tak nie działa. Każdy dzień jest dobry, żeby zacząć. Każdy dzień jest dobry, żeby się poddać. Tylko po co? Jest wielki dramat, odpuśćmy sobie, ale bez odkładania do kolejnego miesiąca, tylko do kolejnego dnia. I już. Sport to walka, aż staje się przyjemnością.

2. Postanowienia noworoczne innych

Przeszkadzają mi o tyle, że w styczniu nie mam szans dostać się na ulubione zajęcia fitness w ulubionym klubie. I chociaż wszystkim życzę jak najlepiej i żeby wytrwali, a klub miał godziwy zarobek (wtedy nie padnie), to jednak wolę jak jest mniejsze obłożenie. Oczywiście mogę zarezerwować miejsce na zajęciach, ale przy moim nieuregulowanym trybie życia i pracy to bardzo trudne i na ogół mija się z celem. Ale styczeń, na szczęście, już się kończy, podobnie jak promocyjne karnety "od świętego Mikołaja”.

3. Wszelkie postanowienia

"Ćwiczę, bo chcę schudnąć”. "Ćwiczę, bo chcę mieć kaloryfer na brzuchu”. "Biegam, bo chcę pobiec maraton”. "Biegam, pływam i jeżdżę na rowerze, bo chcę zrobić triathlon”. Znam to. Pewnie są tacy, którym wysoko ustawiona poprzeczka i jasno określony cel pomaga. Większości jednak nie, za to świetnie się można tym w końcu załamać. No bo jak to - ćwiczę i ćwiczę i nic nie schudłam. Pieprzona waga! (Jak dobrze ćwiczymy, to nam przyrastają mięśnie, a one też ważą i to całkiem niemało. Ciało się zmienia, choć na wadze tego nie widać. Oczywiście, jak za dużo przy tym nie jemy). Albo robię setki brzuszków dziennie i gdzie ten kaloryfer? (Niestety, same brzuszki nie wystarczą. Wszyscy trenerzy mówią o tym, że do tracenia ukochanej słoninki, z brzucha również, potrzebne jest cardio. I dieta. Nie mam na myśli diety - cud, tylko dobrą dietę, która zostanie z nami na zawsze. Bez cukru, bez syfu, czyli wysoko przetworzonego żarcia). Maraton, triathlon? Super jest przebiec maraton, ale może jednak nie każdy musi? Może truchtanie godzinę 3 razy w tygodniu też jest ok? A jak się okaże, że kondycja poprawia się w tempie ekspresowym, to zawsze można gdzieś wystartować. Są biegi 5-, 10-, 15-kilometrowe. Ja wiem, że każdy chciałby udowodnić sobie, jakim jest herosem, że nie pęknie na maratonie, ale może najpierw udowodnijmy sobie, że jesteśmy w stanie regularnie ćwiczyć? A nie tylko, jak nam się przypomni, bo nam się sukienka na biodrach nie dopina?

4. Jedzenie

Jedzenie właściwie nie przeszkadza w ćwiczeniu, chociaż Jeśli chcemy wyglądać jak Ewa Chodakowska (ja!), to nie pomogą trzy godziny dziennie na siłowni. Musimy wspomóc się dietą. To musi być zdrowa dieta, odpowiednio zbilansowana, wszystko tam musi być (poza słodyczami, alkoholem i fast-foodem. Tego nie musimy jeść nigdy, a nawet lepiej, żebyśmy nie jedli), bo inaczej organizm nie poradzi sobie z wysiłkiem i będzie "sam swoje mięśnie zjadał”, a przecież nie o to nam chodzi. Jak ktoś jest na bardzo ostrej diecie, typu 1000 kalorii, to zazwyczaj nie może ćwiczyć, bo za mało energii organizmowi dostarcza i może sobie zaszkodzić. Ja się na żywieniu aż tak dobrze nie znam, żeby wam konkretnie powiedzieć, co i jak trzeba jeść, żeby było najlepiej, ale jeśli chcecie, to mogę z kimś na ten temat porozmawiać, bo w sumie sama jestem ciekawa (kiedy węglowodany, kiedy proteiny, co przed, a co po treningu). W każdym razie - jak się ćwiczy, to jeść trzeba, tylko zdrowo. Bo ćwiczenie i niejedzenie niczego dobrego nam nie załatwi.

Więcej o: