Wydymani przez popkulturę

Czuję się wydymana, ja - Linda. Być może nie jesteście zaskoczeni, ale to nie jest tak jak myślicie: nie mówię o porno. Czuję się wydymana przez te wszystkie popularne filmy i seriale, o których się tyle mówi. Bo na ekranie wszyscy są bardzo wyzwoleni, a spróbuj tego samego w realu...

"Nimfomanka" (fot. materiały prasowe)

Widzieliście film "Nimfomanka"? Dużo się o nim mówiło i pisało, że taki dobry, artystyczny i wspaniały. Oraz, że o seksie, seksie i jeszcze trochę o seksie. Bo główna bohaterka puka się tam z tuzinami facetów, zaliczając po 10 orgazmów dziennie. Brzmi dobrze, prawda? Albo taki serial popularny "Dziewczyny", który wszystkie dziewczyny lubią oglądać i się nim ekscytować potem. Główna bohaterka, choć jest brzydka i gruba, to przerżnęła już pół Nowego Jorku i jak się rucha na stole, to jej nawet fałda na brzuchu nie przeszkadza. I wszyscy się cieszą, że to takie szczere i prawdziwe, jak w życiu.

W jakim życiu, kurna? Bo chyba nie w naszym życiu w Polsce w XXI wieku. Tutaj wciąż lepiej się nie przyznawać głośno, że się lubi seks (głośne uprawianie seksu, to już w ogóle zapomnij - sąsiedzi nie dadzą ci żyć) o ile nie chcesz mieć opinii rozpustnej dziwki i latawicy. Bo jak to? Kobieta, która lubi seks? Jeszcze nie daj borze (to od boru - imienia pana nie wzywam na daremno. Na wszelki wypadek) pozamałżeński?! A z cudzym mężem? Santa Madonna, to się nie godzi! To jest brzydkie i fe! I nie chodzi o to, że przyjdzie taka Uma i ci zrobi z dupy jesień średniowiecza (ach, jak pięknie ona to robi) - to jest ryzyko wliczone w sytuację. Chodzi o to, że osoby całkowicie postronne uważają, że mają prawo prawić ci morały. I oburzać się żeś taka jawnogrzesznica.

Kobieta, która lubi seks dla samego seksu - nie z małżeńskiego obowiązku, ani wielkiej romantycznej miłości do swojego misiaczka - w naszej szerokości geograficznej podobno nie występuje. To jest niegodne kobiety, żeby się tak puszczać dla przyjemności i liczyć orgazmy. To jest absolutnie nienormalne, żeby kobieta tak chciała. Kobieta na seks godzi się niechętnie, po długich negocjacjach. Oczywiście - nie mówimy o (mentalnej) prostytucji, skądże znowu. Prostytucja jest tak samo zła jak puszczanie się. Fuj. Kobieta nie powinna być bowiem w żadnym wypadku seksualną niewolnicą, obiektem męskich pragnień i żądz, bo jej to uwłacza. I niech nie twierdzi, że to lubi, bo to na pewno kolejny przejaw mentalnej opresji ze strony patriarchatu. Albo demoniczne opętanie - na dwoje babka wróżyła.

Dlatego przyznanie się na jakimkolwiek forum - czy będzie to grono bliskich koleżanek, czy jakiś babski serwis internetowy - że lubi się seks jak koń owies, że wczoraj przeleciało się na imprezie jakiegoś bliżej nieznanego gościa, że trójkąt to nie tylko taki instrument muzyczny - grałaś, a pospieszny numerek z kolegą z pracy w schowku na szczotki też nie jest wam zupełnie obcy, to niestety samobój. Już słyszę syk tych jęzorów na które cię wezmą, chlaszcząc słowem DZIWKA! na odlew. Przyzwoite kobiety tak nie robią. Nie pieprzą się dla przyjemności, nie mają jednonocnych przygód, nie dają dupy szefowi i nie zdradzają męża. Nie w Polsce - tu jest kraj ludzi przyzwoitych, którzy wiedzą jak powinnaś się zachowywać. I na pewno ci o tym powiedzą, jeśli tylko dasz im okazję.

Dlatego życie Leny Dunham i jej koleżanek z wielkiego miasta, które mogą uprawiać seks z kim chcą i kiedy chcą, BO CHCĄ I LUBIĄ albo akurat mają wolne 15 minut i chętnie by coś porobiły, więc czemu nie tego sympatycznego chłopca z mieszkania piętro niżej, możemy sobie oglądać na ekranie, zachwycając się fałszywie jakie to prawdziwe. Jeśli w realu zdarzy nam się jakaś wesoła przygoda, to lepiej zachowajmy ją dla siebie. Kto naiwnie uwierzy, że w życiu może robić to, co robią ludzie na ekranie, ten się bardzo zdziwi. Nawet taka poczciwina jak popkultura może nas wydymać.

Więcej o: